Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dlaczego ja, córka uchodźcy z Kuby, nie wzniosę radosnego toastu za śmierć Castro

Udostępnij

Jeszcze dziesięć lat temu pewnie sama przyłączyłabym się do wiwatującego tłumu. Dziś wypiliśmy za miłość, nie za nienawiść.

Spałam już, kiedy córka podeszła do łóżka i delikatnie mnie obudziła, informując o śmierci Fidela Castro. No tak – taka wiadomość od razu otrzeźwiłaby każdego, kto związany jest ze wspólnotą kubańską zmuszoną do życia na obczyźnie.

Jednak ja po prostu naciągnęłam kołdrę na głowę i schowałam głowę w poduszkę: „E tam, to niczego nie zmienia” – wymamrotałam. Próbowałam z powrotem zasnąć, lecz okazało się to niemożliwe. Bo ta sytuacja zmienia tak naprawdę wszystko. I nic.

Po krótkiej chwili wyszłam z sypialni i dołączyłam do siedzących w kuchni dzieci. Oglądały właśnie przekaz telewizyjny z dwóch kultowych knajpek kubańskich w Miami, Versailles i La Carreta. W obu było mnóstwo ludzi, wszyscy krzyczeli i walili w garnki, a kierowcy w autach przed restauracjami klaksonami dawali wyraz swojej radości. No tak, ale w piątkowy wieczór, w takim miejscu powyższe sceny nie mogą dziwić. Co w tym nowego?

Jeszcze dziesięć lat temu pewnie sama przyłączyłabym się do wiwatującego tłumu. To takie skomplikowane. To wszystko nie jest proste i zapewne sporo dni zajmie mi uporanie się z moimi obecnymi uczuciami. Prawdopodobnie jeszcze więcej czasu upłynie, zanim przekonamy się, co to tak naprawdę nowa sytuacja oznacza dla Kubańczyków. Czy przynosi jakąś nadzieję? Nie wiadomo, co zrobi teraz Raul.

Można by pomyśleć, że z radością wypiję za śmierć Castro. Nie. Absolutnie nie. Znam doskonale z milion powodów, dla których mogłabym to zrobić. Nie muszę chyba opisywać egzekucji przez rozstrzelanie, tortur, śmierci uciekinierów z Kuby pochłoniętych przez morze, czy rozbitych rodzin.

Nie mogę jednak, nawet w obliczu tych wszystkich zbrodni, związanych bezpośrednio czy choćby pośrednio z Fidelem Castro, uważać się za chrześcijankę, życząc mu jednocześnie, aby sczezł w piekle. Nie. Zdecydowanie nie. Tak sobie mówię, lecz Jezus zna moje serce i wie, jaki były jego pierwsze odruchy.

Nie wypiję za śmierć tego człowieka, lecz nie mnie krytykować tych, którzy to robili. Czy przemawia przeze mnie miłosierdzie? Nie mam pojęcia. To wszystko takie skomplikowane.

Wypiliśmy natomiast za mojego tatę. Mój ojciec, którego śmierć, choć miała miejsce już kilka lat temu, nadal napełnia nas wszystkich bólem, lubił whisky Dewar’s. Otwarliśmy więc butelkę dobrego trunku, Aberfeldy, którą mąż kupił podczas niedawnego pobytu w Szkocji, właśnie w destylarni Dewar’s. Spośród niemal 40 gatunków whisky tam produkowanych właśnie Aberfeldy ma wyjątkowy smak, który jest „sercem” wszystkich mieszanek. Mąż ucieszył się, mogąc kupić i przywieźć do domu właśnie to „serce” ulubionej szkockiej mojego ojca. I właśnie tego wieczoru wypiliśmy po szklance.

Człowiek, który pozbawił nas tak wiele, nie pozbawi nas czegoś ważnego po swojej śmierci.

I tak – wypiliśmy za miłość, nie za nienawiść.

Tekst opublikowany w angielskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail