Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kompleks Edypa? Raczej kompleks Telemacha!

Udostępnij

W figurze Telemacha, któremu młodość upłynęła na tęsknocie za nieznanym ojcem, można zobaczyć los wielu współczesnych dzieci.

Blogi, portale, warsztaty i konferencje o tym, jak być dobrym ojcem – „tacierzyństwo” jest teraz na fali. Najwyraźniej istnieje luka, którą wypełniają takie porady. Znany włoski psychoterapeuta Massimo Recalcati tak ocenia to zjawisko: po latach niedoceniania ojców, ignorowania ich i walczenia z nimi zaczynamy rozumieć, jak ważną rolę odgrywają w życiu dzieci i jakie problemy wywołuje ich nieobecność.

Racalcati uważa, że zamiast o kompleksie ojcobójcy Edypa powinniśmy dzisiaj mówić o kompleksie Telemacha – jednego z bohaterów „Odysei”, który wychowywał się bez ojca.

Kompleks Edypa wymyślił twórca psychoanalizy Zygmunt Freud. Uważał on, że w relację syna z ojcem wpisany jest fundamentalny konflikt. Poprawne rozwiązanie tego konfliktu ma leżeć u podstaw moralności oraz procesu kształtowania się wzorów i ideałów. Nazwa kompleksu pochodzi od Edypa – mitologicznego króla Teb, który – nie znając swych biologicznych rodziców – zabił ojca i ożenił się z matką.

A kim był Telemach? Jego imię znamy z greckiego eposu o wędrówce Odyseusza, króla Itaki do domu po zakończeniu wojny trojańskiej. Telemach był jego synem. Poznał ojca dopiero w wieku 20 lat, ponieważ urodził się tuż przed jego wyjazdem na wojnę. Najpierw czekał na ojca, a potem wyruszył na jego poszukiwania. Ostatecznie obaj spotkali się w rodzinnym domu.

W figurze Telemacha, któremu młodość upłynęła na tęsknocie za nieznanym ojcem, można zobaczyć los wielu współczesnych dzieci. Po pierwsze – ojcowie dzisiaj długo pracują. Dawno temu, gdy ludzie pracowali głównie na roli i w przydomowych warsztatach, a dzieci od małego pomagały im w tych zajęciach, ojcowie byli znacznie bardziej obecni w ich życiu.

Po drugie – matki, babcie, opiekunki i nauczycielki stały się głównymi fachowcami od dzieci. Jeśli ojciec chce zająć się dzieckiem, zwraca się do żony po wskazówki. Nie tylko wtedy, kiedy potomek jest niemowlęciem, ale przez całe jego życie.

Najbardziej zmieniło się wychowanie chłopców. Dawniej w wieku kilku lat przechodzili oni spod opieki matek i zaczynali robić to samo, co ojcowie: orać, rąbać drewno, polować albo robić buty. Teraz mają do czynienia niemal wyłącznie z kobietami.

Czym skutkuje brak ojca? „Dziecko uczy się relacji damsko-męskich, obserwując matkę i ojca. Jeżeli brakuje połowy tego związku, pojawiają się problemy” – mówi Krzysztof Włodarczak, psychoterapeuta, który prowadzi poradnię Sensity i blog www.dzienojca.org.

Zadaniem ojca jest zapewnienie rodzinie bezpieczeństwa. „To się odbywa na wielu płaszczyznach – nie tylko na płaszczyźnie materialnej” – mówi Włodarczak. Kobieta powinna mieć oparcie w swoim mężczyźnie. Musi mieć w nim partnera do rozmowy i rozwiązywania bieżących problemów.

Chłopiec, który nie ma silnego męskiego wzorca, może wyrosnąć na człowieka biernego, lękowego, bojącego się podejmowania decyzji i nieumiejącego wcielać w życie swoich postanowień. Natomiast dziewczynka uczy się od ojca, czego może, a czego nie może oczekiwać od mężczyzn. Dostaje też od niego pewność siebie. „Dla dziewczynki ojciec jest, paradoksalnie, źródłem miłości. Ona wie, że tata jest osobą, do której zawsze można przyjść. Obroni ją i wyciągnie z tarapatów – nawet jeśli będzie bardzo niezadowolony, że w takie tarapaty wpadła” – mówi Włodarczak.

Poza tym ojciec jest odpowiedzialny za ustalanie zasad. „Czasem słychać głosy, że zasady są przemocowe. Nieprawda! Jeśli zabraknie jasnych reguł, dzieci wcale nie są szczęśliwe, tylko miotane różnymi, nieraz sprzecznymi chęciami. Łatwo ulegają temu, co się im proponuje i nie mają poczucia bezpieczeństwa” – dodaje psychoterapeuta. Kiedy dziecko dojrzewa, próbuje obalić wytyczone granice. Wtedy rolą ojca jest takie poszerzanie strefy swobody, żeby w kontrolowanych warunkach przygotować młodego człowieka na nowe doświadczenia.

Książka Massimo Recalcatiego „Il complesso di Telemaco. Genitori e figli dopo il tramonto del padre” (Kompleks Telemacha. Rodzice i dzieci po zmierzchu ojcostwa), która ukazała się w 2013 r., wzbudziła spore zainteresowanie we Włoszech. „Rewolucja seksualna 1968 r. przyniosła odrzucenie wszelkich autorytetów, w tym autorytetu ojca. Teraz, po latach społeczeństwo zaczyna dostrzegać, że nie da się funkcjonować bez ojca. Możemy się zastanawiać, a nawet spierać, jaka powinna być jego rola. Ale że ojciec jest każdemu z nas potrzebny – to jest bezdyskusyjne” – komentuje książkę Recalcatiego ks. Piotr Studnicki.

Dodaje, że autor dostrzega również społeczne skutki kryzysu ojcostwa. „Ojciec powinien być gwarantem porządku i prawa. Dzisiaj, kiedy wszelkie zasady są rozmyte albo nie ma ich wcale, istnieje wielka potrzeba przywrócenia ojcom ich roli” – zauważa ks. Studnicki.

Kapłan dostrzega ten problem również w pracy duszpasterskiej. „Kiedy brakuje ojca – czy to z powodu jego fizycznej nieobecności (śmierć, rozwód), czy z powodu alkoholizmu, przemocy, to jest zawsze bardzo poważny problem, który uderza w różne sfery życia: emocjonalną, religijną, seksualną. Oczywiście te trudności nie są niemożliwe do pokonania. Jestem księdzem, więc widzę na co dzień, jak działa miłosierdzie Boże” – mówi ks. Studnicki.

Również na kompleks Telemacha – o ile zgodzimy się, że coś takiego w ogóle istnieje – patrzy optymistycznie. Kiedy coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji braku ojca, pojawia się coraz większe zainteresowanie tematem dobrego ojcostwa: „Nawet ja byłem w ostatnim czasie zaproszony na kilka takich wydarzeń – warsztaty o ojcostwie, wygłoszenie rekolekcji o ojcostwie, a nawet na rowerowy wyścig ojców i synów” – kończy duchowny.