Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Poezja ks. Twardowskiego w rytmach samby – lekkość szalenie wypracowana

fot. Jacek Poremba
Udostępnij

Nowa płyta Mietka Szcześniaka będzie niesamowitym połączeniem poezji ks. Jana Twardowskiego z... rytmami bossa novy i samby. Przeczytajcie wywiad z tym muzykiem, wokalistą, autorem tekstów i producentem swoich nagrań.

Małgorzata Bilska: Co myślisz o poezji śpiewanej?

Mieczysław Szcześniak: Jestem człowiekiem z miasta średniej wielkości, z Kalisza, 100 tys. ludzi. Poezja śpiewana była moim oknem na świat. Zawsze byłem poezją zainteresowany, czytałem i odkrywałem cudze światy, „skróty” mądrzejszych, zdolnych opanować treść i formę. Kiedy byłem nastolatkiem, bardzo poszło w świadomość, że poezja najlepiej, bo esencjonalnie, opisuje życie; uczy, jak docenić jego piękno, bogactwo. Ponieważ byłem utalentowany muzycznie, śpiewałem rzeczy, które poetycko mi się podobały.

Szukasz czegoś między nurtem popkultury, a dawną „Krainą Łagodności”?

Nie, wszystko, co robię, robię intuicyjnie. Zwykle płyta jest opisem fascynacji i drążących tematów w moim życiu. Nie robię dalekosiężnych, ani nieco oddalonych nawet planów. Nie zakładam PR-owo co będę z tego miał i jak to zrealizować, żeby jak najwięcej i najlepiej mieć. Sam jestem Mieć i to mi wystarczy. (śmiech) Moje wybory w życiu może są mniej wydajne, ale mnie się podobają bardziej. Nigdy nie chciałem szczytów, chciałem dawać wyraz moim opowieściom i odkryciom.

Nie robisz planów? Płytę zapowiadasz od dawna!

O właśnie! I to jest dobry przykład na moją opowieść. Marzyłem o tym, żeby nagrać płytę z tekstami ks. Jana Twardowskiego, ale nie zmuszam wierszy, żeby stały się piosenkami. Czekam, aż same zechcą.

I co, dojrzały?

Pomogło mi duże wydanie jego twórczości, poezje zebrane. Miało się ukazać na stulecie urodzin, wyszło trochę wcześniej. Ta jedna książka i wertowanie jej spowodowały nagły przypływ pomysłów, wysypały się jak z rękawa. Posunąłem się do tego stopnia w owej pasji tworzenia, żem niektóre wiersze opracował, niektóre połączył – na co na szczęście zgodziła się pani Aleksandra Iwanowska, która opiekuje się schedą po poecie. No i powstała cała płyta.

Z dwóch wierszy robiłeś jeden?

Tak. Wiesz, miałem drobną misję. Zresztą moją jedyną ambicją, jeśli chodzi o pracę, o śpiewanie, jest to, żeby moje piosenki przydawały się do rzeczy ważniejszych niż one same. Inspirowały. Więc miałem taką misję, żeby ludzie mogli się ucieszyć tymi wierszami tak, jak ja. Chciałem skrócić drogę od emocji, od serca, które nie zna na pamięć – do głowy. Bo jeśli ktoś nauczy się melodii, to zapozna się z wierszem „na amen”.

Wiersze Twardowskiego mają niezwykłą lekkość. Jeżeli to prawda, że sztuka dąży do punktu; do opowiedzenia najprościej, najbardziej esencjonalnych rzeczy, to owocem takiego „zajścia” zwykle jest lekkość. Która bywa szalenie wypracowana. Jeśli chodzi o lekkość, Twardowskiego ustawiłbym go w pierwszeństwie do Nobla, ponieważ prostolinijność najbardziej w życiu i w sztuce cenię. Lubię, kiedy człowiek to, co ma w sercu i w głowie, ma na dłoni, na ustach. Jeśli jeszcze towarzyszy temu piękna i komunikatywna forma, to jest to nie do przecenienia.

Co to znaczy „komunikatywna forma”?

Nie chciałem obciążyć formą muzyczną lekkości tych wierszy. Myślałem, jaką formę mogę im dać, żeby zyskały na przestrzeni. I wymyśliłem, że umieszczę je w idiomie muzyki słonecznej, rytmicznej – brazylijskiej. Głównie bossa nova i samba. Podjąłem się tego zadania, choć to trudne naprawdę, bo wiersze są często bez rymu. Dlatego było opracowanie i czasem łączyłem wiersze. Fraza była dla mnie bardzo ważna. Chodziło o to, żeby treści dać formę, która poszerzy przestrzeń, a nie obciąży. To po pierwsze. Po drugie, dla szlachetności zajścia, nagrałem to z Brazylijczykami, kameralnie i prawdziwie.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail