Aleteia

Opowieść matki, która zamiast poddać się aborcji, przyjęła życie córeczki ze śmiertelnymi wadami wrodzonymi

Bridget Colla/Flickr
Udostępnij

„Benedetta, kochanie ty moje, jeśli chcesz odejść, idź. Jesteśmy gotowi. Idź do Jezusa i powiedz mu, że jesteśmy szczęśliwi, że przyszłaś na świat”.

Pogrzeb był przepiękny, to było święto w gronie przyjaciół. W smutku doświadczyłam wielkiej radości. Nikt nie składał nam kondolencji. Wszyscy nam dziękowali, a my mówiliśmy: „trzeba dziękować Bogu”. Michele i ja naprawdę nie jesteśmy wyjątkowi. Przeciwnie. Żadni z nas superbohaterowie, czy szczególnie dobrzy chrześcijanie. Po prostu otworzyliśmy drzwi Chrystusowi i powiedzieliśmy Mu „tak”. Były kłótnie, płacze, nieporozumienia, ale jeśli udało się nam, to może się udać każdemu. Każdy może doświadczyć radości, którą odczułam w czasie pogrzebu mojej córeczki. To był dar od Boga, ta radość dosłownie mną owładnęła. Zresztą wcześniej byłam przekonana, że nie będę w stanie uczestniczyć w pogrzebie mojej maleńkiej. Mówiłam mężowi: „Nie chcę iść. Umrę, jak zobaczę białą trumienkę. Uświadomię sobie, że straciłam dziecko i dojdę do wniosku, że wszystko to, co przeżyliśmy w okresie ciąży i dwóch dni życia Benedetty, po prostu sobie wymyśliłam”. Ale stało się inaczej. Ten pogrzeb był Paschą mojego życia. Kiedy trumna została wprowadzona do kościoła, nasi bracia ze wspólnoty śpiewali „Przybądź z Libanu”. Zalała mnie nieziemska radość i czułość. To była radość kogoś, kto umiera i widzi pusty grób. Poczułam pewność, że Benedetta jest w niebie, bardziej żywa niż ja, że życie wieczne istnieje. Ten pogrzeb był jakby ukoronowaniem mojego życia i ciągle, choć minęły już cztery lata, czuję tę samą radość, a zarazem nie pamiętam o bólu i cierpieniu. To łaska, jaką otrzymałam od Pana.

Utworzyłaś na Facebooku profil „Nie dla aborcji terapeutycznej” („No aborto terapeutico”). Opowiadasz tam swoją historię, ale także historie innych osób, które dziś mogą liczyć na pomoc Comfort Care. Co to jest?

Szukając informacji do swojego profilu na FB, trafiłam na artykuł doktor Elviry Parravicini, neonatolożki z Columbia University Medical Center w Nowym Jorku. Przez zbieg okoliczności, w którym ja widzę działanie Opatrzności, poznałyśmy się i za jej pośrednictwem i dzięki pomocy bardzo wielu osób wprowadziłyśmy Comfort Care w szpitalu Villa Betania w Neapolu, gdzie urodziłam Benedettę. To protokół leczenia, którym objęto potem także inne szpitale w południowych Włoszech. Comfort Care polega na opiece nad rodzinami oczekującymi dziecka, u którego zdiagnozowano wady uniemożliwiające przeżycie. Obejmuje trzy elementy: odżywanie noworodka taką drogą i w taki sposób, które będą najlepsze w jego stanie, zamiast hospitalizacji na oddziale intensywnej terapii umieszczenie noworodka w przytulnym pokoju, gdzie członkowie najbliższej i poszerzonej rodziny, włącznie z małymi dziećmi, mogą przyjąć dziecko, otoczyć je miłością i towarzyszyć mu aż do śmierci. Może się tam odbyć chrzest lub obrzędy innych religii. Trzecim kluczowym elementem jest leczenie bólu u noworodka za pomocą najodpowiedniejszych w danym wypadku środków. Chodzi o to, żeby zrobić wszystko, by dziecko nie cierpiało i najlepiej jak to możliwe, przeżyło dany mu przez Boga czas.

Zamiast aborcji terapeutycznej, która oznacza całkowitą samotność umierającego noworodka i samotność cierpiącej matki, Titti zachęca, by wybrać piękno życia, a nie śmierć i z miłością towarzyszyć śmiertelnie choremu dziecku w jego narodzinach dla Nieba.

Tekst ukazał się we włoskiej edycji portalu Aleteia
Tłumaczenie: Aleteia