Aleteia

Gdzie ci mężczyźni?! Bez nich nie da się mówić o dylematach bioetycznych

Udostępnij

Dziecko rozwijało się bez nerek. Wszyscy doradzali aborcję. Mąż się na nią nie zgodził. Ona później przyznała, że właśnie takiej jego postawy potrzebowała, żeby przetrwać.

 In vitro, antykoncepcja, aborcja, eutanazja. Debaty bioetyczne co chwila rozgrzewają umysły Polaków i powoli każdy staje się „specjalistą” w tych sprawach. Tylko czy naprawdę wiemy, kogo one dotyczą? I czy mężczyźni mają z nimi coś wspólnego?

Piotr znaczy skała

To pytanie tylko na pozór prowokacyjne. W każdej sytuacji dylematu medycznego czy moralnego pojawia się jakiś mężczyzna. O in vitro, antykoncepcji i aborcji w zasadzie nie da się rozmawiać bez mężczyzn. Podobnie, jak o eutanazji. W Polsce oficjalnie to mężczyzna po raz pierwszy poprosił o nią sąd.

Chciałbym jednak zastanowić się nad czymś innym. Do refleksji sprowokował mnie przyjaciel, który doświadczył tych wątpliwości bardzo namacalnie. Piotr razem z żoną Magdą wystąpili ostatnio w jednym z programów telewizyjnych. Temat: trudne ciąże. Mieli o czym opowiadać. Ponad rok temu dowiedzieli się, że na świat przyjdzie ich czwarte dziecko. Po pierwszym badaniu USG radość zamieniła się w obawy, lęk i smutek. Maleństwo umiejscowiło się w macicy, w niebezpiecznym miejscu, tuż przy bliźnie, która została Magdzie po poprzednich operacjach.

Byłem w szoku, kiedy się o tym dowiedziałem. Z natury jestem trochę mądraliński. Nie podejrzewałem więc, że mnie, bioetyka, coś może jeszcze zaskoczyć. A tu taka sytuacja, u tak bliskich osób. I nagle totalnie brakuje ci słów. To już nie jest „tylko” dylemat: ciążę usunąć czy zostawić. W takiej sytuacji mężczyzna zadaje pytanie, czy jego żona przeżyje tę ciążę. Czy dziecko się urodzi? Kogo wybrać?

Mocny Bogiem

Nie wiem, czy Piotr zadawał sobie dokładnie takie pytania, ale kiedy myślałem o jego sytuacji, nasuwały mi się automatycznie. Modliłem się za to małżeństwo, pytałem, szukałem informacji. Piotrek mnie zaskoczył. Jego żona powiedziała mi, że on jest absolutnie pewien, że wszystko będzie dobrze. To nie było tanie pocieszanie w obliczu dramatu, ale twarda, pewna postawa, którą zachowywał podczas badań czy rozmów z lekarzami.

W wywiadzie, którego udzielił w telewizji, pokazał, jak bardzo jest mocny. Mocny Panem Bogiem, co bardzo wyraźnie podkreślił. I taka postawa zaprocentowała.

Magda żyje, ma się dobrze, a w trakcie ciąży dzieciątko – medycznie trudno to wytłumaczyć – przesunęło się z dala od blizny. Chłopiec urodził się jako największy na oddziale. Ma mamę, która dała mu całkowicie bezpieczne miejsce. Ma tatę, który walczył o niego, rzucając się w ramiona Ojca w niebie.

Mężowie, odwagi

Myśląc o Piotrze i Magdzie, przypomniałem sobie też inną historię. Czasem z moją żoną pracujemy z małżeństwami. Staramy się doradzić, pomóc, wysłuchać. Ona zgłosiła się do nas mailowo. Obawiała się, że mąż ją zdradza. Odpisywaliśmy na wiadomości, zdalnie próbowaliśmy szukać rozwiązania. Potem zamilkła. Ponownie odezwała się po kilku miesiącach. Była szczęśliwa. Mąż do niej wrócił, a ona była w drugiej ciąży.

Niestety, maluszek rozwijał się bez nerek. Lekarze stwierdzili, że trzeba wcześniej „skończyć ciążę”. Bliscy też tak radzili. „Po co się męczyć? Z tego i tak nic nie będzie. Zajdziesz w następną ciążę” – doradzali. Tylko jedna osoba była innego zdania. Jej mąż, z którym o mało co się nie rozstała.

Kategorycznie powiedział, że nie zgadza się na aborcję. Ona, kiedy nam o tym napisała, stwierdziła, że dokładnie takiej postawy z jego strony potrzebowała. To dało jej siłę, żeby przetrwać. Ich synek żył dwie godziny po urodzeniu. Widziałem ich zdjęcia, jak witali tę maleńką kruszynkę, a jednocześnie się z nią żegnali.

Wspominając tamto wydarzenie wróciłem do filmu „Odważni”. To amerykańska produkcja z mocnym chrześcijańskim przekazem. Opowiada historie kilku mężczyzn – twórców deklaracji, w której zobowiązali się przed Bogiem, że będą chronić swoje rodziny, walczyć o nie i czuwać nad nimi. W jednej z końcowych scen główny bohater głośno krzyczy do mężczyzn, który przyjechali na konwencję ze swoimi rodzicami. Pyta: „Gdzie jesteście, mężowie odwagi?!”. To amerykańskie, cukierkowe i patetyczne – pomyśli ktoś. Może to naiwne, ale chciałbym takich mężczyzn w prawdziwym życiu.