Aleteia

Świadectwo księdza współwinnego aborcji: Kościół jest miłosierny

Udostępnij

„Piszę dziś te słowa z pozycji kapłana odpowiedzialnego za aborcję dokonaną wiele lat temu” – rozpoczyna swe świadectwo ks. Stephen Imbarrato.

Rozgrzeszenie z aborcji

Piszę te słowa z pozycji kapłana odpowiedzialnego za aborcję dokonaną wiele lat temu. Jak tylko we wrześniu 2015 r. pojawiła się informacja o liście papieża Franciszka, uprawniającym w Roku Miłosierdzia wszystkich księży  do rozgrzeszania grzechu aborcji i uchylania ekskomuniki [co teraz ma stać się normą w Kościele – przyp. red.], zostałem zaproszony do udzielenia radiowego wywiadu. Zadano mi pytania dotyczące różnych punktów wspomnianego listu. Czy propaguje on jakąś nową naukę? Czy Kościół ostatecznie rozgrzesza osoby winne grzechu aborcji?

Tamtego dnia po wywiadzie natrafiłem na parę nagłówków prasowych, dzięki którym zrozumiałem, dlaczego wywiad wyglądał tak, jak wyglądał. Nagłówek na portalu Yahoo głosił: „Papież prosi kapłanów, by rozgrzeszali kobiety, które dokonały aborcji”. Na stronie MSNBC można było przeczytać: „Papież mówi, że kapłani mogą zgodzić się na ten grzech wśród katolików”…

Inne komentarze wyglądały tak, jakbyśmy praktycznie w jeden dzień zapełnili miłosierdziem przestrzeń kościelną, w której podobno go brakowało. Tymczasem Kościół jest jednym wielkim miłosierdziem. Ja jestem żywym przykładem tego, jak Kościół, kontynuujący misję Chrystusa na ziemi, obejmuje miłosierdziem Bożym wszystkich, którzy go szukają.

Nakłoniłem do aborcji

W latach 70-tych ubiegłego wieku, na długo przed święceniami kapłańskimi, nakłoniłem moją dziewczynę do dokonania aborcji. Praktycznie od razu obudziło się w nas poczucie winy i wyspowiadaliśmy się z tego grzechu. Nasze uzdrowienie dokonywało się natomiast znacznie wolniej, a nasz związek ostatecznie się rozpadł.

Trzydzieści lat później, w trakcie pobytu w seminarium, kiedy próbowałem ukazać pewnemu młodemu człowiekowi udział, jaki miał w aborcji dokonanej przez swoją dziewczynę, zdałem sobie sprawę, że te argumenty odnoszą się również do mnie samego. Z roztropnością należną tamtej sytuacji udało mi się odszukać moją dawną dziewczynę i poprosić ją o wybaczenie za to, że ją skrzywdziłem i że nie zachowałem się wtedy jak przystało na mężczyznę.

Dopiero w tamtym momencie dotarło do mnie, że grzech aborcji dotyczył nas obojga. Kiedy ją przeprosiłem, weszliśmy na drogę uzdrowienia i otworzyliśmy się na strumień łaski.

Miłosierdzie Kościoła

Można zapytać: „Jak mężczyzna winny takiego grzechu decyduje się zostać księdzem?”. Otóż dlatego, że Kościół jest… miłosierny, czyli właśnie taki, jaki powinien być, i taki, jakim był Jezus. Owszem, Kościół upewnił się, że proces uzdrowienia dokonał się w nas obojgu w wystarczającym stopniu i z tą świadomością pozwolił mi zostać kapłanem.

Zgadza się, ten grzech jest prawną przeszkodą do przyjęcia święceń kapłańskich. Ale tak, jak w różnych innych okolicznościach wewnątrz Kościoła, po rzetelnej weryfikacji danego przypadku, można otrzymać dyspensę. Mi została ona udzielona. Analogicznego aktu miłosierdzia mogłaby dostąpić kobieta, która chciałaby wstąpić do zakonu. Taki porządek rzeczy jest właściwy i sprawiedliwy. Kościół jest wezwany do bycia miłosiernym – tak jak Chrystus jest miłosierny.

Te akty miłosierdzia w żadnym razie nie podważają moralnej nauki, że aborcja jest bardzo ciężkim grzechem. Jednak, jak niezmiennie naucza Kościół, wszystkie grzechy mogą być odpuszczone, pod warunkiem, że człowiek szuka przebaczenia i szczerze żałuje. I tak właśnie sprawę stawia papież Franciszek.

Ks. Stephen Imbarrato jest kapłanem katolickim w archidiecezji Santa Fe. W pełnym wymiarze godzin angażuje się w działalność Priests for Life, jednego z największych stowarzyszeń pro-life w Kościele katolickim. Więcej informacji o księdzu Stephenie i o Priests for Life na stronie  www.PriestsForLife.org.

 

Tekst ukazał się hiszpańskiej edycji portalu Aleteia