Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Niezwykła historia sierocińców w Jerozolimie i Betlejem stworzonych przez polską zakonnicę

Siostra Rafaela, fot. Danuta Matłoch, Archiwum Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Udostępnij

Życie s. Rafaeli Włodarczak to gotowy scenariusz na film sensacyjny czy też powieść z wielotysięcznym nakładem. W czerwcu 2017 roku papież Franciszek odznaczył bohaterską polską siostrę krzyżem „Pro Ecclesia et Pontifice”.

Życie zakonnicy od prawie 50 lat związane jest z „Domem Pokoju” dla dzieci-ofiar toczącego się od dziesięcioleci konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Miejsce to powstało dokładnie 8 grudnia 1967 roku jako „Home of Peace” na Górze Oliwnej w Jerozolimie.

Wyobrażasz sobie siostrę zakonną w ciężkich gumiakach, która na własnych plecach nosi materiały budowlane czy ciężkie stalowe elementy, by zbudować dom? A to naprawdę niewiele wobec historii zmagań s. Rafaeli o lepsze jutro dla wojennych sierot i arabskich chrześcijan w Ziemi Świętej. Pomimo wielu trudności udało się jej wybudować dwa sierocińce – w Jerozolimie oraz w Betlejem, na terenie Autonomii Palestyńskiej.

 

 

Trudne początki

Po izraelsko-palestyńskiej wojnie sześciodniowej wiele dzieci zostało sierotami. „Pozostawione same sobie, mieszkały dosłownie na ulicy, a nawet na cmentarzach” – wspomina s. Rafaela. Jadły resztki żywności znalezione w śmietniskach. Niektóre z nich były z pozoru w lepszej sytuacji – miały jedzenie w zamian za pracę. Ale to była praca ponad ich dziecięce wiek i wątłe siły.

„Postanowiłyśmy z siostrami przygarnąć je i stworzyć dla nich dom” – wspomina s. Rafaela. Wraz z s. Imeldą Płotką zaczęła „zbierać” osierocone dzieci z ulicy. Na początku ich domem było kilka wynajętych, dzięki wsparciu o. Ludwika Semkowskiego SJ, pokoi. Aby zdobyć jedzenie dla podopiecznych, siostry grały na gitarze i śpiewały polskie piosenki.

Co ciekawe, zawsze udawało im się zebrać potrzebne fundusze. S. Rafaela do dziś żartuje, że gitara, na której grała nie miała wszystkich strun, więc nie jest pewna, czy darczyńcom bardziej zależało na sierotach, czy na tym, by siostry przestały wreszcie śpiewać.

 

 

Pieniądze starczały jednak tylko na bieżące sprawy – jedzenie, ubrania, przybory szkolne. Na czynsz już nie. Ale Opatrzność czuwała. Podczas kwesty na ulicach Jerozolimy przed siostrami zatrzymał się luksusowy mercedes. Z auta wyszedł mężczyzna. Zapytał, czy zakonnice opiekują się wojennymi sierotami i podał im kopertę, w której był tysiąc dolarów, po czym odjechał.

Wymarzony dom

Siostry marzyły o domu dla dzieci. Wydawało się to jednak nierealne, dopóki nie otrzymały w darowiźnie kawałek ziemi razem z jaskinią. „Dla nas to było najpiękniejsze miejsce na świecie – Góra Oliwna z widokiem na starą Jerozolimę. Długo starałyśmy się o pozwolenie na budowę, a kiedy nie przychodziło… zaczęłyśmy bez niego” – wspomina zakonnica. Trudno było jednak ukryć budowę sierocińca w atrakcyjnym miejscu. Sprawa trafiła więc do sądu, który miał podjąć decyzję o rozbiorze albo dalszej budowie.

„To niewiarygodne, ale izraelski sędzia zapewnił, że nie pozwoli na rozbiórkę sierocińca, bo siostry i dzieci mają prawo w nim żyć” – dodaje s. Rafaela. Za ten wyrok sędzia zapłacił wysoką cenę – został pozbawiony pracy i wysłany na prowincję.

Budowa ruszyła pełną parę, choć dyskretnie. Zdarzało się, że siostry w nocy (aby nie rzucać się w oczy) nosiły na plecach stalowe elementy. Ostatecznie Domu Pokoju został otwarty 8 grudnia 1967 roku. Kard. Jan Król z Filadelfii poświęcił sierociniec. Od tego czasu w domu schronienie znalazło kilkaset dzieci.

 

Bohaterskie siostry i wojenne zasieki

W marcu 2000 roku do Ziemi Świętej udał się Jan Paweł II. W Patriarchacie Jerozolimy spotkał się m.in. z elżbietankami i z s. Rafaelą i wychowankami „Home of Peace”. Krótko po tym wydarzeniu Ariel Szaron w prowokacyjny sposób wszedł na teren dawnej świątyni jerozolimskiej, co zapoczątkowało falę rozruchów w Ziemi Świętej. W odwecie wojsko izraelskie otoczyło kordonem Betlejem. Nikt nie mógł wejść do miasta, ani z niego wyjść.

 

S. Rafaela przy budowie Home of Peace w Betlejem, fot. Archiwum Sióstr Elżbietanek
S. Rafaela przy budowie Home of Peace w Betlejem, fot. Archiwum Sióstr Elżbietanek
S. Rafaela przy budowie Home of Peace w Betlejem, fot. Archiwum Sióstr Elżbietanek

 

Wcześniej siostry zawiozły kilkoro dzieci do ich rodzin w Betlejem. Nikt nie mógł przewidzieć, że sytuacja tak się skomplikuje. Po kilku dniach zadzwoniła matka dzieci z błaganiem, by zakonnice zabrały je z powrotem, bo w Betlejem nie ma już co jeść. S. Rafaela i s. Kryspina (wtedy już ponad 70-letnie!) wyruszyły pieszo z Jerozolimy do Betlejem.

W ręku niosły krzyż i watykańską flagą. „W tym samym czasie trwała manifestacja przeciwko blokadzie Betlejem. Dziennikarze na nasz widok zaczęli pytać, po co pchamy się do oblężonego miasta. Przecież nikt nas tam nie wpuści” – wspomina s. Rafaela.

Kiedy z s. Kryspiną przedarły się do kordonu wojska, naprzeciw wybiegł im żołnierz z gotowym do wystrzału karabinem. Kazał nam zawracać. Tłumaczyłyśmy, że idziemy do Betlejem na pomoc głodnym dzieciom. Nasze negocjacje na nic się zdały, więc poprosiłam o rozmowę z przełożonym żołnierza.

Ten również był nieustępliwy, więc poirytowana s. Rafaela zapytała, czy rozmawiał ze swoimi dziadkami o obozach koncentracyjnych i dzieciach, którym nie pomogli w czasie wojny. Na te słowa oficer zbladł i pozwolił nam przejść. Ale tylko na dwie godziny. To na szczęście wystarczyło, aby odnaleźć dzieci i bezpiecznie wrócić do domu w Jerozolimie.

Home of Peace

Kolejną perełką w tej niezwykłej opowieści jest fakt, że s. Rafaeli przy pomocy wielu życzliwych osób z całego świata udało się zbudować kilka lat temu drugi sierociniec w Betlejem. Tym razem blisko otaczającego miasto, separacyjnego muru.

„Przez te wszystkie lata uczyłyśmy dzieci tego, co najważniejsze, czyli aby potrafiły wybaczać. Mimo wszystko. Wielu naszych wychowanków skończyło studia i znalazło dobrą pracę. Część założyła rodziny. Mam nadzieję, że wniosą w życie wielu ludzi dużo światła” – puentuje siostra.

Obecnie s. Rafaela Włodarczak mieszka w Polsce na terenie prowincji poznańskiej elżbietanek. Stworzonym przez nią sierocińcom nadal potrzebne jest wsparcie. Wyruszając do Ziemi Świętej można odwiedzić Home of Peace i ofiarować dzieciom choćby niezbędne mleko w proszku. Z siostrami można skontaktować się telefonicznie, mailowo albo na Facebooku. W sierocińcu wychowuje się ok. 40 dzieci w wieku od 3 do 18 lat. Jego dyrektorką jest s. Szczepana Hrehorowicz.

W czerwcu 2017 roku papież Franciszek odznaczył bohaterską polską siostrę krzyżem „Pro Ecclesia et Pontifice”.

 

*Każdy, kto chciałby wesprzeć dzieło s. Rafaeli, może przesłać datek na numer konta: Bank PKO SA II O. Poznań 89 1240 1763 1111 0010 2945 9107 (z dopiskiem „Ofiara na sierociniec”).

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail