Aleteia
środa 21/10/2020 |
Bł. Jakuba Strzemię
Styl życia

Wygrał „Azja Express”. Po co Bóg takiemu superzaradnemu facetowi?

EAST NEWS

Magdalena Galek - publikacja 18.12.16

Kiedy usłyszałem pytanie, czy chciałbym wziąć udział w programie, to było dla mnie jak znak od Niego: „Borkowski, Ja ciebie pilnuję, ty działaj”. Pojechałem po wielką przygodę.

Magdalena Galek: Wziąłeś udział w programie „Azja Express”, wokół którego było wiele kontrowersji. Środowiska profesjonalnie zajmujące się tematami związanymi z Azją nie popierają tego reality show. Widzowie mogli zobaczyć w telewizji wiele scen, w których brakowało szacunku dla ludzi i ich kultury. Jak to wyglądało z Twojej perspektywy?

Ludwik Borkowski*: Słyszałem o tym, że była fala nienawiści, która przetoczyła się po tym programie po uczestnikach. Rzuciły się na ten program środowiska m.in. związane z tanim podróżowaniem, zajmujące się swobodną turystyką, hitch-hikingiem, backpackersi…

Rzucono się na ten program w taki sposób, jakby miał być dokumentem o podróżnikach, a to była wielka machina do stworzenia wielkiego show. To nie była klasyczna wyprawa, tak jak niektórzy chcieliby to widzieć. Krytyczne komentarze głosiły, że promowaliśmy złe zachowania w turystyce swobodnej. Nic bardziej mylnego. To był program rozrywkowy.

W dużych emocjach oczywiście gadaliśmy różne rzeczy. My z Michałem zawsze za wszystko dziękowaliśmy i mówiliśmy, że jedzenie jest pyszne. Byliśmy pod wielkim wrażeniem, że ci ludzie nas przyjmowali pod swój dach, śmierdzących, biegających i wrzeszczących „Help me! Help me!”.

Przed kamerą otwarcie mówiłeś o Bogu. Czy to była dla Ciebie odwaga?

Przed wyjazdem zastanawiałem się, czy będę mówił o Bogu, ile będę miał okazji do mówienia o Nim, trochę się tego bałem. Telewizja, z którą jechałem, wcale nie uchodzi za szczególnie uduchowioną. Ale odrzuciłem wszystkie te myśli, bo widziałem, że jest to dopisywanie sobie scenariuszy do tego, co ma się wydarzyć, a ja przecież nie wiedziałem, co się wydarzy, nie wiedziałem, czy pobędę tam 3 dni, czy więcej.

Jacy są mieszkańcy krajów, które odwiedziliście?

Wszyscy są bardzo pogodni i spokojni. Emocje, które brały w nas górę w trakcie ulicznego wyścigu, były dla nich tak orientalne, jak dla nas jedzenie węży – jak choćby w klasztorze buddyjskim, w którym momentami zachowywaliśmy się zbyt nerwowo.

W tym rejonie świata, zwłaszcza w Laosie, okazywanie uczuć takich jak złość czy irytacja jest oznaką słabości. Gdy się złościliśmy, to niektórym się taki lekki uśmiech na twarzy pojawiał. Jakby chcieli powiedzieć: „biedny człowieku, jak strasznie cierpisz”. Trochę nas to irytowało, ale z drugiej strony – tonowało.

Spotkałeś jakichś katolików?

Tak, gdy byłem w kościele w Wietnamie. Zapukałem do drzwi zakrystii, otworzył mi kościelny. Zaprowadził mnie do księdza, który rozmawiał z siostrami zakonnymi. Zapytał, czy mówię po francusku, ja – że ni w ząb. Zapytałem, czy mówi po angielsku albo po rosyjsku, ale odpowiedział, że nie. Więc pokazałem mu na migi, że chciałbym się tu pomodlić. Zgodził się.

Kościół parafialny w Lao Cai
Fot. Ludwik Borkowski
Kościół parafialny w Lao Cai

Gorąco było strasznie, bo te mury przez cały dzień zdążyły się nieźle nagrzać. Tam był piekarnik, więc nieźle się napociłem przed Jezusem za to, co narobiłem w ostatnim czasie. Podziękowałem też za wszystko, co otrzymałem, za ten dzień, za to, że dostaliśmy się do następnego odcinka, za wszystko, za co dziękuję zawsze.

Przeżywamy teraz Adwent – czas przygotowania do świąt przyjścia Boga na świat. Jak Bóg przyszedł do Ciebie? Nagle Go dostrzegłeś i zaprosiłeś do swojego życia czy palnął Cię w głowę?

Ja sam się palnąłem w głowę. Jak zaryłem mordą o ziemię i osiągnąłem swoje dno emocjonalne, duchowe i fizyczne, to zrozumiałem, że to, co ludzie do mnie mówili przez te wszystkie lata, miało potwierdzenie w rzeczywistości.

Co mówili?

„Ludwik, Ty jesteś fajny gość, czemu ty sobie robisz takie rzeczy?” Ale ja byłem mądrzejszy, uważałem, że wiem lepiej. Przecież wiem, że jestem taki mądry, inteligentny, skończone studia, inteligencka rodzina i że w ogóle taki jestem wspaniały. Ale jak osiągnąłem to swoje dno, to zrozumiałem, że tak naprawdę ja nic nie wiem. Nic nie wiem o życiu, nie zdążyłem dojrzeć do swojego wieku.

Zrozumiałem, że mając lat prawie 30, emocjonalnie czułem się jak 14-latek. Zawiesiłem się na mojej ostatniej miłości z podstawówki. Kiedy zrozumiałem, że ci ludzie, którzy mi powiedzieli, że mogę coś ze sobą zrobić i podzielili się ze mną swoim doświadczeniem i że się modlą, to ja też zacząłem się modlić. Zaufałem, że to ma ręce i nogi.

Zacząłeś się modlić pierwszy raz i co?

Pierwszy raz to było kilka lat temu na studiach, gdy osiągnąłem swój niski poziom i postanowiłem się zmienić. Rzuciłem się na religię jak pies na kiełbasę, ale to nie miało nic wspólnego z duchowością. Była to zamiana jednych kompulsywnych zachowań na drugie.

ludwik_098_magdalena_galek
fot. Magdalena Galek

Jak to wyglądało?

Modliłem się trzy razy dziennie na kolankach, prosiłem o samochód, piękną kobietę, o dom. Kiedy po tygodniu tego nie dostałem, to zarzuciłem to wszystko. W ciągu tego tygodnia zdewociałem. Na myśl o religii przypominałem sobie tamto doświadczenie, w którym się źle czułem. Ale byłem wtedy zupełnie chorym na łeb człowiekiem. Więc kiedy moi nowi przyjaciele powiedzieli mi, żebym się modlił i że to pomaga, to sobie pomyślałem: „fajnie, ale jak znowu dostanę kręćka, to ja dziękuję”. Ale po jakimś czasie pomyślałem: „dobra, spróbuję”.

I co? Modliłeś się tak samo jak kiedyś – na kolankach i o ferrari?

Najpierw zrobiłem próbę generalną. Wcześniej już trochę się modliłem – na leżąco. No ale oni mówili, że klękają. Pamiętam ten dzień jak dziś – leżałem w łóżku i pomyślałem: „no dobra, to na kolana, spróbujemy”. Uklęknąłem, przeżegnałem się i te modlitwy, które znałem, powiedziałem – Ojcze nasz, Zdrowaś, Mario, Modlitwę o pogodę ducha i do anioła stróża. Na koniec przeżegnałem się znów, położyłem się do łóżka i zacząłem czekać.

Na co? Dowiecie się na kolejnej stronie!

  • 1
  • 2
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
bógmodlitwanawrócenieświadectwowiara
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Aleteia
Oczy Matki Bożej z Guadalupe. Jedna z najwięk...
MASS,YOUNG CHILD
Anna O'Neil
List do rodziców, którzy zabierają na mszę sw...
Bluźniercze graffiti na murze kościoła
Lucandrea Massaro
Wypisali proaborcyjne grafitti na kościele. R...
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
ANGEL,CHILD,STATUE
Philip Kosloski
Mamo, martwisz się o swoje dzieci? Módl się t...
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [18 paździe...
MODLITWA
Christine Stoddard
Żyjesz w ciągłym napięciu? Poznaj 5 modlitewn...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail