Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jan Chrzciciel, czyli warto czekać do końca [komentarz do Ewangelii]

Udostępnij

Jan przychodzi na świat jako znak, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego”, że warto czekać do końca, bo Bóg jest wierny. Jego własna historia to potwierdza.

Na adwentową scenę wkracza Jan Chrzciciel. On wie, co to znaczy oczekiwać na kogoś. On sam jest tym, na którego rodzice czekali przez większość życia. Jego matka, Elżbieta, była niepłodna, dlatego nie mogli mieć z Zachariaszem dzieci. Byli już starzy, być może zrezygnowani, bo po ludzku nie było żadnych szans. Może już pogodzili się z tym, że umrą bezpotomnie. W tamtej kulturze to oznaczało porażkę, bankructwo całego życia, którego owoców nie ma komu przekazać. W oczach ludzi byli przegrani.

A może Zachariasz wciąż miał w sercu iskrę nadziei? Przecież był potomkiem Abrahama, który także należał do grona życiowych „bankrutów”, bo nie miał potomstwa. Jednak Bóg wszystko odmienił, kiedy Abraham był już bardzo stary.

Bóg interweniuje i tym razem. Jan przychodzi na świat jako znak, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego”, że warto czekać do końca, bo Bóg jest wierny. On może to mówić z pełnym przekonaniem, bo jego własna historia jest tego potwierdzeniem.

Można myśleć, że Jan – „głos wołającego na pustyni” – to surowy głos proroka, krzyczącego w stronę grzeszników. Tymczasem kiedy wsłuchamy się w ten głos, to usłyszymy, że jest to głos nadziei. Jan jest prorokiem nadziei.

Nad Jordanem gromadzą się tłumy ludzi wyznających swoje grzechy, a on daje im nadzieję: Idzie Ten, który ma Moc. Ten, który może oczyścić wasze serca. Ten, który może dać wam swojego Ducha. Św. Paweł powie: „A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5).

Jan wskazuje na Chrystusa, a tym samym na wierną miłość Boga do swojego ludu, grzesznego ludu. Jak mówi dzisiaj Apostoł: „Albowiem Chrystus – powiadam – stał się sługą obrzezanych dla ukazania wierności Boga i potwierdzenia przez to obietnic danych ojcom oraz po to, żeby poganie za okazane sobie miłosierdzie uwielbili Boga”.

Jan przychodzi dzisiaj na pustynię naszych serc. Pustynia jest miejscem, gdzie obumiera życie. Jest miejscem, w którym lepiej się nie zgubić, bo można już nigdy z niej nie wrócić. Być może Ty jesteś teraz gdzieś na pustyni. Może zgubiłeś się na niej. Dziś „głos wołającego na pustyni” jest głosem szukającym Ciebie, głosem nadziei. Bóg jest wierny w swojej miłości wobec Ciebie. Dzisiaj krzyczy na pustyni, żebyś czekał, to znaczy, żebyś nie tracił nadziei.

Myślę w tym momencie o Rudolfie Hossie, komendancie Auschwitz, który był odpowiedzialny za miliony niewinnych zamordowanych ludzi. Schwytany przez Aliantów i osądzony przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze trafia do więzienia w Polsce z wyrokiem śmierci za zbrodnie przeciwko ludzkości.

Tutaj doświadcza dobrego traktowania i – jak sam pisze w listach do żony – takie podejście do niego, zbrodniarza, jest dla niego czymś zaskakującym. To był początek jego drogi do nawrócenia. Kilka dni przed wykonaniem wyroku śmierci Rudolf prosi o możliwość spotkania się z księdzem katolickim. Odbywa z nim wielogodzinną rozmowę zakończoną spowiedzią. Raz jeszcze prosi o nią tuż przed egzekucją. Głos miłości Bożej rozległ się na jego pustyni i znalazł go w ostatnim momencie. Adwent, czekanie, czyli nadzieja. Dla wszystkich, do końca.

I: Iz 11, 1-10

II: Rz 15, 4-9

E: Mt 3, 1-12

Warto przeczytać: Komendant Auschwitz i Miłosierdzie Boże

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail