Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Wigilia z Ubogimi, czyli wieczór cudów

fot. Łukasz Grudysz
Udostępnij

„Nawet kiedy się jest o tak nisko – pokazuje ręką na poziom podłogi – to najważniejsze, żeby być człowiekiem”

Cud wody

W piątek rano okazało się, że na Ursynowie pękła rura i nie ma wody. Nie ma jej też w kościele Wniebowstąpienia Pańskiego, gdzie o 18:00 ma się odbyć Wigilia z Ubogimi, czyli impreza gromadząca w jednym miejscu przynajmniej 800 osób – bezdomnych i ubogich, młodszych i starszych wolontariuszy. Po telefonie do wodociągów wiadomo, że problem jest poważny, ale na 90% woda wróci do godziny 16. Mimo wszystko proboszcz błyskawicznie zamawia beczkowóz, a chłopaki z grupy logistycznej zaczynają organizować toi-toie. I słusznie, bo kolejna wiadomość od wodociągów już nie jest optymistyczna, woda ma wrócić po 22, a może dopiero rano. Wszyscy trochę nie dowierzamy, kręcimy głowami i rozkładamy bezradnie ręce. Będzie ciężko, ale trzeba dać radę. Nagle około 15 z kranów zaczyna lecieć woda. Cud! Wtedy już wiemy, że wszystko inne też będzie dobrze, że cudów nam nie zabraknie.

Cud rozmnożenia

Przygotowania do Wigilii zaczęły się na początku Adwentu. To już ósma taka wigilia organizowana przez Wspólnotę Sant’Egidio w Warszawie, impreza rośnie z roku na rok. Wiadomo, że tym razem gości będzie około 400. Stan początkowy: 0 prezentów, 0 produktów spożywczych, 0 stołów i krzeseł. Stan końcowy: kilka pudeł kosmetyków, butów, słodyczy i innych prezentów nie zmieściło się do prezentów, rozdamy je bezdomnym podczas naszych regularnych spotkań. Pierogów było pewnie ze 4000, barszczu – 200 litrów, a ciast kilkaset, a może kilka tysięcy, tyle wszystkiego, że trudno się doliczyć. Krzeseł starczyło dla około pięciuset osób zasiadających przy stołach. Nikt z gości przybyłych na Wigilię nie został na zewnątrz, mimo że część osób nie miała rozdawanych wcześniej imiennych zaproszeń, ale dla każdego udało się znaleźć miejsce i odpowiedni prezent, często odpowiadając na „list do Mikołaja”, zgodnie z życzeniem danej osoby.

Cud spotkania

Mimo tak wielkiej liczby ubogich i bezdomnych gości, kluczowe dla wyjątkowej atmosfery Wigilii z Ubogimi jest indywidualne spotkanie, relacja człowiek-człowiek. Każdy z gości był przy wejściu witany przez członków wspólnoty i prowadzony przez kelnerów do stolika, gdzie czekało na niego podpisane imieniem i nazwiskiem miejsce. Gospodarze stolików – członkowie Wspólnoty Sant’Egidio, tacy jak autorka tego tekstu – mieli dużo szczęścia, mogli porozmawiać z tym, którzy razem z nimi zasiedli do stołu.

Edek, twardy facet ze Śląska, powiedział mi podczas składania życzeń: „Nawet kiedy się jest o tak nisko – pokazuje ręką na poziom podłogi – to najważniejsze, żeby być człowiekiem”. Z kolei porada pana Jerzego może mi poprawić życie: „Ja to zawsze w życiu skupiałem się na tym, co radosne. Gdybym się skupiał na tym, co smutne, to bym już dawno nie żył”. W jego przypadku ta strategia działa – w czwartek obchodził 75 urodziny i mimo poważnych problemów z sercem nie traci radości życia.

W Wigilii uczestniczyło też kilka znanych osób – kardynał Kazimierz Nycz, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar i Szymon Hołownia. Byli dla gości na wyciągnięcie ręki, mogli podejść do nich, złożyć życzenia, porozmawiać chwilę, opowiedzieć o swoich problemach. Spotkanie z tymi, którzy znani są z głównie z mediów, to dla wielu duże przeżycie. Ania, która drugi raz była gościem na Wigilii, opowiadała z przejęciem: „Złożyłam życzenia księdzu kardynałowi i pani prezydent, bardzo się cieszę, że tutaj jestem”.

Cud piękna

„Myślałam, że tu będzie bardziej przaśnie, a jest ślicznie” – mówi Krysia, od kilku miesięcy zaangażowana w działania Wspólnoty Sant’Egidio, która pierwszy raz uczestniczy w Wigilii. Nad dekoracjami i świąteczną atmosferą przez cały tydzień pracowała grupa wolontariuszy. Wycinali gwiazdki z papieru, składali serwetki w choinki, nakłuwali pomarańcze goździkami. Wszyscy ubrali się elegancko, goście też bardzo się starali, każdy chciał, żeby było jak w domu. Spontanicznie utworzony chór ćwiczył kolędy i pastorałki, które w trakcie Wigilii zabrzmiały wraz z towarzyszeniem skrzypiec, altówki, pianina, saksofonu. Do tego gościnne występy zespołu z Otwocka i solistki z anielskim głosem. Siedzącym przy stole czasem wydawało się, że słuchają profesjonalnych nagrań, a to wszystko działo się na żywo!

Cud wspólnych łez

Tak jak na każdej Wigilii, tu też odczuwa się brak tych, którzy odeszli. Mój dobry kolega, Jacek, zmarł 10 dni przed wigilią. Składając sobie życzenia z Krzyśkiem, który spędził z Jackiem w bezdomnej tułaczce ostatnie 6 lat, obydwoje mieliśmy łzy w oczach. Wyciągnęliśmy zdjęcie, na którym jesteśmy we trójkę, wszyscy się śmiejemy, a Jacek składa soczysty całus na moim policzku. Powinien tu być z nami – i choć nie ma pustego talerza, to puste miejsce w sercu wielu jest. Puste miejsce jest także po Andrzeju, który zmarł wcześniej w tym roku.

Zuza, od wielu lat działająca w Sant’Egidio, wspominała swoją pierwszą Wigilię, przed którą miała wiele obaw, jak rozmawiać z ubogimi, jak im towarzyszyć: „Nagle pojawia się Andrzej, uśmiechnięty nieśmiało, trochę zawstydzony. W wielkiej puchowej kurtce mojego taty, którą oddałam do naszej wspólnotowej szatni kilkadziesiąt minut wcześniej. Nie dość, że tak ubrany, to jeszcze tak bardzo do taty podobny. Tysiące emocji zalało mi wnętrze i pomyślałam: oto bliski mi człowiek. W zeszłym roku, po kilku latach tej tradycji, przełamałam się z Andrzejem opłatkiem po raz ostatni. W tym roku już nie uda mi się wyłowić go z tłumu, a on mnie już nie przytuli”.

Są jednak nie tylko łzy smutku, ale też wzruszenia i radości. Tomek, który był gościem Wigilii z Ubogimi po raz pierwszy, a zaciągnęła go prawie siłą narzeczona, podczas składania życzeń popłakał się ze wzruszenia i kiedy potem dziękował za to spotkanie, miał wilgotne oczy, mówiąc: Nie mam słów, tak tu pięknie, naprawdę nie mam słów”. Ja też to czułam, myśląc z ogromną wdzięcznością o tych wszystkich, dzięki którym udało się tę Wigilię zorganizować.

Cud ludzkiej dobroci

Bo Wigilia z Ubogimi to przede wszystkim dzieło ludzkiej dobroci. Bez niej nic by nie było. Niesamowite jest zaangażowanie osób ze Wspólnoty Sant’Egidio, które zajmowały się poszczególnymi obszarami przygotowań – to właściwie jak praca na drugi etat w zbieraniu prezentów, zarządzaniu jedzeniem, koordynacji wolontariuszy. A tych właśnie wolontariuszy było około 700. Niektórzy pomagali przed wydarzeniem, przygotowując jedzenie, kupując prezenty, transportując rzeczy z miejsca na miejsce, wspierając finansowo. Inni byli w trakcie samej Wigilii kelnerami, pomocnikami kucharza, „elfami” pakującymi prezenty, kolędnikami, „szafiarkami” rozdającymi używane ubrania. Dziękuję Wam wszystkim za to, że ciągle przywracacie mi wiarę w to, że ludzie są dobrzy, że miłość może zwyciężyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail