Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Seks jest ważny! Dlatego warto go zaplanować i wpisać do kalendarza

EAST NEWS
Udostępnij

Jeżeli od dłuższego czasu wasze „małżeńskie łóżko” służy jedynie za miękkie podłoże, w którym lądujecie twarzą, by wreszcie zasnąć, czas najwyższy wziąć długopis do ręki i zaplanować randkę.

Terminarze, kalendarze, planery, notatniki – uwielbiamy to! Kolacja biznesowa, zajęcia muzyczne dziecka, wizyta u lekarza, wyjazd do dziadków – wszystko skrzętnie zapisane, gotowe do odhaczenia. W nieprzewidywalności życiowych zdarzeń chcemy mieć choć odrobinę poczucia panowania nad swoim „dzisiaj”. Sprawy istotne z definicji są ważne, więc nie chcemy ich przegapić i zaniedbać. A co powiesz na to, żeby w Twoim kajeciku znalazło się miejsce na wpisanie dużej litery „S” jak „seks”?

 

Seks na spontanie

No dobrze. Wiem, co myślisz: „że CO?!”. Wcale mnie to nie dziwi. Popkultura skonstruowała w naszych głowach nierealistyczne wyobrażenie seksu. Oczekiwań jest kilka: zawsze ma być spontanicznie, bo inaczej wieje nudą; zawsze ma być orgazmicznie, bo inaczej mijamy się z celem; zawsze ma być na full wypas romantycznie, bo inaczej jest mdło i na odczep się.

Seks zaplanowany w swojej prywatnej agendzie to ewidentne zaprzeczenie powyższym oczekiwaniom. Przeczuwamy, że wciśnięcie go do kolumny „piątek, godz. 20” już w poniedziałek zabije i magię chwili, i nasze libido. A tego przecież nie chcemy.

Warto sobie przypomnieć, że seks jako akt miłości małżeńskiej, jako jej dopełnienie, jako droga do współtworzenia nowego życia jest najistotniejszym elementem jedności małżeńskiej. Spoiwem, pełnym wzajemnym oddaniem i braniem, jest odpowiedzią na pulsującą w sercu tęsknotę za tym, kogo kochamy.

 

Miało być pięknie  

A jeżeli jest tak istotny, w szerszej perspektywie ważniejszy niż zajęcia pozaszkolne czy spotkanie biznesowe, to dlaczego nie wpisać go w swój plan tygodnia? Dlaczego tak upragnione, intymne spotkanie ze współmałżonkiem mielibyśmy zostawić losowi: uda się albo nie uda? Czy to nie za duże ryzyko?

Najwięcej małżeństw rozpada się w ciągu pierwszych pięciu lat po ślubie. To dramatyczne zjawisko. Tym bardziej – o tym jestem przekonana – że zdecydowana większość z nich składała przysięgę z miłości, głęboko pragnąc dożyć razem starości. Ponoć pierwszym symptomem kryzysu w związku jest brak seksu. Seks przed ślubem może dać mylne wrażenie, że taki już pozostanie: z lekką nutą adrenaliny i ekscytacji, bez zobowiązań.

W pierwszym roku małżeństwa może utrwalić się w nas obraz seksu „miodowego”, swobodnego, „zawsze, wszędzie i o każdej porze”. A potem, kiedy dłużej tak się nie da – bo coraz więcej pracy, bo pośpiech, bo rutyna codzienności, bo dziecko i chroniczny niedobór czasu, bo coraz więcej sytuacji konfliktowych – przeżywamy rozczarowanie. A miało być tak pięknie: spontanicznie, orgazmicznie i romantycznie!

Jeżeli od dłuższego czasu wasze „małżeńskie łóżko” służy jedynie za miękkie podłoże, w którym lądujecie twarzą, by wreszcie zasnąć, czas najwyższy wziąć długopis do ręki i zaplanować długo oczekiwaną randkę. Podejść do sprawy strategicznie, czyli wybrać porę dnia, w której jesteście oboje względnie wypoczęci, nie dokładać dodatkowych kilkunastu spotkań i wypadów na miasto, co najwyżej po butelkę dobrego wina albo nową bieliznę. Fajnie jest otworzyć rano swój kalendarz, zobaczyć w nim: „piątek, godz. 20, S.” i… poczuć dreszczyk przyjemnych emocji.

 

Spotkanie przez duże „S”

Jeżeli macie za sobą zbliżenia, po których czuliście, że więcej daliście, niż otrzymaliście i z tego powodu jesteście rozczarowani, postarajcie się zmienić cel. Slow sex to seks, dla którego naprawdę warto zwolnić. Niech celem samym w sobie nie będzie orgazm – chodzi przecież o niepowtarzalną więź, jaką budujemy z naszym współmałżonkiem w intymnym dialogu ciał i dusz. Posmakujcie siebie. Zaczerpnijcie radość z tego prostego faktu, że ze sobą jesteście, że się dotykacie, tulicie, całujecie, że czujecie swój oddech.

Romantyczność jest OK. Pomaga odbić się od tego, co szare i poczuć się jak główny bohater hollywoodzkiej komedii romantycznej. Dobrze jest wprowadzić od czasu do czasu jakiś element zaskoczenia, taki w wielkim stylu, po prostu „łaaaaał!”. To miłe i ożywcze. Ale jeżeli z seksu chcecie uczynić małżeńską normę, a nie wydarzenie dekady, to trzeba pokochać swoją zwyczajność. Wypracować w sobie nawyki, które ozdobią nasze „dziś” romantycznymi elementami.

Kwiaty w niedziele dla ukochanej, codzienny SMS do męża z pracy o treści „kocham Cię”, całus na dzień dobry, przygotowanie ciepłej kąpieli. Te drobne gesty miłości nastrajają do spotkania – tego przez duże „S”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail