Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Chrzest dziecka – żeby babcia nie gadała, na wszelki wypadek, bo wtedy syn będzie grzeczny

Mark Sebastian/Flickr
Udostępnij

Na szczęście Polacy coraz bardziej wyzwalają się spod presji religijnej otoczenia i decyzję o sakramencie chrztu swojego dziecka chcą podejmować świadomie.

 Chrzczenie małych dzieci od dawna jest przedmiotem dyskusji. Znajoma podsunęła mi ostatnio artykuł z portalu parentingowego „Chrzest? Nie, dziękuję! Może kiedyś…”. Jego autorka zwraca uwagę na rosnącą świadomość rodziców podejmujących decyzję o chrzcie dziecka, który przestaje być dyktowany racjami zewnętrznymi, a staje się wyborem serca. W tekście podane w wątpliwość zostaje chrzczenie dzieci, bo „tak wypada”. Zdarza się też, że rodzice chcą chrztu ze względu na babcię, rodzinę czy sąsiadów. To słaba motywacja.

Na wszelki wypadek

Cieszę się, że Polacy coraz częściej wyzwalają się z religijnej presji otoczenia. Chrześcijaństwo jest autentyczne wtedy, kiedy wynika z wolnego wyboru człowieka, a nie z oczekiwań środowiska. Cieszę się, że ludzie stają w prawdzie i przestają udawać chrześcijan ze względu na innych.

Tak, chciałbym, żeby o chrzest prosili ci, którzy faktycznie widzą w nim duchową wartość, którzy chcą wychowywać swoje dzieci w wierze, a nie ci, którzy chcą, żeby babcia była zadowolona albo sąsiad nie gadał. We wspomnianym artykule autorka słusznie zauważa, że chrzest nie jest tylko rytuałem, społeczną ceremonią, ale sakramentem, w którym rodzice zobowiązują się do wychowania dziecka w wierze.

W tekście możemy przeczytać, że coraz częściej Polacy odchodzą od chrzczenia „na wszelki wypadek”. Faktycznie zdarza się, że ludzie przynoszą dziecko do chrztu, żeby „dobrze się chowało”, „było zdrowe”… To magiczne spojrzenie na sakrament. Prawda jest taka, że chrzest nie sprawi, że dziecko będzie grzeczne, nie uchroni go przed chorobami ani cierpieniem w życiu. Chrześcijanie doświadczają takich samych problemów, jak ludzie nieochrzczeni. Chrzest nie wytwarza magicznej powłoki ochronnej.

Samo niech wybierze

Wielu rodziców postanawia poczekać z chrztem dzieci, nie chcąc podejmować tej decyzji za nie. Chcą dać im wybór. Wydaje mi się to zrozumiałe w przypadku rodziców, którzy traktują wiarę tylko jako element kulturowy. Ale nie wyobrażam sobie rodziców głęboko wierzących, którzy tak myślą. Człowiek, który przeżywa wiarę jako autentyczne spotkanie z Bogiem, chce w takiej wierze wychować swoje dzieci. I to nie jest dla niego narzucaniem wyznania, ale przekazaniem tego, co odkrył jako wartościowe.

Skoro to oczywiste, że rodzice chcą posyłać swoje dzieci do dobrych szkół i dawać im dobre wychowanie, to oczywiste jest także to, że chcą im przekazać wiarę.

A co z dziećmi, które zostały ochrzczone, ale w ich domach nie panuje atmosfera wiary? Dziecko i tak, prędzej czy później, dokona własnego wyboru. Nawet w rodzinach głęboko wierzących dzieci przechodzą kryzys, poddają w wątpliwość to, co przekazują im rodzice, wchodzą w bunt.

I bardzo dobrze, bo to jest moment, w którym dziecko wyzwala się z wiary rodziców, poddaje ją weryfikacji, by samo mogło zdecydować, czy chce ją przyjąć jako swoją czy nie. W wierze musi przyjść taki czas. Mądrzy rodzice pozwolą dziecku przeżyć ten etap w wolności.

Odmowa chrztu

Ostatnia kwestia podniesiona w artykule to problem odmowy chrztu przez księdza. Autorka przytacza znalezioną w internecie historię pary, której ksiądz odmówił chrztu dziecka z powodu braku ślubu kościelnego. Kiedy pracowałem jako wikariusz, mój proboszcz zachęcał do wychodzenia naprzeciw ludziom, także w kancelarii. Raczej nie zdarzało się nam odmawiać ludziom, którzy prosili o chrzest dziecka, nawet jeśli ich życie nie było uregulowane do końca.

Życie nie jest czarno-białe i ludzkie historie miewają zawiłości. Staraliśmy się podchodzić do nich z troską duszpasterską, dawać im odczuć, że Kościół nie przekreśla ich w sytuacji, w której się znajdują. Jestem przekonany, że zawsze trzeba rozmawiać, pytać, podchodzić do konkretnej sytuacji indywidualnie. Nie zawsze to, że rodzice mają nieuregulowane sakramentalnie życie, musi oznaczać, że nie wytworzą środowiska, w którym dziecko będzie mogło wzrastać w wierze.

Podstawowe pytanie, które powinno paść w takiej sytuacji, to: „Dlaczego państwo chcą ochrzcić swoje dziecko?”. Od odpowiedzi zależy bardzo wiele. Jeżeli rodzicom naprawdę zależy na sakramencie z powodów wiary, uważam, że powinien być udzielony. Warto jednak pamiętać, że Kościół nie jest supermarketem, a po sakramenty nie przychodzi się jak po towar. Tu nie obowiązuje zasada: „klient nasz pan”.

W pierwszych wiekach Kościoła do sakramentu chrztu ludzie byli dopuszczani po kilku latach przygotowywania i sprawdzania przez Kościół, czy są gotowi. Nikt nie podchodził do chrztu, bo mu się należało. Do dzisiaj w liturgii chrztu zachowana jest forma proszenia Kościół o jego udzielenie, bo to Kościół jest szafarzem. Oczywiście, duszpasterze powinni pamiętać przy tym, jak wielokrotnie podkreśla papież Franciszek, że nie są od rzucania ludziom kłód pod nogi i że powinni podchodzić z miłosierdziem, zawsze szukając dobra człowieka.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail