Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Święta Joasia – nieformalna patronka singielek po trzydziestce

JOANNA BERETTA MOLLA
Udostępnij

Ona piękna 33-letnia, on 10 lat starszy - wiek nie przeszkadzał im w tym, by zakochali się w sobie jak nastolatkowie!

Joanna – piękna i szalona

Joanna – kobieta sukcesu, lekarka – chirurg i pediatra, dla której kariera zawodowa była nieodłącznym elementem życia. Rozwój dla Joanny to jednak nie tylko intelekt – to kobieta z klasą, gracją i szykiem rodem z paryskich ulic. Choć Joanna to Włoszka. Interesowała się modą, przeglądała najnowsze żurnale. Dbała o dobrze skrojoną garsonkę, nienaganny makijaż i fryzurę – przecież każda kobieta chce się podobać, nawet święta! Piękno to przecież nie próżność – Joanna doskonale to wiedziała.

Jej młodość to lata 50., niewiele kobiet prowadziło wówczas samochód – Joanna owszem, miała prawo jazdy i nie wahała się go użyć! Grała na fortepianie, lubiła malować. Każdego dnia miała też czas zarezerwowany na modlitwę.

Uwielbiała narty. Nie wierzę, że nie robiła orzełków na śniegu! Była szalona. Bo kto inny zdecydowałby się na małżeństwo po roku znajomości…

 

Joanna i Piotr – miłość nie od pierwszego wejrzenia

Piotra po raz pierwszy zobaczyła w 1951 roku, spotkali się niby przypadkiem. I… zapomnieli o sobie na kolejne trzy lata. Mieli już, jak to się mówi „swoje lata”, swoje życie.

Piotr – nie najmłodszy już kawaler, inżynier mechanik, szef wielkiej fabryki, zatrudniającej 3 tys. osób, spotkał Joasię (tak do niej mówił) po raz kolejny trzy lata później. I całkowicie przepadł… Od tego czasu byli już nierozłączni. Pobrali się rok później.

Ona piękna 33-letnia, on 10 lat starszy – wiek nie przeszkadzał im w tym, by zakochali się w sobie jak nastolatkowie!

Joasia i Piotrek – a dla bardziej poważnych – Joanna Beretta Molla i jej mąż – Piotr Molla. Oboje pracowici, zaangażowani w swoje kariery, a przy tym pogodni i szczęśliwi, zauważający potrzeby innych. Ich dom był zawsze otwarty, oni – zawsze gościnni.

Starali się spędzać razem jak najwięcej czasu. Chodzili po górach, jeździli na nartach, uwielbiali koncerty i spektakle teatralne. Myślę, że bez problemu odnaleźliby się w dzisiejszym świecie.

A dla mnie – zakochani do szaleństwa specjaliści od listów miłosnych. Choć byli małżeństwem tylko 7 lat, Piotr nazwał te lata radością pełną i doskonałą.

 

Listy miłosne

„Mój Najdroższy Piotrze! Jak Ci dziękować za ten cudowny pierścionek zaręczynowy? Drogi Piotrze, aby Ci wyrazić moją wdzięczność, ofiaruję Ci me serce. Będę Cię kochała zawsze tak, jak już Cię kocham” – pisała do swojego świeżo upieczonego narzeczonego. To nie harlequin, to list przyszłej katolickiej świętej do jej ukochanego.

Jej największe marzenie to „znać Piotra jako osobę szczęśliwą”. „Powiedz, jaka powinnam być i co powinnam zrobić, ażeby Cię takim uczynić? Bardzo ufam Panu Jezusowi i jestem pewna, że On pomoże mi być narzeczoną godną Ciebie” – pisała w kolejnym liście.

Piotr też okazał się romantykiem: „Im bardziej poznaję Joasię, tym bardziej się przekonuję, że Bóg nie mógłby już pozwolić mi spotkać kogoś lepszego” – napisał w swoim pamiętniku 7 marca.

 

Choroba Joanny i prawdziwa próba miłości

Doczekali się 4 dzieci. Ostatnie – Gianna – nie poznała mamy. W drugim miesiącu ciąży Joanna dowiedziała się, że w jej macicy pojawił się włókniak (łagodny guz), który zagraża życiu dziecka. Lekarze proponowali aborcję. Miała wówczas 39 lat, mimo to zdecydowała, że wybiera usunięcie jedynie guza. Była lekarzem – dobrze wiedziała, że już sama operacja jest ryzykowna i jednocześnie podnosi ryzyko jej śmierci przy porodzie. Mała Gianna urodziła się w Wielką Sobotę. U jej mamy wywiązała się sepsa, w wyniku której zmarła tydzień później.

Pogoda ducha – czasem wręcz niezrozumiała – to cecha Joanny, którą dobrze poznali jej bliscy – mąż i troje dzieci, którym z uśmiechem i wdzięcznością towarzyszyła do końca swojego życia.

 

Święta żona

„Joasiu! Pozwól, że jeszcze raz Cię zawołam Twym słodkim imieniem, nie poprzedzając go tytułem błogosławiona, jak Cię teraz należy nazywać” – pisał Piotr po śmierci swojej ukochanej.

A tak napisał we wstępie do włoskiego wydania książki z ich osobistą korespondencją: „W tym momencie przyklękam przed Nią, kobietą, narzeczoną i matką, cudowną i silną, która w swej miłości do życia i tego stworzenia w Jej łonie, potrafiła się wznieść na szczyty jeszcze większej miłości, jaką Jezus nam wskazał”.

I jeszcze to: „Byłaś „moją umiłowaną…, umiłowaną mego serca…, miłością mojej duszy…” z Pieśni nad Pieśniami. Byłaś mamą szczęśliwą i mądrą naszych dzieci. O czymkolwiek decydowałaś i cokolwiek robiłaś, zawsze szukałaś odnośnie tego woli Bożej poprzez modlitwę i Eucharystię”.

Żeby być świętym, trzeba być zakochanym! Trzeba umieć odejść od zmysłów, dać się porwać, zapomnieć o sobie. Już widzę to szaleństwo, kiedy oboje spotkają się w niebie!

16 maja 2004 roku Jan Paweł II ogłosił ją świętą Kościoła katolickiego. Świętą zwykłego, codziennego życia, tak podobną dzisiejszym kobietom. Jej najmłodsza córka – Gianna, była wtedy wraz z ojcem na Placu świętego Piotra w Watykanie.

Jako że Joanna wyszła za mąż po trzydziestce, dziś chętnie o wsparcie proszą ją singielki, które nie mogą znaleźć odpowiednich kandydatów na mężów. Podobno jest skuteczna!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail