Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Roberto Benigni: Franciszek zadzwonił do mnie o 8 rano. Niestety, jeszcze spałem…

© OSSERVATORE ROMANO / AFP
Udostępnij

Benigni opowiedział też historię związaną z Janem Pawłem II, który chciał wspólnie z nim obejrzeć film „Życie jest piękne”. Papież, jak gdyby nigdy nic, zadzwonił do aktora i zaprosił go na wspólny seans. „Jan Paweł II trzymał mnie u siebie sześć godzin. Więcej niż prezydenta Stanów Zjednoczonych!”.

Dwa lata temu Roberto Benigni dokonał telemetrycznego cudu, doprowadzając wskaźniki oglądalności telewizji Rai 1 na szczyt. Był to spektakl jego autorstwa zatytułowany „Dziesięć przykazań”. W transmitowanym na żywo przedstawieniu, z właściwym sobie genialnym poczuciem humoru i swadą, aktor pokazał życiową głębię przekazu wypływającego z kamiennych tablic Dekalogu.

Pamiętny show Benigniego doczekał się kilku powtórek. Szybko pojawiła się też pogłoska, że sam papież Franciszek zadzwonił po przedstawieniu do aktora, aby osobiście pogratulować mu sukcesu. Czy do rozmowy naprawdę doszło i czego dotyczyła? Tego nie wiedział nikt. Aurę tajemniczości podsycał fakt, że także Benigni nabrał wody w usta. 23 października aktor przerwał blisko dwuletnie milczenie i opowiedział o telefonie od papieża Franciszka.

Roberto jeszcze śpi

„To było 17 grudnia 2014 roku. Ojciec Święty zadzwonił do mnie do domu o 8 rano. Niestety, jeszcze spałem. Wyobrażam sobie zaskoczoną minę papieża, gdy na pytanie, czy mnie zastał, głos w słuchawce oznajmił, że Roberto jest, ale jeszcze śpi. I polecił zadzwonić następnego dnia” – przyznał Benigni.

„Co ciekawe, Franciszek rzeczywiście zadzwonił ponownie. Odbyliśmy niezwykłą rozmowę, w trakcie której papież okazał mi tyle sympatii, ciepła i serdeczności, że gdyby stał wtedy obok mnie, to z radości po prostu bym go uściskał” – opowiedział na spotkaniu z publicznością podczas 11. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Rzymie.

Benigni ma wrodzony talent do opowiadania rozmaitych anegdot, ale coś takiego, jak spontaniczny telefon od wzruszonego jego spektaklem Ojca Świętego jeszcze mu się nie przydarzyło.

Co dokładnie powiedział Franciszek? Padły słowa, jakie papież zwykle kieruje do rozmówców wtedy, kiedy jakaś historia czy inicjatywa głęboko go wzrusza, trafia prosto w serce. Benigniego bardzo ujął i stworzył wyjątkowy klimat bliskości fakt, że Ojciec Święty przez cały czas zwracał się do niego „na ty”.

Dobra robota

„Wiesz, Roberto, ty naprawdę robisz kawał dobrej roboty!” – miał powiedzieć aktorowi Franciszek. „Że niby ja robię dobrą robotę? To Ojciec Święty robi dobrą robotę. I to dużo dobrej roboty!” – miał odpowiedzieć aktor.

Długo po emisji „Dziesięciu przykazań” we włoskiej telewizji, Watykan nie dementował, ani też nie potwierdzał plotek o papieskim telefonie do artysty. Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, abp Vincenzo Paglia oświadczył jednak, że „nowy gest” ze strony Franciszka nie byłby niczym zaskakującym.

Tym bardziej, że przekaz spektaklu Benigniego „był zgodny z nauczaniem Kościoła katolickiego”. Dodał też, że „chodzi o znakomitego artystę, który z właściwą sobie wirtuozerią potrafi odwołać się do bagażu biblijnej mądrości, jednocześnie nie narzucając go odbiorcom”.

Seans z Janem Pawłem II

Benigni opowiedział też historię związaną z Janem Pawłem II, który chciał wspólnie z nim obejrzeć film „Życie jest piękne”. Papież, jak gdyby nigdy nic, zadzwonił do aktora i zaprosił go na wspólny seans. „Jan Paweł II trzymał mnie u siebie sześć godzin. Więcej niż prezydenta Stanów Zjednoczonych! Nie umiem opisać tych emocji. Tym bardziej, że jestem osobą wierzącą” – mówił.

Benigni nie krył satysfakcji z powodu tego zaproszenia. Tym bardziej, że początek jego znajomości z Karolem Wojtyłą nie należał do udanych. Za użycie w stosunku do papieża terminu „Wojtylaccio” [w przybliżeniu: ten cały „Wojtyłas” – przyp. tłum.] dwadzieścia lat wcześniej Benigni został ukarany zakazem pojawiania się w telewizji przez okres roku, a także wysoką grzywną za „obrazę religii” i rokiem więzienia w zawieszeniu. „W regionie, z którego pochodzę, jest to po prostu czuły i żartobliwy sposób mówienia o ludziach, coś w rodzaju sformułowania „ten łobuz Wojtyła” – próbował tłumaczyć się aktor.

Wspólny seans był dowodem, że wina Benigniego została puszczona w niepamięć i początkiem dobrej relacji z papieżem. „Jan Paweł II przyznał, że nawet nie pamiętał już o tym incydencie i potraktował mnie jak syna” – zapewniał aktor. Papież był poruszony filmem. Według relacji Benigniego miał się nawet rozpłakać. „Pozostawaliśmy ze sobą w kontakcie jeszcze długo. Jan Paweł II napisał nawet do mnie list. Był to taki list, jaki ojciec napisałby do swego syna” – relacjonował artysta.

Artykuł jest tłumaczeniem i adaptacją artykułu, który ukazał się we francuskiej edycji portalu Aleteia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail