Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Nie tylko kreda. Znacie tradycję palenia kadzidła w domach na Trzech Króli?

Lefteris Heretakis/ Flickr
Udostępnij

W uroczystość Objawienia Pańskiego nasze mieszkanie pachnie kadzidłem. Robimy znak krzyża, oplatamy wszystko żywicznym dymem. Świadomie prosząc Boga o Jego obecność w tym domu.

Tradycja okadzania mieszkania

Na Trzech Króli zawsze wraca do mnie jedno ze wspomnień z dzieciństwa. Za oknem śnieg i ciemno, warszawskie rodzinne mieszkanie na Grochowie rozjaśnione ciepłym światłem. Jest i spora, żywa choinka rozświetlona kolorowymi lampkami przyczepionymi klipsami do gałązek, otulona przezroczystym „włosem anielskim” oraz kłaczkami waty udającymi śnieg.

Jest i szufelka do węgla (używana na co dzień do kuchni z fajerkami) w ręku Babci. Na niej kilka rozżarzonych węgielków wyjętych z kuchennego paleniska i ten zapach, tak specyficzny: żywiczno-ziołowy. Szare stróżki dymu unoszące się do góry, oplatające Babcię esami-floresami, mknące do sufitu, widoczne w świetle lamp. Dziwna obecność.

Babcia szła, a ja za nią dreptałam krok w krok, ciągle nie mogąc nadziwić się temu zapachowi pojawiającemu się w naszym mieszkaniu tylko raz w roku. Szła z pokoju do pokoju, trzymając przed sobą szufelkę, kreśliła nią w powietrzu znak krzyża i prosiła o błogosławieństwo.

Czułam, że dzieje się coś ważnego; coś, czego nie umiałam wtedy wytłumaczyć; że ten pachnący dym ma sprawić, iż będzie nam tutaj wszystkim lepiej i że nas w jakiś sposób ochroni.

Dopiero po tej czynności odbywało się rytualne pisanie białą kredą na drzwiach. Równe, zgrabne literki i cyfry roku – kreślone ręką Babci. Pamiętam, że zawsze odbywało się to niejako komisyjnie – by potwierdzić, czy jest ładnie i równo. Taki stempel na naszych drzwiach.

Kadzidło i Boża obecność 

Potem – gdy już mieszkałam z rodzicami w bloku, bez pieca i węgla – moja Mama kontynuowała dzieło Babci. Tylko zamiast szufelki do węgla używała zwykłej metalowej zakrętki od słoika, trzymanej szczypcami, by się nie oparzyć. Te same czynności. Ten sam zapach palących się ziarenek kadzidła. Spowijanie dymem całego naszego domowego życia. Potem biała kreda na drzwiach mieszkania. Gdy już umiałam pisać, Mama podstawiała mi taboret i próbowałam swoich sił. Tylko więcej razy ścierałam, bo efekty nie były zadowalające.

Od 10 lat w uroczystość Objawienia Pańskiego nasze małżeńskie mieszkanie zawsze wieczorem pachnie kadzidłem. Teraz my powtarzamy gesty Babci i Mamy. Robimy znak krzyża, oplatamy wszystko żywicznym dymem. Świadomie prosząc Boga o Jego obecność w tym domu. Oddając mu nas – domowników.

Potem stajemy przed naszymi drzwiami, by napisać kredą znak. Co jednak zrobić, gdy drzwi wejściowe są białe? To był poważny dylemat pierwszego naszego święta w nowym mieszkaniu. Ale uratowali nas ojcowie dominikanie, którzy błogosławili i rozdawali nie tylko białą, ale też i kolorową kredę. Od tej pory skrót od „Christus Mansionem Benedicat” zapisujemy którąś z barw tęczy.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail