Aleteia

Zabił dla pieniędzy. Dziś mówi: „nic nas nie odłączy od miłości Chrystusa”

Udostępnij

Więzienna cela stała się dla Michała nie tylko miejscem odosobnienia, ale także spotkania z Bogiem i Jego słowem. To wyciszenie pomogło mu w powrocie do normalnego życia.

Michał miał szczęśliwe dzieciństwo. Rodzice, siostra i brat. Na zewnątrz wszystko wyglądało pięknie. Ale w domu… Ojciec nadużywał alkoholu i często stosował przemoc. Mama chodziła do kościoła. Starała się, by mimo codziennych przykrości dzieciakom nic nie brakowało.

„Całą uwagę poświęcała mnie. Ufała mi i wierzyła, że jej nie zawiodę, że w jakiś sposób wypełnię lukę po ojcu, który – chociaż fizycznie był obecny, to brakowało go w każdym wymiarze naszego życia” – mówi mi mężczyzna.

 

Złe towarzystwo

W podstawówce Michał miał świetne wyniki. Konkursy, samorząd uczniowski. Ale w szkole średniej przyszedł czas buntu. Zaczęły się wagary. „Chciałem się dobrze uczyć, żeby mama była dumna, ale nie wychodziło mi”. Chłopak zauważył, że dzieje się z nim coś dziwnego. Chciał zmian, wolności. Drażniło go to wcześniejsze uporządkowanie. Potrzebował adrenaliny. I wpadł w typowe „złe towarzystwo”.

„Dla mnie ono było doskonałe. Zero kontroli, pełna akceptacja. Wspaniałe chwile. Ale tak było tylko na początku. Z czasem doszły narkotyki, alkohol, przygodny seks. Łzy matki wzruszały mnie, ale przestałem się z nimi liczyć” – wspomina Michał. Czuł, że rani najbliższych, ale miał coraz więcej pragnień, które go pociągały.

Miał 17 lat, kiedy zaczął kraść. Napady, nocne życie. To trwało może rok, dwa. W końcu Michał trafił do więzienia. Nie przejął się tym zbytnio. Jego przewinienie to była „błahostka”, wkrótce wyszedł na wolność i… wrócił do dawnego towarzystwa, które upatrzyło sobie nowy cel: napad na sklep.

 

Zabiłem z żądzy pieniędzy

„To wtedy, kierując się emocjami, lękiem, strachem, zabiłem człowieka. Nie planowałem tego, ale jednak stało się. Zabiłem z żądzy pieniędzy. Chciałem mieć życie na poziomie – samochód, gadżety, podziw w oczach innych” – wspomina mężczyzna.

W wieku 19 lat Michał dostał wyrok za zabójstwo. Tym też nie przejął się specjalnie. Sądził, że nie posiedzi długo – ucieknie albo popełni samobójstwo. „Byłem wściekły, że dałem się złapać. Wcześniej zdarzało się, że chodziłem do kościoła. Czego tam szukałem? Sam nie wiem. Może chciałem zagłuszyć wyrzuty sumienia? Potrafiłem kogoś okraść, a potem wytłumaczyć sobie, że musiałem to zrobić. I wrzucić pieniądze do puszki z napisem dla biednych” – opowiada mężczyzna.

W więzieniu Michał zaczął regularnie rozmawiać z kapelanem. „Z każdym spotkaniem zdawałem sobie sprawę, że Jezus chciał mnie spotkać właśnie w tym miejscu. Może to banał, ale zrozumiałem, że mimo wszystko On mnie kocha. Mnie, człowieka, który ma krew na rękach” – wyznaje.

 

Więzienna łaska

Więzienna cela stała się dla Michała nie tylko miejscem odosobnienia, ale także spotkania z Bogiem i Jego słowem. To wyciszenie pomogło mu w powrocie do normalnego życia. Sam przyznaje, że gdyby nie więzienie, pewnie nadal zagłuszałby sumienie, usprawiedliwiał przestępstwa i trwał w dawnym środowisku.

Rok temu wyszedłem z więzienia. Jestem innym człowiekiem. Należę do wspólnoty przy mojej parafii. Poznałem wspaniałą dziewczynę, która popatrzyła na mnie jak na człowieka, a nie jak na przestępcę – opowiada Michał. – Podczas jednego ze spotkań ofiarowałem życie Jezusowi. Przyjąłem Go do serca i uczyniłem Panem życia. Pracuję. Chcę też pójść na studia, o których zawsze marzyłem” – dodaje.

Michał nie ma wątpliwości, że to dopiero początek jego nawrócenia, że jeszcze wiele pracy przed nim. Ale cieszy się, bo rozpoczął nowy rozdział w życiu. Samotność ustąpiła miejsca wzrastaniu w miłości, łasce i miłosierdziu. I przekonaniu, że „nic nie może oddzielić nas od miłości Chrystusa”.