Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Tata był zwyczajnym człowiekiem”. Wywiad z synem Desmonda Dossa, bohatera „Przełęczy ocalonych”

Courtesy of Desmond T. Doss Jr./Facebook
Udostępnij

Świat widzi w Desmondzie Dossie bohatera II wojny światowej. Co widział w nim syn?

Przełęcz ocalonych w reżyserii Mela Gibsona otrzymała dziesięciominutową owację na stojąco podczas światowej premiery na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Dzięki filmowi, który gości także na polskich ekranach, świat mógł poznać niezwykłą historię bohatera II wojny światowej, szeregowego Desmonda T. Dossa. Jego syn, Desmond junior, rozmawia z Aleteią o swoim sławnym ojcu.

[O filmie Przełęcz ocalonych pisał na naszych łamach ks. Artur Stopka]

Kiedy po raz pierwszy pan się dowiedział, że ktoś chce nakręcić film o pańskim ojcu?

Produkcja filmu była już w toku, kiedy się o tym dowiedziałem. Zobaczyłem to w poście na Facebooku.

Więc może twórcy nic nie wiedzieli o panu?

Jak tylko dowiedzieli się, że jestem zainteresowany, firma Lionsgate, która jest dystrybutorem filmu, wciągnęła mnie bardzo w prace nad filmem.

Czyj to był pomysł, żeby nakręcić tę historię?

Nie znam całego tła, ale myślę, że zaczęło się od faceta o nazwisku Terry Benedict, który zrobił film dokumentalny o moim tacie, a to było już kilka lat temu. Był zatytułowany Obdżektor [osoba odmawiająca pełnienia służby wojskowej z powodu wyznawanych poglądów lub przekonań religijnych – red.].

Na ile Mel Gibson był zaangażowany w pomysł stworzenia tego filmu?

Rozmawiałem z nim przez ostatnie kilka dni pracy nad filmem. Gość o nazwisku Bill Mechanic [jeden z producentów Przełęczy ocalonych] wprowadził go na pokład. Mel przeczytał scenariusz i bardzo się nim wtedy zainteresował.

Na ile wiernie film pokazuje życie pańskiego ojca i to, co zrobił w czasie wojny?

Przełęcz ocalonych jest niezwykła, zupełnie niezwykła. Aktorzy bardzo, bardzo się starali ukazać to tak, jak było. Poruszyła ich ta historia i włożyli mnóstwo energii, starając się uchwycić osobowość i wszystkie inne cechy ludzi, którzy brali udział w tej historii. To jest film fabularny, a nie dokumentalny, ale rzeczywistość została w nim oddana w sposób niesamowicie wierny.

Jak pan zapamiętał z okresu dorastania swojego ojca i matkę?

Często mnie o to pytają. Musi pan zrozumieć, że mój tata był normalnym, zwyczajnym człowiekiem, tak samo moja mama, więc wiedliśmy zwykłe, normalne życie. Oczywiście, rozumiem, że mój ojciec zrobił kilka niezwykłych rzeczy, więc wychodził i opowiadał o tym w weekendy na spotkaniach wspólnot kościelnych i temu podobnych. Ale poza tym nasze życie było zupełnie zwyczajne. Robiliśmy to, co zwykli ludzie. Nie wiem nawet, skąd pomysł, że mogło być inaczej.

Czy ojciec dużo panu opowiadał o bitwie o Okinawę i o tym, jak uratował 75 ludzi?

Wie pan, właściwie w kółko słyszałem tę historię, mniej więcej raz w tygodniu, więc dobrze ją znałem, ale to nie było tak, że rozmawialiśmy o tym sam na sam. Byłem małym dzieckiem, rozumie pan, kiedy pierwszy raz o tym wszystkim usłyszałem.

A czy rozmawialiście o tym, dlaczego zachował się w ten sposób?

Cóż, obejrzał pan film, prawda? Sądzę, że to chyba dość oczywiste.

Ale czy rozmawialiście o tym ze sobą? Czy mówił dużo, co stało za tym, że nie chciał nosić broni?

Mój ojciec nie był zgrywusem. To było działanie intuicyjne. Wynikało z tego, jaki był… To nie było tak, że wyznaczył sobie ten cel, to wypłynęło w naturalny sposób z tego, jaki był.

Proszę opowiedzieć mi o sobie.

Mam 70 lat i jestem na emeryturze. Mieszkam w małej miejscowości o nazwie Ilwaco, w stanie Waszyngton.

Pański ojciec był adwentystą Dnia Siódmego. Pan też należy do tego Kościoła?

Nie. Nie jestem szczególnie religijny, ale prowadzę życie duchowe, które jest dla mnie wielką wartością.

Tekst opublikowany w angielskiej edycji portalu Aleteia

 

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail