Aleteia

Leonard Cohen: Psalmy ku czci Niewypowiedzianego

Boston Herald / Polaris/East News
Udostępnij
Komentuj

Kanadyjski bard należał do wąskiej grupy najbardziej znanych artystów świata Zachodu, w których twórczości stale przewijały się wątki duchowe. Cohen pokazał, że w kulturze popularnej jest miejsce dla refleksji na temat istnienia Boga, sensu życia, miłości i spraw ostatecznych.

Leonard Cohen zmarł w niecały miesiąc po ogłoszeniu werdyktu Norweskiego Komitetu Noblowskiego o przyznaniu Literackiej Nagrody Nobla Bobowi Dylanowi. Często porównywano obydwu twórców, zwracając uwagę na podobieństwa życiorysów. Obydwu bardów łączyły wywodzące się ze środkowoeuropejskich środowisk żydowskich korzenie biograficzne, jak i trwale obecne w ich dokonaniach treści metafizyczne.

Wielu obserwatorów zapytało przy tej okazji, kiedy najbardziej prestiżowy na świecie laur literacki otrzyma Cohen, którego – jak się okazało, pożegnalna – płyta „You Want It Darker” w październiku br. ukazała się na rynku. Obok podobieństw, artystów dzieliły jednak także wyraźne różnice. Zarówno Cohen jak i Dylan mieli dość złożony stosunek do judaizmu. Pierwszy, pomimo różnych życiowych zawirowań i zainteresowania różnymi formami duchowości pozostał praktykującym Żydem, Dylan ma za sobą etap radykalnego zaangażowania w jedną ze wspólnot ewangelikalnych.

Cohen starał się w swojej twórczości nawiązywać do europejskich wzorów piosenki literackiej, podczas gdy Dylan pozostał mocno osadzony w muzycznej tradycji amerykańskiej spod znaku country, folk i gospel. Przesłanie utworów Cohena było jednocześnie bardziej wyciszone i uniwersalne dla wyznawców różnych religii i poszukujących, Dylan w przeszłości prezentował wręcz radykalną postawę kaznodziei i proroka.

W cieniu montrealskiej synagogi i epoki kontrkultury

Cohen przyszedł na świat w jednej z dzielnic Montrealu, w zamożnej, aszkenazyjskiej rodzinie córki rabina pochodzącego z terenów dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego i biznesmena branży odzieżowej. Dziadek pieśniarza urodził się zaś na terenach Królestwa Polskiego, a po emigracji za ocean, był aktywnym działaczem społecznym i współzałożycielem Kanadyjskiego Kongresu Żydów. Cała rodzina praktykowała judaizm w ramach synagogi Szaar Haszomaim, najstarszej, bo działającej od połowy XIX wieku synagogi w Montrealu.

Członkiem tej synagogi pozostał Cohen przez całe życie, pomimo, że jak wielu artystów wchodzących na scenę w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku przeżywał fascynację systemami myślenia religijnego Dalekiego Wschodu, w tym szczególnie buddyzmem Zen. Podobnie jak Dylan, Cohen był dzieckiem swojej epoki i nie ominęły go meandry duchowych poszukiwań i wątpliwości, eksperymenty z narkotykami oraz nieustabilizowane życie osobiste.

W latach osiemdziesiątych twórca interesował się nurtami ezoterycznymi, Kabałą i filozofią New-Age, dekadę później spędził kilka lat w ośrodku medytacji Zen. Gdy wielu zarzucało jego postawie synkretyzm religijny, Cohen zdecydowanie odrzucał takie sugestie, podkreślając, że judaizm pozostaje jedyną religią, jaką wyznaje, a zainteresowania innymi rodzajami duchowości stanowią tylko rodzaj dopełnienia własnej tradycji. Wielokrotnie przyznawał także, że fascynuje go postać Jezusa Chrystusa, choć nie tyle jako proroka, czy nawet założyciela chrześcijaństwa, ale wzorzec bohatera przekraczającego wszelkie ziemskie uwarunkowania i głoszącego uniwersalną etykę miłości.

W tym typowym dla nowoczesnej kultury chaosie światopoglądowym i pojęciowym, praktyki judaizmu były dla pieśniarza swoistym portem, do którego całe życie powracał, niczym natchniony autor biblijnych psalmów, który od poczucia opuszczenia i duchowej niepewności przechodzi do prostego i zdecydowanego wielbienia Pana i jego dzieła Stworzenia.

W ostatnich latach życia, podczas koncertów, szczególnie dla publiczności żydowskiej w Izraelu i USA często intonował modlitwę „Ma Tovu” rozpoczynającą się fragmentami Psalmu 24, wyrażającego szacunek do miejsc kultu: „Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu? Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu, który nie skłonił swej duszy ku marnościom i nie przysięgał fałszywie. Taki otrzyma błogosławieństwo od Pana i zapłatę od Boga, Zbawiciela swego. Takie jest pokolenie tych, co Go szukają, co szukają oblicza Boga Jakubowego”. W trakcie występów często towarzyszyła mu również modlitwa „Baruch Haszem”, inwokacja wzywająca pomocy Boga we wszystkich czynnościach dnia, często wypowiadana przez pobożnych Żydów.

Strony: 1 2

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail