Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Bądźmy najpierw małżonkami, a dopiero później rodzicami

Udostępnij

Mąż nad dziećmi? Na początku buntowałam się na to stwierdzenie. A w gruncie rzeczy ono nie jest kontrowersyjne, co więcej, ma głęboko ukryty sens.

Ostatnio doszłam z mężem do wniosku, że chyba jesteśmy dziwni. Nie ma w naszej rodzinie bardziej uprzywilejowanych, jesteśmy równi, a potrzeby każdego członka są zaspokajane, kiedy się pojawiają, a nie według hierarchii. Póki co działa i jest nam w tym dobrze.

Mąż nad dziećmi?

Dlatego tak mocno poruszyła mną jedna z internetowych dyskusji o prymacie małżonka nad dzieckiem. Owszem, małżeństwo zostało wyniesione przez Kościół katolicki do rangi sakramentu, dlatego w rodzinnej hierarchii na pierwszym miejscu powinien być Bóg, później współmałżonek, dzieci, rodzice (małżonków), a na końcu przyjaciele.

Mąż nad dziećmi? Na początku buntowałam się na to stwierdzenie. A w gruncie rzeczy ono nie jest kontrowersyjne, co więcej, ma głęboko ukryty sens. To małżeństwo, a nie rodzicielstwo, zostało wyniesione do rangi sakramentu. Troska o małżonka powinna być więc sprawą priorytetową.

Nie wszystko jest jednak czarno białe. Tych relacji nie da się rozpisać w sposób zerojedynkowy. Kiedy dzieci są małe, rodzice naturalnie poświęcają więcej czasu ich potrzebom. Nie powinni jednak zapominać o sobie, by po kilku latach, kiedy dzieci się już usamodzielnią, nie stwierdzić: „nic już nas nie łączy… oprócz dzieci”. Dzieci nie mogą być centrum małżeńskiego świata, co nie oznacza, że nie mamy się o nie troszczyć. Jak zachować równowagę?

Drobne gesty

Ola i Paweł praktykują małżeńskie randki. Zabawne? Powiedzcie, które ze znanych Wam małżeństw nie marzy o chwili dla siebie, bez dzieci. Nie znam takiego. Każdy ma prawo do chwili tylko dla siebie, na zaspokojenie swoich potrzeb duchowych, emocjonalnych. Może wyrazem pierwszeństwa małżeństwa nad dziećmi są właśnie te randki albo inne drobne gesty, wyjścia bez dzieci. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy nie mają zbyt wielu możliwości wytchnienia.

W moim małżeństwie takie gesty przychodzą naturalnie, dlatego nie uważam ich za przejaw wyższości małżeństwa nad dziećmi, ale uczucie, które łączy małżonków. Wspólnie obejrzany film, ciepła herbata. Ostatnio udało nam się, w ramach mikołajkowego prezentu, wyjść na warsztaty sushi. Było cudownie.

I nie oznacza to, że nie myślimy o naszych dzieciach, ale troszcząc się o siebie wzajemnie, o naszą relację, troszczymy się tym samym o dzieci, o naszą rodzinę. To procentuje w przyszłości, gdy dzieci opuszczą dom rodzinny.

Odcięta pępowina

Niektórzy rodzice nie potrafią odciąć pępowiny. Chociaż ich dzieci dawno osiągnęły dorosłość, założyły rodziny, opuściły dom, oni chcą ingerować w ich decyzje. Próbują kontrolować życie dorosłych dzieci jednocześnie zapominając o tym, że powinni skupić się raczej na dbaniu o własne małżeństwo. Powinni być przykładem zgodnego, wiernego i kochającego się małżeństwa dla swoich dzieci, które dopiero budują związki.

Wyobraź sobie, że dzieci opuszczają Twój dom. Zostajecie sami, nareszcie! Marzyliście o tym, kiedy były małe, ale teraz zakrada się pustka. Szukacie czegoś, czym moglibyście ją zapełnić. Wszystkie rzeczy, których próbujecie w pojedynkę, nie dają satysfakcji. Niepowodzenia i niechęć do spędzania wspólnego czasu tłumaczycie tym, że wszystko do tej pory robiliście dla dzieci. Wymagacie wdzięczności za wykształcenie, dom, który dla nich zbudowaliście. Dla nich, wszystko dla nich. A dla Was?

Musicie dbać o partnerskie relacje, abyście kiedyś mogli powiedzieć: „Pokazaliśmy naszym życiem, jak wygląda prawdziwe małżeństwo trwające we wzajemnym szacunku. Dzieci mogą czerpać z naszego doświadczenia, a my mamy czas i środki, aby móc tym bardziej zagłębić się i celebrować pomnożony czas na wspólne doznania”. To jest istota nauki Kościoła. Uwierz, wasze dzieci kiedyś Wam za to podziękują, bo będą mogły patrzeć na szczęśliwych rodziców i budować własne rodziny według zasad, które im przekażecie.

Dajmy naszym dzieciom dorosnąć, nie obarczajmy ich wdzięcznością za coś, co powinniśmy robić wyłącznie dla siebie (z uwzględnieniem bezinteresownego dobra wspólnego rodziny), a nie dla dzieci, które za kilka lat i tak wylecą z gniazda. Bądźmy najpierw małżonkami, a dopiero później rodzicami.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail