Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Izrael: powstał wspólny dom dla katolików i uchodźców

Udostępnij

Katolicy w Izraelu wiedzą, że promowanie życia oznacza również stwarzanie dzieciom warunków tak, by mogły się zdrowo rozwijać. Niezależnie od wyznania, koloru skóry czy legalnego statusu w tym kraju.

Wieżowce przy najdroższej ulicy Tel Awiwu od południowej dzielnicy zdominowanej przez biedę dzieli osiem minut spacerem. Tylko tyle – i inny świat: zaniedbane kamienice, ubogie sklepiki, walające się po ulicach śmieci. Nad jedynym kawałkiem zieleni – parkiem Levinsky – góruje betonowy moloch dworca autobusowego. Inni są tu mieszkańcy, jakby przygięci do ziemi, szybko odwracają wzrok. To migranci z Afryki i Azji: uchodźcy, starający się o azyl, ale też osoby pracujące, których nie stać na mieszkanie w innych, droższych częściach miasta.

To właśnie tutaj, w południowym Tel Awiwie, doszło w zeszłym roku do tragedii. W prowizorycznych, zatłoczonych żłobkach dla dzieci migrantów, stworzonych na potrzebę chwili, w ciągu kilku tygodni zmarło pięcioro malutkich dzieci. Przyczyną tragedii było niedopatrzenie: w przeludnionych placówkach zabrakło wykwalifikowanej opieki. Stało się tak mimo alarmujących raportów kontroli państwowej – mimo, że już wcześniej doszło tam do pięciu innych dziecięcych śmierci. Miasto nie zareagowało na czas.

– Postanowiliśmy pomóc w ulepszeniu poziomu opieki nad dziećmi migrantów w Izraelu. Władzom, rodzicom i dzieciom powiedzieliśmy: spróbujmy to zrobić inaczej – mówi wikariusz patriarchy dla katolików hebrajskojęzycznych, duszpasterz emigrantów w Izraelu, jezuita David Neuhaus. Na jerozolimskim osiedlu Talbieh jego wspólnota otworzyła we wrześniu Centrum Św. Racheli – ośrodek dla młodszych i starszych dzieci migrantów oraz centrum dla młodych katolików w Jerozolimie.

Niezależnie od wyznania

Na krótko przed jego otwarciem spotykamy się z o. Davidem w jerozolimskiej siedzibie wikariatu w centrum miasta. Służy nie tylko jako kaplica i dom wspólnoty, ale też jako tymczasowy żłobek dla maluchów. Od progu słychać popiskiwania dzieci: furkoczą po betonie plastikowe samochodziki, skacze piłka. W ogrodzie bawią się dzieci z Erytrei, Sudanu, Filipin. Gdy rodzice wychodzą do pracy, niczego im nie brakuje.

Tę samą ideę o. Neuhaus zastosuje później w Centrum Św. Racheli. – W Jerozolimie oferujemy tradycyjny model żłobka. 24 dziećmi w wieku do lat 3 przez cały dzień zajmują się wykwalifikowani opiekunowie i wolontariusze. Co ważne: mamy ich odpowiednią liczbę, tak, by żadne dziecko nie było zaniedbywane i mogło się rozwijać. Zapewniamy im też odpowiednią dietę. I nie ma dla nas żadnego znaczenia, z jakiej rodziny to dziecko pochodzi – mówi o. David. Bo większość dzieci wychowuje się w chrześcijańskich rodzinach, choć nie katolickich. Przeważają członkowie erytrejskiego kościoła ortodoksyjnego.

W południowym Tel Awiwie katolicy wpadli na inne rozwiązanie. – W mieście padł pomysł, by migrantka, która sama jest matką, brała pod opiekę sześcioro kolejnych dzieci, a jej praca była opłacana. Początkowo pomysł upadł, bo nie wzięto pod uwagę trudnych warunków socjoekonomicznych migrantów. Ale wtedy zwróciliśmy się do miasta z propozycją, że stworzymy tym kobietom miejsca do pracy – opowiada David Neuhaus. Dziś w Tel Awiwie działa już 9 małych placówek opieki z mamami, które podejmują się opieki nad maluchami. Projekty dla najmłodszych, choć najdroższe spośród wszystkich, wciąż rosną. Adekwatnie do potrzeb.

Przygotowanie do samodzielności

Brak opieki nad najmłodszymi to nie jedyne zmartwienie pracujących do późna rodziców. Ojciec Neuhaus i wspólnota zauważyli, że wracające ze szkół dzieciaki włóczyły się bez celu po dzielnicach bez żadnej opieki. – Zajęliśmy się i tym. Zorganizowaliśmy w Jerozolimie świetlicę, w której starsze dzieci po szkole mogą zjeść, odpocząć, pobawić się. Pomagamy im odrobić lekcje, rozmawiamy z nimi, pilnujemy, by nie zaniedbały nauki, mówimy do nich po hebrajsku. Tym samym przygotowujemy je do życia w społeczeństwie. Podobny, choć mniejszy projekt, działa również w Tel Awiwie – mówi o. Neuhaus.

Z biegiem lat dzieci migrantów coraz lepiej radzą sobie wśród izraelskich rówieśników. Mówią płynnie po hebrajsku, radzą sobie w szkole. Katolicka część z nich przychodzi do kościoła z rodzicami. – Wiemy jednak, że nikt tak nie zachęca młodych ludzi do przychodzenia tutaj jak ich rówieśnicy. Dlatego stworzyliśmy specjalną grupę dla młodzieży, której członkami są również dzieci migrantów: m.in. młodzi Filipińczycy i Afrykanie. W tym roku wszyscy razem polecieli do Polski na Światowe Dni Młodzieży. Bardzo to przeżyli – opowiada o. Neuhaus. Dla katolickich dzieci i młodzieży wikariat organizuje dodatkowo pięć obozów – letnich i w czasie roku szkolnego. W ostatnim, wczesną jesienią, wzięło udział ponad 50 dzieci.

60 lat historii

Kilka lat temu o. Neuhaus wpadł na pomysł, by zaprosić chętnych kończących właśnie obowiązkową w Izraelu służbę wojskową do zamieszkania w jerozolimskim domu wspólnoty. Zgodzili się ci najbardziej zaangażowani. Na przykład K., migrant z Ukrainy, który mieszkał tu przez trzy ostatnie lata i wciąż jest animatorem w grupach dziecięcych. Albo D., także z Ukrainy, absolwent szkoły dla uczniów szczególnie uzdolnionych, który właśnie kończy służbę w izraelskiej armii. Jest i L., Amerykanka z pochodzenia, muzyk z wykształcenia i ogromna nadzieja Davida Neuhausa na muzyczną rewolucję w pozaszkolnych programach dla najmłodszych dzieci.

W jerozolimskim domu można też spotkać ludzi, których życiorys jak w soczewce skupia w sobie historię tej wspólnoty. Na przykład wolontariuszkę D., wnuczkę Polki-katoliczki, która w czasie hitlerowskiej okupacji uratowała życie Żydowi, poślubiła go później i przyjechała do Izraela. To dla takich jak jej babcia stworzono 60 lat temu wspólnotę katolików języka hebrajskiego. Przez wiele lat skupiała ona osoby w jakiś sposób połączone z Izraelem: np. będące Żydami lub mające żydowskich małżonków. Z biegiem lat charakter wspólnoty się zmienił. Dziś tworzą ją wszyscy ci, którzy żyją w Izraelu, mówią po hebrajsku i są katolikami. To Izraelczycy – Żydzi i Arabowie – oraz migranci: Filipińczycy, Afrykańczycy, Europejczycy i inni. Na przykład wolontariusz R., katolik z arabskiej rodziny, który przyjechał tu z południa Izraela, a jego głównym językiem jest hebrajski.

W nowootwartym Centrum Św. Racheli nie zabrakło miejsca dla nich wszystkich – najmłodszych i starszych dzieci, dla młodzieży i dla wolontariuszy.  Centrum nie powstałoby, gdyby nie ojcowie Kapucyni, którzy oddali na ten cel budynek, oraz liczni fundatorzy z całego świata.

Po co to wszystko? O. Neuhaus kiwa głową, uśmiecha się.

– W naszym, katolików, interesie, jest promowanie życia. I to właśnie tutaj robimy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail