Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Mogło się nie urodzić, a urodziło się dwukrotnie!

Udostępnij

Trzecia ciąża Margaret Boemer, początkowo bliźniacza, była od samego początku naznaczona nieszczęściem - jedno z dzieci zmarło niedługo po poczęciu. Życie drugiego było poważnie zagrożone.

16 tydzień ciąży. Margaret Boemer udaje się na rutynową wizytę u lekarza i równie rutynowe badanie USG. Podczas wizyty uśmiechnięty dotąd doktor, zastyga nagle w bezruchu przed ekranem komputera. Coś jest nie tak. Po krótkim czasie potwierdza się diagnoza, brzmiąca niczym wyrok: potworniak okolicy krzyżowo-guzicznej.

„To było szokujące i straszne zarazem, bo nie wiedzieliśmy co ten przydługi termin oznacza i jakie jest właściwie rozpoznanie” – opowiadała Margaret w wywiadzie dla Szpitala Dziecięcego w Teksasie. Jej trzecia ciąża, początkowo bliźniacza, była od samego początku naznaczona nieszczęściem. Jedno z dzieci zmarło jeszcze przed upływem drugiego trymestru. Teraz życie drugiego było poważnie zagrożone.

Potworniak okolicy krzyżowo-guzicznej to jeden z najczęstszych guzów zarodkowych. Występuje średnio raz na 35 tys. ciąż, 3 lub nawet 4 razy częściej u dziewczynek niż u chłopców. Zazwyczaj guz jest usuwany operacyjnie już po przyjściu na świat dziecka. Jednak w mniej więcej połowie przypadków powoduje on zagrażające życiu problemy z krążeniem. Można powiedzieć, że guz zaczyna rywalizować z dzieckiem o krążącą w jego żyłach krew, potrzebną do wzrastania obojga. Jeśli potworniak zaczyna wygrywać, może dojść do zatrzymania akcji serca. Tak było w przypadku LynLee, córki państwa Boemerów.

Dziecko słabło z dnia na dzień, a lekarze doradzali dokonanie aborcji. Wtedy pojawił się zespół doktora Darella Cassa i zaproponował inne wyjście: operację płodu. Rokowania były jednak nie tyle nie najlepsze, co wręcz fatalne – szanse przeżycia LynLee były minimalne. „Dla nas decyzja była prosta: chcieliśmy dać jej życie” – wspomina matka.

Pod koniec 23. tygodnia ciąży, gdy guz był już większy od dziecka, dr Cass i dr Oluyinka Olutoye przeprowadzili 5-godzinną operację. Ta część, która miała miejsce bezpośrednio na dziecku, trwała jednak zaledwie 20 minut. Przez cały czas starano się utrzymać LynLee jak najbardziej zanurzoną w wodach płodowych. Jednak ze względu na rozmiar guza dziecko było przez chwilę całkowicie poza macicą. „To było naprawdę dramatyczne” – relacjonował dr Cass. Szczególnie, że serce LynLee zwolniło tak bardzo, że gdyby nie doświadczenie obecnego na sali kardiologa, mogłoby się zatrzymać.

Mimo tych perturbacji udało się usunąć główną część potworniaka, po czym dziecko włożono z powrotem do łona i zaszyto macicę. To takie proste? Nie do końca.

Margaret Boemer przeleżała w wielkich bólach kolejne 12 tygodni, by urodzić ponownie LynLee 6 czerwca br. Ważąca niemal 2,5 kg dziewczyna po ośmiu dniach została zabrana na kolejną operację, mającą na celu usunięcie resztek guza, który znów zaczął rosnąć. Dziś 3-miesięczna LynLee (dla ciekawskich dodam, że jej imię jest połączeniem imion dziadków) jest zupełnie zdrowym dzieckiem.

Dr Cass zaznacza, że tego typu historie są niewyobrażalną karuzelą emocjonalną dla matek. Najpierw dowiadują się, że ich dziecko niemal na pewno umrze, potem, że cień szansy daje operacja płodu, by w końcu wszystko skończyło się niewyobrażalnym z perspektywy pierwszej diagnozy happy endem – dziecko jest zupełnie zdrowe.

„Było to warte każdego bólu” – powiedziała Margaret, przytulając swoją córeczkę wraz z dwójką pozostałych dzieci.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail