Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Narkoman, który został księdzem. Poznaj historię Donalda Callowaya

Courtesy-Image
Udostępnij

Znalazłem się na melinie, pełzając po dywanie na czworakach, w poszukiwaniu resztek kokainy, które mogły upaść na podłogę. Dokoła biegały karaluchy, a w zlewie wśród brudnych naczyń łaziły robaki.

Heroina, kokaina, opium, marihuana, mnóstwo alkoholu, nie wspominając już o środkach halucynogennych, takich jak grzyby psylocybinowe i LSD – większość z nich brał zanim skończył 18 lat, a wiele jeszcze przed 14. rokiem życia. Uzależnienie stawało się coraz silniejsze a w parze z nim szła coraz głębsza pustka egzystencjalna.

 

Świadek miłosierdzia 

To, co brzmi jak wstęp do powieści, faktycznie jest autobiografią katolickiego księdza. Ks. Donald Calloway ze Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia opowiada swoją wstrząsającą historię życia w książce „Nie ma odwrotu: świadek miłosierdzia”.

Calloway spędził młodość, ulegając różnym pokusom, od grzechów cielesnych do konfliktów z prawem, w tym kradzieży towarów o wartości wielu tysięcy dolarów. Do tego nocne imprezy, narkotyki, heavy-metal. Do dziś nie pamięta, w jaki sposób na jego ramieniu znalazł się wielki tatuaż – tamtej nocy był naćpany do nieprzytomności.

Był tak zbuntowany, że rozdział w książce, w którym opisuje swoją młodość i to, co wtedy robił, zatytułował „Zwierzę”. Jego rodzina (zwłaszcza rodzice) bardzo przeżywali jego zachowanie, choć on szczerze ich nienawidził. Calloway opisuje obrazowo, jak nisko upadł i osiągnął zupełne dno:

Pewnego razu znalazłem się na melinie, pełzając po dywanie na czworakach w poszukiwaniu resztek kokainy, które mogły upaść na podłogę. Dokoła biegały karaluchy, a w zlewie wśród brudnych naczyń łaziły robaki. Na zapleczu słychać było płaczące dziecko zostawione bez opieki. A jednak ja pełzałem po podłodze, tuż obok matki tego dziecka, szukając gorączkowo białego proszku. Gdybyśmy znaleźli coś białego, włożylibyśmy to do fajki i zapalili, nawet gdybyśmy nie wiedzieli, co to jest.

 

Królowa Pokoju 

Co mogło zmienić tego zbuntowanego chłopaka, to „zwierzę” (jak później opisał siebie), w pobożnego katolickiego księdza, nie mówiąc już o elokwentnym autorze książek z teologii i mariologii? Wszystko zaczęło się pewnej nocy w marcu 1992 roku, kiedy, ku zaskoczeniu swoich przyjaciół, Donald postanowił nie pójść, jak zwykle, na imprezę. Został na noc w domu. Czuł się ogromnie przygnębiony, opanowała go tęsknota i pustka.

Siedziałem tam sam w swoim pokoju, nie mając nic do roboty i nikogo, z kim mógłbym porozmawiać. Moja egzystencja była śmiechu warta. Moje życie było pustynią i miałem nadzieję, że w jakiś sposób dobiegnie końca. Nienawidziłem swojego życia. Byłem nerwowy i niespokojny.

Szukając sposobu, aby wypełnić czas, zaczął przeglądać półkę z książkami swoich rodziców. Jego ręka wylądowała na dziwnej książce na temat tak obcy i niezrozumiały dla nastolatka, że aż intrygujący. Książka miała tytuł Królowa Pokoju odwiedza Medjugorie.

To właśnie historia objawień maryjnych w Medjugorie była początkiem jego nawrócenia. Nad książką spędził całą noc. W tym czasie wzburzenie i niepokój, które wcześniej odczuwał, ustąpiły miejsca pogodzie ducha i pokojowi, które wypełniały jego wnętrze. Przesłanie z Medjugorie dotknęło go tak bardzo, że zapragnął modlitwy i pojednania z Bogiem. Po raz pierwszy coś dało mu nadzieję wyjścia z jego uwłaczającej przeszłości, z życia w grzechu i rozpaczy.

 

Orzeźwiające piękno

„Dziewica Maryja mówiła rzeczy, które były tak jasne i urzekające, że poczułem wzruszenie i autentyczne głębokie poruszenie. Był to rodzaj emocji, jakich nie doświadczałem od czasu, kiedy byłem małym chłopcem”. W tej kobiecie, Dziewicy Maryi, odkrył piękno, które nie było trujące i grzeszne, ale czyste i orzeźwiające.

„Wcześnie rano, kiedy zamknąłem książkę, powiedziałem: Przesłanie w tej książce odmienia życie. Nigdy nie słyszałem czegoś tak cudownego i przekonującego, i tak potrzebnego w moim życiu. Można powiedzieć, że to była moja pierwsza modlitwa. Kimkolwiek była ta Dziewica Maryja, wierzyłem w to, co mówiła – że jest moją matką i przyszła z nieba dla mnie”.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail