Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dziewczyna jak ogień. Za co ja, facet, podziwiam bł. Karolinę Kózkównę

Udostępnij

Pytanie z gatunku odważnych: A gdyby tamtemu Rosjaninowi 102 lata temu udało się zhańbić Karolinę – czy mogłaby zostać błogosławioną?

Miałem kiedyś sposobność pracować jako przedstawiciel handlowy i dość dobrze poznałem topografię województwa małopolskiego. Kilkukrotnie przejeżdżałem przez podtarnowską Zabawę i fakt, że ani razu się nie zatrzymałem, z dzisiejszej perspektywy postrzegam jako kompletną ignorancję. Tym bardziej, że Zabawa najczęściej była na mojej trasie powrotnej do domu, więc specjalnie zagoniony nie byłem.

Czytaj także: Rumuńska Kózkówna. Gdy ją znaleziono martwą, w ręku trzymała różaniec

Błogosławioną Karolinę poznałem w podstawówce. Jednoczesne zainteresowanie religią i historią sprawiło, że jej męczeństwo w szczególny sposób mnie zachwyciło. Początek bezpośredniego boju ojczyzny o niepodległość i polska dziewczyna, która ucieka przed rosyjskim żołnierzem, nie daje mu się zgwałcić, w końcu zostaje przez niego zamordowana – i wtedy, i dziś ta historia to dla mnie symbol. Nie mogłem wyjść z podziwu dla dziewczyny, która wolała zginąć, niż dać się zhańbić. Było to mocne świadectwo, mówiące: czystość musi mieć sens.

Dlaczego więc kilkanaście lat po skończeniu podstawówki, przejeżdżając dosłownie 100 metrów obok grobu mojej “idolki”, nie znalazłem dla niej czasu? Bo jej historia mi spowszedniała. Ząb czasu sprawił, że heroiczność Karoliny nie była już w moich oczach tak szczególna. W jej postrzeganie wkradła się standardowa w przypadku świętych cukierkowatość, która uczyniła tę postać jedną z wielu.

Co zatem sprawiło, że dziś ta historia nabrała dla mnie nowych barw, a o jej głównej bohaterce piszę, że była jak ogień? Ktoś mądry uświadomił mi, że Karolina Kózkówna to nie tylko męczeństwo. Bo przecież gdyby ogłaszano świętość każdej kobiety, która nie dała się zgwałcić najeźdźcy i została przez niego zamordowana, katalog wyniesionych na ołtarze byłby sporo okazalszy.

Nieprzypadkowo na jej pogrzeb przyszło 3 tysiące ludzi. W tamtych warunkach był to ogrom. Znali ją, bo była niezwykła. Fakt – sam pogrzeb był też manifestacją polityczną, ale byle kto takiego tłumu nie przyciąga. Była wytrwała w modlitwie, miała wzorowe oceny, opiekowała się starszymi i chorymi w swojej okolicy, katechizowała rodzeństwo i okoliczne dzieciaki, pomagała wujowi w prowadzeniu świetlicy i biblioteki.

Czego może nauczyć – zwłaszcza współczesnych mężczyzn? Nie tylko mówienia o miłości, ale wprowadzania jej w czyn. Nie tylko mówienia, że trzeba by zrobić to czy tamto, ale robienia tego. A poza tym takiego zwykłego codziennego uporządkowania: modlitwa i praca. Czytając o Karolinie, mam takie dziwne poczucie, że w jej życiu żadna chwila nie była zmarnowana. To jest świętość. Tego prostego, codziennego niemarnowania czasu 16-letnia Karolina uczy dziś zwłaszcza facetów.

Dlatego gdyby Rosjaninowi się udało, Karolina też byłaby błogosławiona, bo takie prowadziła życie: czyste i uporządkowane. I gdy patrzę na częste u nas, mężczyzn poszukiwania recepty na czystość, nasuwa mi się nie tyle męczeństwo Karoliny, co jej zwykłe, codzienne życie.

Być może tytułowe porównanie kogoś dziwi. Nie umiałem znaleźć innego. Kiedy myślę i czytam o tej postaci, właśnie to słowo bardzo natarczywie się nasuwa – ogień wierności, mądrości, pobożności, wytrwałości, ogień, który zaraża. Po prostu: ogień świętości w “zwykłej”, wiejskiej dziewczynie.

Przez kilka ostatnich dni i w czasie pisania tego tekstu kołatało mi jednak w głowie pytanie: dlaczego akurat ogień, a nie na przykład wicher? Z pewnym potwierdzeniem słuszności tego tropu przyszedł Jan Paweł II. Oto fragment jego homilii, wygłoszonej w czasie mszy świętej beatyfikacyjnej Karoliny Kózkówny:

“Duch Prawdy objawił się apostołom w dniu Pięćdziesiątnicy pod postacią ognistych języków. I to za naszych czasów, w tym stuleciu, jeszcze jeden taki ognisty język Ducha Prawdy, Parakleta, zatrzymał się nad postacią prostej, wiejskiej dziewczyny: Bóg wybrał właśnie to, (…) co niemocne, aby mocnych poniżyć, aby zawstydzić mędrców” (por. 1 Kor 1,27).

Karolina zawstydza niejednego dzisiejszego mędrca, który wie najlepiej, co ze swoim życiem zrobić. Papież Polak modlił się za takich mędrców przez wstawiennictwo Karoliny i stawiał ją za wzór. Teraz mogą sobie oboje pogadać, jak to jest z ich rodakami i niewątpliwie oboje za nami się wstawiają. Warto o tym pamiętać.

Czytaj także: Bł. Karolina Kózkówna. Czy ewentualny gwałt zmniejszyłby wartość jej świętości?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail