Aleteia
sobota 24/10/2020 |
Św. Antoniego Marii Clareta
Dobre historie

Mężczyzna, który stracił żonę, pisze list do lekarzy. Będziecie zaskoczeni jego treścią

Redakcja - publikacja 24.10.16

„Tę ostatnią godzinę z Laurą zapamiętam do końca swoich dni. To był dar nad dary i za to jestem głęboko wdzięczny. Wam wszystkim mam naprawdę za co dziękować” – napisał Peter DeMarco.

W 2016 roku Peter DeMarco stracił żonę. Kobieta umarła w szpitalu w Cambridge, otoczona nie tylko profesjonalną, ale także bardzo życzliwą opieką. Mężczyzna napisał po wszystkim do personelu szpitala taki oto list:

„Kiedy opowiadam moim krewnym, przyjaciołom i znajomym o chwilach, w których otaczaliście opieką moją żonę Laurę, o siedmiu dniach, które okazały się ostatnimi w jej niedługim życiu, zazwyczaj tracą cierpliwość przy piętnastym wymienionym przeze mnie nazwisku. Na mojej liście są przecież nazwiska lekarzy, pielęgniarek, specjalistów chorób układu oddechowego, pracowników socjalnych, a nawet salowych.

– Ty naprawdę pamiętasz nazwiska ich wszystkich? – pytają mnie.

Nie wiem, jak mógłbym je zapomnieć.

Każde z Was potraktowało Laurę, nieświadomą tego, co się z nią dzieje, z profesjonalizmem, serdecznością i wrażliwością. Kiedy musiała otrzymać zastrzyk, przepraszaliście, że to będzie trochę bolało, choć nie mieliście pewności, że Was słyszy. Kiedy obsłuchiwaliście jej serce i płuca przez stetoskop i zsunęła się jej piżama, z szacunkiem nasunęliście ją z powrotem. Okrywaliście ją kocem, nie tylko wówczas, kiedy należało to uczynić dla uregulowania temperatury jej ciała, lecz także wtedy, kiedy w jej pokoju szpitalnym było nieco zimno i uważaliście, że będzie mogła wygodniej się wyspać tak opatulona.

Lekarze, którzy dali mi siłę

Pomagaliście jej rodzicom rozkładać leżankę obok jej łóżka, przynosiliście im wodę i odpowiadaliście bez zniecierpliwienia na mnóstwo pytań o stan jej zdrowia. Mój teść, który sam, jak wiecie, jest lekarzem, poczuł się częścią personelu zaangażowanego w opiekę nad córką. Nie macie nawet pojęcia, jak to było dla niego ważne.

I wreszcie – Wasz stosunek do mnie. Gdyby nie Wy, nie znalazłbym w sobie siły do przetrwania tego tygodnia. Przychodziliście do mojej żony bardzo często i za każdym razem widzieliście łzy w moich oczach. Widzieliście, jak opieram swoją głowę na jej ręce i staraliście się wykonywać swoją pracę tak dyskretnie, jak to tylko możliwe. Wiele razy pomagaliście mi stawiać leżankę bliżej łóżka Laury, poruszając się zręcznie w plątaninie rurek i kabli.




Czytaj także:
Męskie rozmowy w szpitalu. „Kiedyś facet musiał się postarać”

Tysiące razy wchodziliście do pokoju, pytając, czy mi czegoś nie potrzeba: jedzenia, picia, świeżych ubrań, gorącego prysznica, informacji o terapii żony lub po prostu kogoś do pogadania.

Tysiące razy obejmowaliście mnie i pocieszaliście, kiedy byłem już u kresu możliwości. Pytaliście, jaka była Laura, oglądaliście cierpliwie albumy z jej zdjęciami i czytaliście to, co o niej napisałem. Tysiące razy przekazywaliście mi złe wieści ze wzrokiem pełnym współczucia i autentycznego smutku.

Kiedy musiałem skorzystać z komputera i wysłać szybkiego maila, pomogliście mi. Kiedy przemyciłem na oddział szczególnego gościa, naszego kocura Kolę, żeby ostatni raz polizał twarz Laury, udawaliście, że go w ogóle nie widzicie.

A jednego szczególnego wieczoru pozwoliliście wejść na OIOM ponad pięćdziesięciu znajomym Laury, jej rodzinie, przyjaciołom, kolegom ze studiów i z pracy. Zapamiętam ten wieczór jako prawdziwy wybuch miłości i radości – ktoś grał na gitarze, ktoś inny śpiewał operową arię, były tańce. Wtedy wyraźnie zobaczyłem, jak bardzo ludzie kochali Laurę. To był dla nas obojga ostatni wspólnie spędzony wieczór; bez Waszego wsparcia nie doszedłby do skutku.

Ostatnia godzina z żoną

Jest jeszcze jeden moment, jedna godzina, której nigdy nie zapomnę.

Ostatniego dnia, kiedy czekaliśmy na operację pobrania od Laury organów, chciałem po prostu pobyć z nią sam na sam. Lecz czas uciekał i ciągle w pokoju meldował się ktoś nowy, żeby się pożegnać. Kiedy około godziny 16:00 wreszcie zostaliśmy sami, byłem tak bardzo emocjonalnie i fizycznie wykończony, że poczułem się strasznie senny. Poprosiłem pielęgniarki, Donnę i Jen, żeby mi pomogły rozłożyć leżankę. Nie była zbyt wygodna, ale wówczas chodziło mi tylko o to, by móc położyć się obok Laury.

Jednak pielęgniarki miały lepszy pomysł. Poprosiły mnie, żebym na chwilę wyszedł, a kiedy wróciłem do pokoju, okazało się, że przesunęły nieco Laurę w jej łóżku szpitalnym, zostawiając trochę miejsca dla mnie. Poprosiłem, żeby dały nam tak poleżeć obok siebie ostatni raz przez godzinę, i żeby nikogo nie wpuszczały do pokoju; zgodziły się i, zgasiwszy światło, wyszły.




Czytaj także:
Jak mądrze wspierać naszych bliskich, którzy są ciężko chorzy? Rozmowa z Krajowym Duszpasterzem Służby Zdrowia

Przytuliłem się do niej i objąłem ją. Wyglądała niesamowicie pięknie. Powiedziałem jej to, gładząc ją po włosach i twarzy. Odsuwając nieco jej piżamę, pocałowałem jej piersi i położyłem na nich swoją głowę; czułem każdy jej oddech i uderzenie serca. Ta ostatnia dla nas chwila intymności jako męża i żony była całkowicie naturalna, czysta i uspokajająca; przewyższała wszystkie inne. I wtedy właśnie zasnąłem.

Tę ostatnią godzinę z Laurą zapamiętam do końca swoich dni. To był dar nad dary, i za to jestem głęboko wdzięczny Donnie i Jen. Wam wszystkim mam naprawdę za co dziękować.

Z wyrazami dozgonnej wdzięczności i miłości,

Peter DeMarco”.

Zobacz reportaż przygotowany przez NBC News:




Czytaj także:
Niezwykle wzruszający list. „Czy zechcesz poślubić mojego męża?”

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
cierpieniemałżeństwomiłośćśmierć
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
MASS,YOUNG CHILD
Anna O'Neil
List do rodziców, którzy zabierają na mszę sw...
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
OJCIEC SERAFIM
Łukasz Kobeszko
Przepięknie śpiewa i modli się w języku Jezus...
Bluźniercze graffiti na murze kościoła
Lucandrea Massaro
Wypisali proaborcyjne grafitti na kościele. R...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail