Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Hygge! Duński sposób na szczęście

David Lebech/Flickr
Udostępnij

W Danii pada 171 dni w roku, a średnia temperatura w lecie to 17 stopni. Mimo to, Duńczycy uchodzą za jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Jak to robią? Mają hygge!

Dziwne słowo w obcym języku, które nie sposób wymówić, a jeszcze trudniej przetłumaczyć na polski. Bo co dokładnie oznacza hygge? Najbliższym odpowiednikiem byłoby „przytulność”, ale hygge to także bezpieczeństwo, ognisko domowe, intymna wspólnota, komfort bycia ze sobą i innymi, filozofia, rytuał.

Hyggemania zawładnęła światem i dotarła także nad Wisłę. Na półkach księgarń pojawiają się kolejne publikacje o duńskiej sztuce szczęścia. Dzieje się tak po trosze ze względu na modę na „skandynawskość”, ale też i dlatego, że hygge odpowiada na odwieczne poszukiwanie szczęścia i równowagi. To paradoks sam sobie, bo hygge, jak mówi Mark Wiking, jest antytrendem.

O co w tym wszystkim chodzi?

Postęp wreszcie przestał być mierzony wysokością PKB danego kraju. Dziś ważny jest także poziom szczęścia mieszkańców. Dlatego od 2011 roku ONZ ogłasza listę najszczęśliwszych krajów. Rok w rok pierwsze miejsce zajmują Duńczycy (z wyjątkiem jednego razu, kiedy palma pierwszeństwa trafiła do Szwajcarów). To ciekawe, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że panuje tam naprawdę kapryśny klimat. Trochę jak nasza polska, złota jesień – z której, jak widać za oknem, została tylko jesień.

Duńczycy wymyślili na to sposób. To hygge – sztuka szczęścia, filozofia, której nie da się opisać jednym zdaniem, bo dotyczy praktycznie każdej przestrzeni, sfery życia. Spróbujmy wymienić kilka najważniejszych filarów hyggowania.

Nicnierobienie

 To antidotum na pośpiech współczesnego świata” – mówi Mark Wiking, autor jednej z publikacji o hygge. Wtóruje mu Marie Tourell Soderberg, dodając: „Umiejętność nicnierobienia jest moim zdaniem równie ważna, jak produktywność, która jest tak fetyszyzowana przez dzisiejszy świat”.

Innymi (angielskimi) słowami mówiąc, to taki słodki chill out. Ciepła kąpiel w pachnącej pianie po ciężkim dniu, dobra książka i kubek kakao w paskudny, listopadowy wieczór, a jeszcze lepiej – snucie się po domu w piżamie i kapciach bez żadnego celu. Oczywiście, nie da się tego zrobić co dzień, ani nawet co sobotę, dlatego hygge tym lepiej smakuje. Chillowanie 24 godziny na dobę byłoby nudne!

Bliskość

Relacje międzyludzkie, poczucie przynależności do wspólnoty oraz bezpieczeństwa to chyba jeden z najważniejszych elementów hygge. „W świecie, który zdaje się coraz mniej bezpieczny, coraz mniej przewidywalny, coraz bardziej chaotyczny, to bardzo pożądane wartości” – przekonuje w rozmowie z „Wysokimi Obcasami Extra” Mark Wiking.

Hygge to bycie razem, skoncentrowanie się na sobie wzajemnie, bez pośpiechu, bez smartfonów i laptopów w zasięgu ręki. Chodzi przede wszystkim o to, by czuć się dobrze w swoim towarzystwie, zaopiekować się sobą wzajemnie, dodać otuchy. Kiedy przychodzą do ciebie przyjaciele w niezbyt dobrym nastroju, ty dajesz im ciepłe, ręcznie wydziergane skarpety, herbatę w ich ulubionym kubku (jeśli jeszcze nie masz takiego w swojej kuchni, czas to nadrobić!) i okrywasz kocem na kanapie. Hygge to też posiłek z mężem/siostrą/przyjaciółką przygotowany wspólnie. Nic tak nie zbliża, jak wspólne gotowanie, dlatego…

Jedzenie…

…to równie istotna przestrzeń hyggowania. I raczej nie będą to surowe marchewki, amarantus, kasza jaglana, ani nawet chia. Bo w hygge ma być przyjemnie, dlatego Duńczycy chętnie raczą się słodkościami, domowym ciastem albo wysokoenergetycznymi posiłkami, z mięsem, serem. Jest więc trochę tłusto i niezdrowo, ale nie oszukujmy się, co sprawia nam większą frajdę, kiedy od tygodnia leje, a słońce ma status poszukiwanego listem gończym – gałązka selera naciowego czy czekoladowe muffiny?

Niezbyt zdrowe nawyki żywieniowe to jeden z najbardziej kontrowersyjnych elementów hyggowania. Podobnie, jak alkohol, bo lampka wina czy kubek grzańca też są bardzo hygge. Dlatego, jak we wszystkim, ważny jest umiar – kiedy spódnica się „kurczy” to znak, że trzeba zastopować. Poza tym, można zrobić snickersy z daktyli, bakalii i oleju kokosowego. Zdrowe zamienniki też są hygge!

Przytulny dom

Duńczycy hyggują przede wszystkim w domu, bo tylko tu można się poczuć w pełni komfortowo, zrelaksować. W kawiarni czy restauracji jest to o wiele trudniejsze. Dlatego swoje wnętrza od początku urządzają pod kątem hygge. Mięciutkie sofy, grubaśne koce, zaciszny kąt, w którym można się schować przed całym światem, a przede wszystkim odpowiednie oświetlenie – świece, lampki – im więcej, tym lepiej!

Trzeba jednak pamiętać, że hygge to nie rzeczy. Nie wystarczy kupić świeczki i upiec bułki. „Hygge nie jest związane z rzeczami materialnymi, jest wręcz w opozycji do konsumpcjonizmu, który podzielił świat na tych, którzy mają i tych, którzy nie mają. Rzeczy mogą ułatwiać hygge, ale go nie tworzą” – mówi Marie Tourell Soderberg.

Rytuały i tradycje

Powtarzalność pewnych sytuacji pozwala poczuć się bezpiecznie, stworzyć punkt zaczepienia w zmieniającym się świecie. Dlatego ważne są rytuały, ale takie „nasze”, zrozumiałe tylko dla nas, wyjątkowe. „Hygge nie da się sprzedać. Jest osobiste, jak znoszone kapcie” – przekonuje Marie.

Spędzanie sylwestra co roku w tym samym gronie przyjaciół, każde urodziny świętowane podczas pikniku w ogrodzie, świąteczny zjazd koleżanek z liceum, kontynuowanie jakiegoś starego, wygasającego zwyczaju. „Tradycje przywołują wspomnienia i łączą ludzi” – podsumowuje Tourell Soderberg.

Zrób swoje hygge!

Nie ma jednego przepisu na hygge, który sprawdzi się w każdej sytuacji. Każdy z nas odczytuje szczęście na swój sposób, dlatego powinien stworzyć własną definicję. Skoro Duńczykom się sprawdziło, dlaczego nie mielibyśmy spróbować. Nie chodzi oczywiście o przeniesienie ich rozwiązań 1:1, ale o inspirację, a przede wszystkim świadomość. Tym bardziej, jeśli wyjrzymy za okno ze świadomością, że wiosna za całe pięć miesięcy!

Korzystałam z:

  1. Mark Wiking, autor „Hygge. Klucz do szczęścia. Duński sposób na dobre życie” w rozmowie z Agnieszką Jucewicz, WOE 11/2016
  2. Marie Tourell Soderberg, autorka „Hygge. Duńska sztuka szczęścia” w rozmowie z Karoliną Sulej, WO 45/2016
  3. Marie Tourell Soderberg, Hygge. Duńska sztuka szczęścia”, Insignis 2016
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail