Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Święci są najlepszym dowodem na to, że Kościół ma mandat duchowy pochodzący od Boga

EAST NEWS
Udostępnij

Święci to ludzie, którzy pomimo swoich słabości postanowili zrealizować w swoim życiu jakieś dobro w sposób heroiczny, czyli szokująco dosłowny.

Kościół katolicki to od wieków potężna instytucja. Eklezjologia, czyli nauka o Kościele, twierdzi wprawdzie słusznie, że jest to przede wszystkim wspólnota ludzi wierzących w Chrystusa, ale wizerunek Kościoła jako instytucji, narzuca się niekiedy choćby osobom udającym się do kancelarii parafialnej w celu załatwienia formalności związanych ze chrztem, ślubem lub pogrzebem.

To na co dzień, ale w naszej historii instytucja Kościoła bardzo się dla Polski zasłużyła. Warto pamiętać, że to ona wprowadziła państwo Polan do wspólnoty ludów europejskich, której tożsamość ukształtowało chrześcijaństwo. Nawet dzisiejszy kontestatorzy Kościoła powinni umieć przyznać, że sama idea szacunku dla osoby ludzkiej i jej praw ma swe praźródło w Ewangelii, którą Kościół wciąż głosił i głosi, nawet jeśli niekiedy w sposób daleki od doskonałości. W sposób bliski doskonałości głoszą ją tylko święci.

W czasach rozbiorów Kościół dawał oparcie ludziom, którzy mieli prawo do zachowania własnej tożsamości i do walki o odzyskanie podmiotowości ich narodowej wspólnoty. Podobną rolę wziął na siebie Kościół w Polsce rządzonej ponad czterdzieści lat przez komunistów w XX wieku. Działo się to często z dużym heroizmem wykazywanym przez biskupów i księży. Symbolami owego heroizmu Kościoła w czasach trudnych są dwaj święci: Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup warszawski w latach powstania styczniowego oraz ksiądz Jerzy Popiełuszko, duszpasterz „Solidarności”.

Bo to właśnie święci są najbardziej dotykalnym dowodem na to, że Kościół ma mandat duchowy pochodzący od Absolutu Prawdy, Dobra i Piękna. Święci to ludzie, którzy pomimo swoich słabości postanowili zrealizować w swoim życiu jakieś dobro, w sposób heroiczny, czyli szokująco dosłowny. Święci, nawet jeśli byli księżmi lub biskupami, często nie mieli łatwo z instytucją Kościoła, ale nie walczyli z nią i w końcu znajdowali jej zrozumienie, a nawet uznanie. Bez owego uznania ich świętość nie zostałaby ogłoszona.

Pierwszym z tych, którzy zapadli mi w pamięć jest święty Franciszek. Nie dlatego, że przypomniał go światu obecny papież. Wiele lat wcześniej wybrałem go sobie za patrona bierzmowania, bo ten średniowieczny Włoch mnie zafascynował. Istotą duchowej przygody owego syna bogatej rodziny, w młodości playboya ówczesnych czasów, było odkrycie, że nic co materialne nie daje sensu życia, a żadne bogactwo i potęga nie przybliżają do Boga. Potężny już i bogaty wówczas Kościół katolicki miał z nim kłopot, ale w końcu nie mógł go nie zaakceptować, bo zgodność jego przesłania z Ewangelią była trudna do podważenia.

Spośród polskich świętych intryguje mnie po pierwsze wymowa życia dwóch biskupów z dawnych czasów: świętego Wojciecha, patrona Polski i błogosławionego Bogumiła, patrona mojego chrztu. Z osobami żyjącymi tak dawno jest problem, bo niewiele o nich wiemy, a to co wiemy to legenda o istocie ich heroicznych cnót. O Wojciechu wiadomo, że zginął jako męczennik zamordowany przez pogan na wybrzeżu Bałtyku, do których wyjechał z Gniezna w celach misyjnych. Ten pierwszy polski biskup, który był Czechem, stał się znakiem przypominającym nam o powszechności Kościoła (poczynając od jego powszechności środkowoeuropejskiej), którego wspólnota i misja wykraczają poza nasze narodowe podwórko.

Postać Bogumiła jest jeszcze bardziej tajemnicza. Wiadomo, że był biskupem Gniezna oraz że ustąpił z tego urzędu i zmarł jako pustelnik w podgnieźnieńskich lasach. Przyczyny życiowej wolty jakiej dokonał, są mniej precyzyjnie znane. Z wielu świadectw wynika jednak, że nie chciał brać udziału jako biskup w różnych politycznych grach owej epoki, na skutek czego pustelnię uznał za miejsce bezpieczniejsze dla zbawienia duszy, niż biskupi pałac.

Kolejną polską świętą, która mnie fascynuje jest św. Faustyna, biedna i niewykształcona służąca w domach bogatych ludzi, opętana ideą oddania życia Bogu, która nawet w karierze zakonnej nie doszła potem do stanowisk wyższych, niż kucharka i ogrodniczka. Jednak to ona miała doznać objawień, podczas których Pan Bóg ujawnił jej najważniejszą prawdę o sobie: jego miłość do człowieka, który zawsze jest mniej lub bardziej grzeszny, jest nieograniczona. To rozwinięcie ewangelicznej tezy, że miłość jest ważniejsza od sprawiedliwości. Wielu ludziom trudno dziś przyjąć realność objawień, a wielu innym prawdę o Bożym Miłosierdziu. Ale fakt, że zarówno Jan Paweł II jak Franciszek postawili ową prawdę w centrum ich przesłania jest zastanawiający. Może z racji owej grzeszności, której nie da się zwalczyć sprawiedliwością.

I wreszcie św. Maksymilian Kolbe, męczennik z Auschwitz, gorliwy zakonnik, którego misyjna pasja zawiodła go w pewnej chwili aż do Japonii. A jednak jego działalność obudziła kontrowersje, gdy był ogłaszany świętym. Niesłusznie zarzucano mu rasistowski antysemityzm i zamiary podżegania do nienawiści, ale słusznie – zamieszczanie antyżydowskich treści w redagowanych przez niego wydawnictwach. Ojciec Maksymilian ulegał po prostu tym samym stereotypom myślowym, którym niestety ulegali przeciętni polscy katolicy i którym niekiedy do dziś ulegają. Ale właśnie fakt, że ten przeciętny polski katolik, a nie wyrafinowany polski intelektualista był zdolny do tak prostego heroicznego czynu jak oddanie życia za współwięźnia, nasuwa podejrzenie, że chrześcijańskie wartości trafiły w Polsce „pod strzechy”.

Listę świętych można by kontynuować w nieskończoność, ale po co. Wiadomo, że 1 listopada będziemy wspominać świętych – tych, których świętość ogłoszono i tych, których świętość nie jest publicznie znana. Spójrzcie wokół siebie, a może zobaczycie takich ludzi jeszcze za ich życia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail