Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Poczciwy „brat–łata” – wspomnienie o Zbyszku Cybulskim

Udostępnij

Potrafił przegadać pół nocy z portierem na hotelowym korytarzu. Poczucie czasu nie było jego najmocniejszą stroną. Spóźniał się często. Jak wtedy, na pociąg do Warszawy.

8 stycznia 1967 roku poranek był chłodny i mglisty, lecz jemu to nie przeszkadzało. Cieszył się. Zaledwie kilka godzin wcześniej otrzymał zza oceanu propozycję udziału w projekcie wg sztuki Tennessee Williamsa. Jeszcze tylko ta podróż o świcie, w stolicy czekają zawodowe obowiązki.

Zbyszek – tak wszyscy go nazywali. Poczciwy „brat–łata” potrafił przegadać pół nocy z portierem na hotelowym korytarzu albo przesiedzieć kilka godzin z kelnerką przy barze. Poczucie czasu nie było jego najmocniejszą stroną. Spóźniał się często, przychodził za późno. Jak wtedy, na pociąg do Warszawy.

Miał jechać wcześniejszym, nocnym. Nie zdążył…

Miał zagrać w kolejnych spektaklach, wystąpić w następnych filmach. Nie zdążył…

8 stycznia 1967 roku na peronie trzecim wrocławskiego Dworca Głównego doszło do tragedii. Popularny aktor, Zbigniew Cybulski, wpadł pod koła pociągu relacji Wrocław–Warszawa. Mimo natychmiastowej pomocy lekarskiej odszedł ledwie godzinę później. Takie informacje pojawiły się następnego dnia niemal we wszystkich gazetach w Polsce.

Od jego śmierci minęło już prawie pół wieku. Dziś kamień nagrobny na katowickim cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza, gdzie został pochowany, zdobi płaskorzeźba z podobizną aktora.

Przez wiele lat było tam jednak tylko niezbyt estetyczne lastrico” – wspomina pani Krystyna Mitręga, polonistka, poetka i pedagog, która od lat opiekuje się grobem Zbyszka Cybulskiego i krzewi pamięć o nim na Śląsku.

„Grób był skromny, rodzina niezamożna, a władze nie spieszyły się z renowacją nagrobka. Na dodatek przez długi czas kamień pęknięty był wzdłuż – jakby nie było mu „tam” dobrze, jakby chciał wrócić do naszego świata” – zaduma się pani Krystyna.

Dziś jeszcze pamięta, gdy jako młoda studentka wybiegła z uczelni, a jej oczom ukazała się ludzka fala zmierzająca niespiesznie ulicami w górę Katowic.

Trumna z ciałem wystawiona była w budynku Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia przy ul. Plebiscytowej, lecz Zbyszek miał właściwie dwa pogrzeby – jeden oficjalny, państwowy i drugi prywatny, katolicki, jak życzyła sobie rodzina. Jego religijność nie była w środowisku tematem tabu.

Medalik na szyi, różaniec, ryngraf z Matką Boską w chlebaku stały się takimi samymi symbolami, jak blaszany kubek czy skórzana kurtka i ciemne okulary, pod którymi skrywał wadę wzroku. Tyle tylko, że o tych pierwszych nie mówiło się wiele, a katolicyzm Zbyszka nie był na rękę ówczesnym władzom.

„Na ulicy Szeligiewicza, w miejscu gdzie obecnie znajduje się Seminarium Duchowne, mieścił się Wydział Filologiczny. Zbiegałam po schodach i zobaczyłam, jak tłumy wylewały się z ulic Plebiscytowej i Kochanowskiego. Nieśli trumnę z ciałem Zbyszka. Krzyż trzymał publicysta i producent filmowy, nieżyjący już Michał Smolorz, a mszę żałobną celebrowało kilku księży. Na pogrzeb przyjechała śmietanka warszawskich aktorów: Olbrychski, Wajda, Tyszkiewicz, Holoubek, Jędrusik, a na miejscu pochówku ludzie tłoczyli się niemiłosiernie. Przemawiał Gustaw Holoubek – przepięknie. Ludzie wisieli na drzewach jak winogrona, wspinali się na lampy, przeciskali się przy mogile, a niektórych Olbrychski musiał nawet odpychać łokciami, żeby nie powpadali do grobu.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim był Cybulski. Dopiero później, gdy obejrzałam „Popiół i diament”, zafascynowałam się jego postacią. Zaczęłam szukać miejsca, gdzie został pochowany. Szukałam, ale… nie znalazłam” – podkreśla Krystyna Mitręga.

Zaledwie kilka lat po śmierci o Zbyszku… zapomniano. Ludzie nie wiedzieli, gdzie został pochowany i dopiero po pewnym czasie pani Krystynie udało się odnaleźć prostą mogiłę. Była znacznie skromniejsza niż znajdujące się obok grobowce.

Grób Zbyszka znajduje się w odległości około 200 metrów od kaplicy żałobnej na cmentarzu w centrum Katowic. Na płycie rodzinnego grobowca, gdzie spoczął, początkowo nie było nawet informacji, że leży tam znany aktor. Został pochowany w tym samym miejscu co ojciec Aleksander i matka Ewa. Niedawno w rodzinnym grobowcu spoczął też Antoni –  młodszy brat Zbyszka.

Pani Krystyna zaczęła pisać listy do władz i różnych instytucji, aby pomogli odnowić grób, ale jako osoba prywatna niewiele mogła zdziałać. Nieraz otrzymywała informację, że sprawa leży w gestii rodziny. To tylko wzmogło jej determinację. Zaczęła popularyzować jego dorobek.

„Zbyszek był wielkim Polakiem. Wychowany w rodzinie o tradycjach ziemiańskich miał duszę społecznika. A nade wszystko kochał swój zawód, aktorstwo. Ożenił się z piękną dziewczyną, choć ona „niewiele z niego miała”. Cieszył się, kiedy urodził się syn, Maciek, ale i on – w pewnym sensie – stał się ofiarą popularności ojca. Cybulscy nie mieli wtedy gdzie mieszkać, więc żona z niemowlęciem przyjechała do rodziny Cybulskich do Katowic. On nie był smutnym człowiekiem. Był pogodny, powtarzał „Kocham was ludzie”, ze wszystkimi się bratał. Pieniądze się go nie trzymały i zazwyczaj ich nie miał. Ale gdy już je posiadał, potrafił się dzielić. Pamiętam, gdy pracowałam w jednym z krakowskich teatrów i ktoś opowiedział mi anegdotę o Zbyszku. O tym, jak znienacka rzucił banknot cieciowi, aby nieznajomy zamiatając ulicę znalazł go. Dzielił się tym, co miał, i sprawiało mu to przyjemność. Ale nie jest możliwe, aby wielki człowiek, wielki artysta, mógł być jednocześnie najlepszym mężem i ojcem. On był jak dobro narodowe, ale nie potrafił udźwignąć tego ciężaru” – wspomina Krystyna Mitręga.

Zmiany na miejscu pochówku Zbigniewa Cybulskiego dokonywały się stopniowo. „Na początku nie było głazu ani płaskorzeźby z podobizną aktora i dopiero z czasem na Placu Grunwaldzkim w Katowicach pojawiło się popiersie z jego wizerunkiem. Pomogło Śląskie Towarzystwo Filmowe, Wojciech Sarnowicz nakręcił „Katowice Zbyszka Cybulskiego”. Przyjeżdżali Kieślowski, Krauze. Dużo rozmawialiśmy, oglądaliśmy filmy. Moim marzeniem było, aby w kolejne rocznice jego śmierci przy grobie zagrała orkiestra, by można było posłuchać filmowych przebojów” wspomina pani Krystyna.

Tak właśnie dzieje się teraz. Pani Krystyna od lat nie tylko opiekuje się miejscem pochówku aktora, ale skrzykuje też ludzi przed 8 stycznia, zachęca by przyszli, pobyli przez chwilę ze Zbyszkiem. Sama przygotowuje plakaty, rozwiesza je przy świetlicach, w kościołach, domach kultury…

Przychodzą. Zwłaszcza młodzi, składają wieńce, pomyślą przez chwilę. „Kogo „ucybulszczę”, na pewno zarazi się moją pasją” – mówi pani Krystyna. Non omnis moriar.

 

W przyszłym roku w 50-lecie śmierci Zbyszka Cybulskiego w Katowicach odbędzie się uroczyste spotkanie znajomych, przyjaciół i wielbicieli jego talentu. Spotkają się 9 stycznia 2017 o godzinie 13.30 na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza, a o 15.30 w katowickim Kinoteatrze Rialto odbędzie się inscenizacja teatralna Apel poległych z „Popiołu i diamentu”. Tę najbardziej znaną scenę z filmu Wajdy, z udziałem Maćka Chełmickiego zapalającego spirytus w kieliszkach i wymieniającego imiona poległych kolegów, odegrają znani aktorzy. Organizatorzy – Instytucja Filmowa Silesia Film oraz Dom Kultury „Południe” zapraszają wszystkich wielbicieli talentu aktora.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail