Aleteia

Propozycja noworoczna. Podobno żadne małżeństwo się na tym nie zawiodło!

Udostępnij

Dla zachowania dobrej kondycji Kościołowi wystarczy jeden ołtarz. W małżeństwie sprawa się komplikuje – tu ołtarzy potrzeba aż trzech.

Każdy nowy rok jest festiwalem niedotrzymanych postanowień. Często zapał z pierwszych dni stycznia w lutym jest już tylko wydmuszką. Nie zamierzam podawać sztucznych recept na wytrwałość. Myślę, że jeżeli naprawdę ekscytująca jest dla nas wizja celu oraz procesu dochodzenia do niego i jeżeli postanowienie wypływa z autentycznej życiowej potrzeby, a nie mody, każda recepta będzie dobra.

Inspiracją do podjęcia przeze mnie działań, które opiszę poniżej, a do których chciałbym zachęcić także was, były słowa Mariusza Marcinkowskiego – założyciela mojej wspólnoty i trenera rozwoju. Otóż twierdzi on, że nie zna małżeństwa praktykującego w swoim życiu trzy ołtarze, które borykałoby się ze słabą kondycją swojej relacji. Cóż… Ja nie znałem jakiegokolwiek małżeństwa, które by je praktykowało, więc nie pozostawało mi nic innego, jak przekonać się samemu.

 

Ołtarz Eucharystii i Słowa Bożego

Najważniejszy i jedyny, który wykracza poza mury mieszkania. Zdarza się, że nie idziecie jako małżeństwo razem na mszę świętą, bo jedno z was musi zostać z dziećmi i uczestniczy w Eucharystii dopiero, gdy współmałżonek wróci?

Wydaje się to praktyczne, ale czy jest dla was dobre? Naprawdę jest różnica między takim przeżywaniem niedzieli, a pójściem na wydarzenie, będące szczytem chrześcijaństwa, razem. Jeśli są trudności, trzeba je potraktować jak wyzwanie i zawalczyć o ten czas.

Jeśli jesteśmy jednością, której początek miał miejsce przy ołtarzu, to nie możemy przed ten ołtarz wracać osobno. Inna sprawa, że mamy tez wtedy więcej czasu dla siebie w ciągu dnia.

Ten ołtarz Eucharystii warto jeszcze nieco rozbudować i przedłużyć go na przestrzeń domową. U nas dzieje się to w niedzielne wieczory, gdy bierzemy wspólnie do ręki Słowo Boże z Ewangelii, którą wcześniej słyszeliśmy na mszy świętej. Czytamy je wspólnie, dzielimy się tym, co nas w nim najbardziej porusza i w jego świetle rozmawiamy o naszym życiu.

Kosmos? Nieprawda. Wystarczy kwadrans co tydzień. Takie dzielenie się słowem Bożym otwiera na rozmowę o różnych codziennych sprawach, konfliktach, sprzeczkach, zranieniach, które niepotrzebnie chowamy w sercu. Stwarza warunki, by spokojnie i na bieżąco o nich mówić lub przyjmować niełatwą prawdę o nas samych.

 

Ołtarz posiłków

Kompletną porażką jest stół służący nam w domu jedynie za podstawkę do laptopa lub do podpierania łokci przy oglądaniu telewizji, kiedy posiłki zjadamy osobno, w swoich pokojach, nie przerywając tego, co akurat nas zajmuje. Trzeba zmienić te przyzwyczajenia.

Pan Jezus najważniejsze sprawy załatwiał właśnie przy stole. Przy nim budował relacje. Czy zwróciliście kiedyś uwagę na fakt, że w Ewangelii jest mnóstwo momentów, gdy Chrystus idzie w gościnę, a czasem się wręcz do kogoś wprasza? Przypomnijmy sobie wesele w Kanie czy Ostatnią Wieczerzę i naśladujmy tę piękną praktykę.

To przy wspólnym posiłku mamy nieraz jedyną okazję w ciągu dnia, by całą rodziną spotkać się i porozmawiać. Zwyczajnie nieroztropne jest zaniedbywanie tego ołtarza. Warto uczyć dzieci, że stół jest szczególnym miejscem w domu. I warto, by znajdował się on w centralnym miejscu, stając się ołtarzem spotkania, a nie taką samą powierzchnią jak podłoga, komoda czy blat w kuchni.

Gdy pewnego dnia jedliśmy z żoną dość późno obiad, a nasza córeczka była już po posiłku w żłobku, zasiedliśmy do stołu tylko we dwoje. Wzbudziło to płacz i lament. Pomyśleliśmy, że to coś pięknego, gdy dziecko od małego ma wpojony zwyczaj rodzinnego posiłku, bo dostaje na dorosłe życie gotową przestrzeń, by we własnej rodzinie załatwiać ważne sprawy.

 

Ołtarz łoża małżeńskiego

O seksie w małżeństwie napisano już mnóstwo. Ale czy miejsce dla niego przeznaczone traktowaliście kiedyś w kategoriach ołtarza? Jeżeli w taki sposób podchodzimy do stołu, to do łoża tym bardziej, bo na nim dzieją się rzeczy daleko bardziej sakralne.

Uczestniczymy w końcu w Boskim cudzie stwarzania, a nasza małżeńska bliskość osiąga swój szczyt. Twórzmy więc z tego miejsca sacrum. Niech ono będzie w miarę możliwości tylko nasze. Niech nie nocują na nim nasi goście. Nie przyzwyczajajmy do spania w nim naszych dzieci. A jeśli już przyzwyczailiśmy, to odzwyczajajmy.

Być może twoja żona już dawno przywykła, że nie zasypiacie razem, bo zawsze wieczorem masz jeszcze masę różnych zaległości lub swój czas na relaks. Cóż – musimy umieć rezygnować z siebie. Kobiety marzą o wspólnym zasypianiu. Do swoich zaległych tematów możesz odpowiednio wcześniej wstać, ale spać połóż się wraz z małżonką. Zarówno ona, jak i Pan Bóg docenią to poświęcenie – gwarantuję.

(Być może niesłusznie ograniczam tę sprawę tylko do brzydszej płci, ale nigdy nie słyszałem, by to mężczyzna skarżył się na brak wspólnego zasypiania.)

***

Wiadomo, że nasze warunki mieszkaniowe są różne. Nie chodzi tu o sztywne prawo, ale pewne granice, które sami powinniśmy sobie ustalić, by te trzy ołtarze mogły w naszej rzeczywistości zafunkcjonować.

W moim małżeństwie przed ich wprowadzeniem nie sądziliśmy, że mogą tak skutecznie porządkować wspólne życie i wpływać na jakość relacji. Troska o ich dobre funkcjonowanie okazała się dość łatwa w porównaniu z naszymi obawami, a efekty w codziennym życiu są nieocenione.

Zanim więc postanowisz sobie z okazji nowego roku codzienne bieganie, chodzenie na siłownię czy częstsze czytanie książek, spróbuj wziąć się za to, co naprawdę ważne, a reszta przyjdzie sama. Sprawdzone.