Aleteia logoAleteia logoAleteia
poniedziałek 05/12/2022 |
Św. Saby Jerozolimskiego
Aleteia logo
For Her
separateurCreated with Sketch.

Jola Szymańska: Zrób coś dla siebie i swojej wiary: nie szukaj Boga w internecie

Uśmiechnięta Jola Szymańska

fot. Marek Straszewski

Jola Szymańska - 12.01.17

W internecie można znaleźć całą masę dobra. Świadectwa, rozważania, mądre rady – wystarczy wpisać odpowiednie hasło. Znajdziemy tu też uzasadnienie dla każdej tezy i usprawiedliwienie każdego zachowania. Bo tutaj każdy ma rację.

Trzy Szustaka na niechęć

Internet bardzo nas rozleniwił. Nie musimy iść do kościoła, wystarczy obejrzenie na YouTube kilku filmów o wierze. Traktujemy je jak tabletkę na modlitewną niechęć. Po trzech Szustakach powinno się przecież zachcieć. Ale jest jeden problem. W internecie nikt nie udzieli nam indywidualnej odpowiedzi. Usłyszymy tylko ogólniki, które można bardzo wygodnie interpretować. No, chyba że siedzimy z przyjacielem na messengerze.

Wszyscy lubimy się z kimś utożsamić, uwierzyć, że wiele nas z daną osobą łączy. Na tym polega blogosfera, YouTube. To bardzo fajne miejsca spotkań z innymi ludźmi. Ale osoby, które obserwujemy, mogą się mylić, nie są idealne, popełniają błędy i mają do tego prawo. Co więcej, nie znaczy to, że coś jest z nimi nie tak.

Sieć – i diagnoza gotowa

Między innymi dlatego, jeżeli szukasz prawdy o sobie i swoim życiu, nie znajdziesz jej w internecie. W sieci znajdziesz wyłącznie ludzi. Mogą zgodzić się z twoją opinią, ale i tak nie będziesz znał ich motywacji. Mogą cię poprzeć, ale często nie dlatego, że chcą dobrze dla ciebie. Po prostu, z jakiegoś powodu uważają podobnie.

Sama przechodzę to z obu stron. W prowadzeniu „katolickiego” bloga najtrudniejsze są dla mnie oczekiwania. Wiele osób oczekuje, że będę ideałem. A nie jestem. Widząc w kimś ideał wierzymy, że też możemy go osiągnąć. W dodatku internet jest miejscem, w którym naprawdę możemy uwierzyć w to, że jesteśmy bez skazy. Udostępniamy posty o pomocy bezdomnym, kupujemy serduszka WOŚPu, nie wypowiadamy się na trudne tematy, używamy ładnych słów i nie wiedzieć czemu oczekujemy, że inni też zagrają w taką wizerunkową grę.

Zamiast wyciszyć się i skupić się na swoich błędach, wyszukujemy błędy u innych. Irytujemy się czyjąś innością. Ci za wcześnie się zaręczyli, tamten nie ma gustu, a ona jest dziwna. Prosta diagnoza.

Rady stamtąd

Kiedyś, mając duży problem z Facebookiem, bo nie chciałam go w ogóle zakładać, przeczytałam, że może być on świetnym i bardzo pomocnym narzędziem – pod jednym warunkiem: że korzysta się z niego świadomie. Zrozumiałam, że pierwsza rzeczy której muszę się nauczyć, to oddzielenie internetowego profilu ode mnie samej. Tam jest jakiś fragment mojego wizerunku, ale to tutaj jestem cała i prawdziwa. To tutaj, w prawdziwym życiu można mnie poznać. To tutaj ja mogę poznać kogoś naprawdę.

Nasze zdziwienie ludźmi nie byłoby takie dziwne, gdyśmy pamiętali, że naprawdę się różnimy. Nie ma dwóch identycznych osób o tych samych doświadczeniach. Ale najgorsze jest coś innego. Fakt, że jako chrześcijanie na wyciągnięcie ręki mamy rzeczywistość, totalnie opartą na prawdzie i miłości. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że rady STAMTĄD mają na celu dobro każdego z nas. A zamiast czerpać z niego, szukamy rad w internecie, w którym nikt nie powie nam całej prawdy. Bo nikt nas tam do końca nie zna.

Jedyne miejsce

Jedynym miejscem, w którym możemy sobie poradzić z naszymi problemami jest real. Nasze życie. A ono zaczyna się, trwa i kończy w Chrystusie. Nie szukaj rad w internecie. Nie kieruj się youtuberami czy blogerami. Otwórz Pismo Święte i stań w totalnej prawdzie przed Bogiem. Niczego więcej ci nie potrzeba.

W internecie można znaleźć masę abstrakcyjnych żartów, szalonych ludzi i setki tysięcy słodkich kotów. Ale to to tylko przejaskrawione odbicie naszej rzeczywistości. Prawdziwe życiodajne źródło czeka, kiedy wreszcie odkleisz się od ekranu.

Wiesz już, na co przeznaczysz adwentową jałmużnę?

Pomóż nam, tak jak inni Czytelnicy, szerzyć dobro i wiarę w Internecie. Wystarczy, że każdy wpłaci tylko 12 złotych, byśmy mogli dalej tworzyć darmowe treści, które podnoszą Cię na duchu.

Złóż adwentową jałmużnę
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Tu możesz poprosić zakonników o modlitwę. Wyślij swoją intencję!


Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail