Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wstąp do Armii, walcz o życie Mai!

Udostępnij

W naszych głowach pojawia się panika, co ją boli?. Czy to tylko jakaś kolka? Zły sen? A może to nowotwór uciska tak, że Maja nie może spokojnie spać i płacze co i raz…

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Diagnoza

Pierwszy raz usłyszałam o Mai na comiesięcznym spotkaniu naszej wspólnoty – jej rodzice, tak jak my, należą do Domowego Kościoła, mamy więc wspólnych znajomych. „Czy możemy się za nich dziś pomodlić?”‚ padło pytanie, a potem usłyszeliśmy historię tej małej, niebieskookiej dziewczynki i walczącej o nią Armii.

Majeczka ma 16 miesięcy z czego ostatnie trzy spędziła kursując pomiędzy domem a szpitalem.  Wszystko zaczęło się w sierpniu, banalną trzydniówką, po której jednak zamiast spokoju pojawiło się dziwne zapalenia oka, a na dodatek Maja oprócz mleka mamy zupełnie przestała jeść. Zaczęła się wędrówka po lekarzach, w końcu w poczuciu bezradności skierowanie do szpitala.

Tam po pozornej stabilizacji nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu Mai. Pojawił się zez i skrajne osłabienie, w trybie pilnym zlecono rezonans, a w opisie badania mrożąca krew w żyłach diagnoza – guz mózgu.

Ania, mama małej pacjentki, dobrze pamięta, że w liturgii w tym czasie czytała księgę Hioba. Czytania z tej księgi się skończyły, a oni zamiast do domu, trafili na onkologię. Maja jest w bardzo złej formie, znajomy ksiądz udziela sakramentu namaszczenia chorych. Od tej pory stan Mai się poprawia, a po około 1,5 tygodnia od jego wizyty zez i niejedzenie cofnęły się zupełnie. Lekarze się dziwią, zlecają powtórzenie rezonansu i tomografii, które jednak wciąż pokazują obecność niechcianej masy.

Niewiadoma

By wyeliminować wroga, trzeba go poznać i opracować strategię walki. Do określenia utkania nowotworu, jego złośliwości, a co za tym idzie podjęcia odpowiedniego leczenia, niezbędna jest biopsja. Niestety, ze względu na lokalizację w części skroniowo-nosowej, w okolicy tętnicy głównej, w Polsce nikt takiej nie przeprowadził z sukcesem.

Nadzieją jest wyjazd do kliniki we Francji lub Niemczech, gdzie takie zabiegi i leczenie jest przeprowadzane, ale z tym oczywiście wiążą się duże pieniądze, a czas goni. Tak jest też w przypadku Mai.

Mimo trzykrotnie podjętych prób, wciąż nie wiadomo z czym walczymy, zbieramy więc kwotę na wyjazd zagranicę. Pierwsza biopsja przyniosła jednak pewien przełom – w jej trakcie, czekający pod salą operacyjną Ania i Łukasz, między łzami i kolejnymi paciorkami różańca obiecali sobie, że zawalczą o Majeczkę za wszelką cenę. Cokolwiek by się nie działo, tego się trzymają, jakkolwiek duża kwota będzie potrzebna – uzbierają ją.

Nabór do Armii

W międzyczasie na facebookowy apel z prośbą o modlitwę odpowiadają przyjaciele, znajomi i setki innych osób. Zapewniają duchowe wsparcie, pytają o stan dziewczynki. Ania zwraca się do nich „Armio”, a gdy grupa wciąż rośnie, by ułatwić komunikację powstaje fanpage Armia Majeczki.

Jak sami mówią, jest to nieformalne zrzeszenie przyjaciół i znajomych, do którego chcą Cię zaprosić. Wpłata, modlitwa, udostępnianie informacji – możesz pomóc na mnóstwo sposobów.

Ktoś zamawia msze w tej intencji, ktoś inny organizuje grupę modlącą się nowenną pompejańską, a jeszcze inny… przelewa kawę. „Kawa w drodze do pracy. Na uczelni. Na spacerze. Po zakupach. Jeden kubek to dyszka, najmarniej. Codziennie, co drugi dzień? Mam propozycję. Przelej kawkę. A dokładniej – #przelejkawke, czyli zamień jedną kawę w tygodniu na przelew. Przelew dla Majeczki (…)”.

Każdy służy tym, czym może, by wesprzeć zbiórkę pieniędzy na diagnostykę i leczenie Mai. Był więc event na Bielanach, odbywają się koncerty wszelkiej maści (organowy, rockowy, disco polo czy szant!), są urzekające dekoracyjne skarpety mikołajkowe, a w grudniu startuje charytatywny maraton zumby. Do Armii dołączyli także strażacy, harcerze, Anita Włodarczyk, wielokrotna Mistrzyni Olimpijska, Mistrzyni Świata i Europy w rzucie młotem, a gadżety na licytację przekazali piłkarze reprezentacji Polski i piłkarze warszawskiej Legii. 

Wola Twoja

Historia Mai dotyka mnie w bardzo szczególny sposób. Jako mamę, lekarkę, a przede wszystkim jako osobę wierzącą. Pęka bańka mydlana sztucznego obrazu Boga w mojej głowie, Boga – parasola ochronnego przed wszelkimi trudnościami. Bo przecież my jesteśmy wierzący, nas „nic złego” nie spotka.

Z napięciem i ze wzruszeniem słucham więc Ani, gdy mówi: „wierzymy, że Bóg wyprowadzi z tego dobro. Wywodzimy się z Ruchu Światło Życie, modlimy się za wstawiennictwem Franciszka Blachnickiego, może Majeczka będzie cudem potrzebnym do beatyfikacji, a może Bóg uzdrowi ją przez ręce lekarzy? Wiem też, że mogę pozwolić sobie na szczerość, nie muszę być sztucznie pokorna, bo martwię się, lękam się o swoje dziecko. Mówię Panie Boże, nie podoba mi się to, co się dzieje. Trudnością było dla mnie wypowiedzenie na mszy słów modlitwy „bądź wola Twoja”, bo boję się Jego woli, nie wiem co nią jest, ale zarazem odnajduję ukojenie w sakramencie spowiedzi i morzu modlitwy wokół”.

Słucham i myślę sobie, że zamiast Bogiem-parasolem, stał się Bogiem-Człowiekiem. Może po prostu stoi obok i moknie razem z nami? Może czeka z ciepłym kocem, by utulić nas dopóki deszcz nie minie?

Wojna trwa

Obserwując fanpage jestem pod wrażeniem ilości pozytywnej energii, która z niego płynie i zaangażowania w gruncie rzeczy obcych sobie ludzi. Ale to tylko jedna, ta jasna strona, którą widzimy. Za wszystkimi dobrymi akcjami, jest codzienność. Na przykład taka:

„Chcemy pokazywać Wam Maję tylko uśmiechniętą, zapraszać Was na niesamowite wydarzenia, prowadzić tą zbiórkę w sposób pozytywny. Ale nadchodzą takie noce jak dzisiejsza, kiedy to w domu słychać nieukojony płacz. Płacz Mai, której ukoić ni w ząb nie idzie.

W naszych głowach pojawia się przede wszystkim panika „co ją boli?”. Czy to tylko jakaś kolka? Zły sen? A może to nowotwór uciska tak, że Maja nie może spokojnie spać i płacze co i raz…

Jesteśmy bezsilni. Przerażeni. Musimy się stąd wydostać. Pomóżcie nam w tym. Dobrze wiecie, że każda mała wpłata przybliża nas do celu, do diagnozy i leczenia. Że każde udostępnienie ze słowem komentarza, to szansa dla Mai, że znajdzie się więcej osób o dobrym sercu. Każda modlitwa, to nasza duchowa siła. Armio, prosimy, walcz!”

Daj się zwerbować, zawalcz i Ty!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail