Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Przejmujące świadectwo Polki z oblężonego Aleppo

AFP/EAST NEWS
Udostępnij

Opowiada siostra Brygida Maniurka, Franciszkanka Misjonarka Maryi (FMM), jedna z dwóch Polek pracujących w Aleppo.

Beata Zajączkowska: Co się dzieje w sercu, gdy Bóg posyła na misje do oblężonego Aleppo, miasta które z naszej perspektywy przypomina piekło na ziemi?

s. Brygida Maniurka FMM: Nie tyle Pan Bóg posłał mnie tutaj, ile raczej czułam w moim sercu Jego delikatne i pełne szacunku zaproszenie. Jest to misja na którą przełożone nie wysyłają. Jeśli komuś taki wyjazd zaproponują, zastrzegają, że można powiedzieć „nie” jeśli nie czujemy się na siłach. Wracając na Bliski Wschód po roku odnowy duchowej myślałam o siostrach w Aleppo. Niektóre są tam od początku wojny, potrzebują odpoczynku, tego by ktoś je zastąpił. Wiedziałam, że Bóg da mi wystarczająco swojej łaski, by zaakceptować to posłanie.

Aleppo to nie pierwsza misja. Pracuje siostra w Syrii od ponad 20 lat, jak sytuacja chrześcijan zmieniła się w tym czasie?

Chrześcijanie w Syrii zawsze mieli w pamięci wierność ich przodków Chrystusowi podczas licznych prześladowań, jakie miały miejsce w historii tutejszego Kościoła. Przed wojną żyliśmy w przyjaźni z rodzinami muzułmańskimi. Prowadziliśmy choćby wspólne projekty socjalne. W Rakce byłam odpowiedzialna za ośrodek dla niepełnosprawnych, w którym 99 proc. stanowiły dzieci muzułmańskie. Przez wiele lat rodzice codziennie przyprowadzali je do ośrodka, zawiązały się między nami relacje. Często w dowód wdzięczności byliśmy zapraszani do ich domów na posiłki. Korzystaliśmy z ich usług. Elektryk, czy stolarz nie zgadzali się na to byśmy im płacili. Podobnie było, gdy kupowaliśmy coś dla ośrodka, np. na obóz wypoczynkowo-terapeutyczny dla naszych dzieci. Wiele produktów otrzymywaliśmy wówczas za darmo. Mówili nam: przyjeżdżacie z Europy opiekować się naszymi dziećmi, to my chociaż w ten sposób możemy się odwdzięczyć.

Sytuacja chrześcijan znacząco zmieniła się dopiero teraz w czasie wojny i to tylko na terenach zdominowanych przez islamistów. W ubiegłym miesiącu byłam na północy Syrii. Rodziny, które się tam schroniły uciekając z Rakki opowiadały mi, jak rdzenni muzułmanie z tego miasta protestowali, gdy islamiści dewastowali tam kościoły i publicznie palili Biblie oraz inne książki religijne. Organizując przeciwko temu manifestacje sami ryzykowali życiem. Chrześcijanie mówią, że nigdy im tej postawy solidarności nie zapomną.

Z terenów zajętych przez fundamentalistów z tzw. Państwa Islamskiego docierają do nas niesamowite świadectwa wiary chrześcijan, które zawstydzają, czy wręcz weryfikują nasze wygodne chrześcijaństwo.

Oni sami często mówią „teraz zdajemy egzamin z naszej wiary, dotychczas były to tylko słowne deklaracje”. Jeden z uprowadzonym przez islamistów chrześcijan wyznał „kiedy byłem torturowany, doświadczyłem jak bardzo cenne jest zbawienie, które ofiarował nam Chrystus i jakie pocieszenie z niego płynie”. Inny był przez miesiąc w rękach jednej z najbardziej fanatycznych grup islamskich. Stawiali mu pytania na temat modlitwy chrześcijańskiej, miłości nieprzyjaciół, a przed oswobodzeniem, po zapłaceniu wysokiego okupu, prosili, by się za nich modlił.

Mówili mu też, że ich sytuacja jest krytyczna, wręcz bez wyjścia. Sprzedali wszystkie swoje dobra, opuścili domy, by udać się na dżihad, czyli świętą wojnę. Teraz zdają sobie sprawę, że to, co się dzieje nie ma z nią nic wspólnego, chodzi jedynie o to, by zabijać i niszczyć. Akurat ten człowiek nie był maltretowany i pozwolono mu na sporadyczny kontakt z rodziną. Wielu jego znajomych jednak straszliwie torturowano, a kilku zabito.

Islamiści porwali też trzyosobową rodzinę chrześcijańską. Matkę wypuścili. Ojca z synem bito i wymagano, by szydzili z krzyża. Gdy torturowali syna, kazali na to patrzeć jego ojcu. Mówił po czasie, że odczuwał wówczas ogromną boleść i myślał o cierpieniu, jakie przeżywała Maryja widząc swego syna biczowanego i wyszydzanego. Wyznał „kiedy nas bito, czuliśmy jakby również inne ciało cierpiało; jakby Jezus ofiarował się, by być biczowanym wraz z nami. Nawzajem umacnialiśmy się w wierze i modliliśmy się”. Ojca potem wypuszczono, by zdobył pieniądze na wykup za syna. A ten, choć z natury jest osobą nieśmiałą i małomówną, w czasie niewoli elokwentnie dyskutował ze swymi oprawcami o wierze. Mówi, że sam nie wie skąd przychodziły mu odpowiednie słowa…

Lata pracy na Bliskim Wschodzie to także tworzenie więzów. W rękach islamistów byli siostry przyjaciele…

Martin, jego ojciec i dwóch synów byli w niewoli tzw. Państwa Islamskiego przez rok. Zostali uprowadzeni wraz z grupą ponad 200 innych osób w czasie napadu na chrześcijańskie wioski w 2015 r.. Zaledwie kilka dni wcześniej opuścili swój dom i porzucili dorobek całego życia uciekając przed islamskimi fundamentalistami. Jego żona Caroline pracuje w Caritas. Mówi, że miała świadomość, iż mężowie kobiet i ojcowie dzieci, którym pomaga najprawdopodobniej należą do grupy, która uprowadziła jej męża, teścia i dzieci. Wyznaje, że czuła łaskę Bożą, by mimo to służyć im z całym oddaniem i uprzejmością. Co miesiąc, za każdą wypłatę kupowała dla rodziny ubrania wierząc, że wrócą.

Była to kobieca troska o najbliższych ponieważ opuszczając dom jeszcze przed uprowadzeniem nie zdążyli nic ze sobą wziąć. Najpierw kupiła ubrania wiosenne – nie wrócili… Poukładała je w szafie i zaczęła kupować letnie, potem jesienne i zimowe…

Jak potoczyła się dalej historia Martina i Caroline? Czytaj na kolejnej stronie.

Strony: 1 2 3

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail