Aleteia
niedziela 25/10/2020 |
Św. Chryzanta i św. Darii
Duchowość

Bóg, który troszczy się o najmniejszy szczegół

Karolina Sarniewicz - publikacja 19.01.17

Makaron z sosem, kwiatek na Dzień Kobiet czy spóźniony, ale idealnie w punkt autobus – takie niby proste rzeczy, a jednocześnie małe cuda – codzienne znaki Bożej obecności.

Im dłużej żyję, tym głębiej wierzę, że Bóg uwielbia troszczyć się o szczegóły. Podrzucać nam drobne niespodzianki w odpowiedzi na nasze najskrytsze myśli, żeby sprawić nam radość i dać znać o swojej obecności. Być naszym doradcą w sprawach najbardziej błahych i puszczając do nas oczko podsuwać zaskakujące rozwiązania.

Czasem za pomocą tych drobiazgów potrafi zmienić całe życie. Innym razem to tylko (aż!) przejaw miłości i (często dowcipny) komunikat: nie jesteś sam, jestem, działam.

Autobus do domu

To była któraś wiosna – ale bardzo wczesna. Wracałam z wigilii paschalnej u dominikanów.

Było już późno w nocy i zimny wiatr poodmrażał mi łydki. Ostatni dzienny autobus odjechał stamtąd równo dwie godziny temu, a do nocnego miałam parę kilometrów drogi.

Nogi bolały mnie tak, że zanim zdecydowałam, co robić, usiadłam na chwilę na przystankowej ławce. Przydałby się jakiś cud. Nagle przypomniało mi się: koleżanka (która niedawno autostopem wróciła z pielgrzymki) radziła, że jeśli się modlić, to tylko o konkrety. A w sprawach transportowych –  koniecznie św. Krzysztofa.

Trochę dla zabawy, trochę z zuchwałości, ale jednak z wiarą, że to może się udać, pomodliłam się, żeby ów święty nadesłał mi mój dzienny autobus do domu – dokładnie za dwie minuty.

Na efekty czekałam z zegarkiem w ręku. Potem tą samą ręką przecierałam oczy ze zdziwienia, bo na przystanek wjeżdżał właśnie mój 116. O dwie godziny spóźniony, ale równo dwie minuty po tym, jak wyartykułowałam prośbę.

Tych mini-cudów z komunikacją miejską zdarzyło mi się w życiu mnóstwo. Kolejny – parę lat później, gdy jechałam na opłatek w zaprzyjaźnionej fundacji.

Teraz to ja strasznie się spóźniałam i martwiłam się, że nie zdążę na składanie życzeń, na którym bardzo mi zależało. Mimo modlitw o dotarcie na czas spóźniłam się o 40 minut. Do siedziby fundacji wpadłam więc zawiedziona i wściekła.

Mini-cuda

Kiedy jednak weszłam do środka, skonstatowałam ze zdziwieniem, że jeszcze nic się nie zaczęło.

„Karolina, cześć” – podeszła do mnie jedna ze znajomych. „Fajnie, że jesteś, ale niepotrzebnie się spieszyłaś. Koledze, który wiezie jedzenie, zepsuł się samochód pod Wawrem. Musimy jeszcze na niego poczekać”.

W takich sytuacjach ze śmiechu bolałby mnie brzuch, gdyby nie to, że nieco niepokoiłam się o osoby postronne, którym niejako zgotowałam taki los. Bo czy koledze naprawdę zepsuł się samochód, tylko po to, żebym to ja mogła zdążyć na życzenia? I co z ludźmi, którzy jechali o dwie godziny spóźnionym autobusem w przeddzień Niedzieli Wielkanocnej? Czy Bóg naprawdę mógłby szkodzić jednym, żeby innym pomagać?

Takie pytania zadawałam sobie milion razy. W odpowiedzi przychodził tylko spokój. Mogło się znaleźć setki powodów, dla których usterka auta mogła się okazać korzystna dla kolegi. Bóg nie miewa chyba niedociągnięć w swoich planach, spowodowanych nagłą modlitwą roztrzepanej i jak zwykle spóźnionej Karoliny Sarniewicz. A ludzie z autobusu? Szkoda, że nie spytałam, która była u nich godzina. Może niczego nie zauważyli? Przy teleportacjach ojca Pio takie małe załamanie czasoprzestrzeni nie byłoby chyba niczym dla Boga trudnym?

Makaron z sosem

Często jednak bywa tak, że dostajemy miły prezent, wcale o niego nie prosząc. Po prostu ktoś, znając nasze myśli, robi nam niespodziankę – i tyle.

Znajomy zaanonsował się u mnie, bo prosiłam, żeby naprawił mi drzwi do łazienki. Kiedy do mnie wędrował, pomyślał sobie, że dzień jest naprawdę udany, ale idealny byłby, gdyby mógł zjeść jeszcze jakiś… skromny makaron z sosem. Z tego marzenia nie zwierzył mi się, ale od razu przeszedł do dzieła naprawy usterki. Kiedy tak kręcił śrubokrętem, żal mi się biedaka zrobiło, więc zaproponowałam obiad: „Tylko…- mruknęłam wstydliwie – w całym domu do jedzenia mam makaron z sosem”.

Długo leczyłam jeszcze szok po tym, jak on prawie rozpłakał się ze szczęścia.

Takie historie można by mnożyć i mnożyć.  Jest wszelako jedna, bez której ten pochwalny esej na temat Bożej troski po prostu nie może się obejść.

Kwiatek na Dzień Kobiet

Mojej koleżance, Monice, smutno było pewnego roku, że w Dniu Kobiet nie ma nikogo, kto mógłby dać jej kwiatek. Chodziła więc ze znajomą po mieście, mając nadzieję, że w końcu znajdzie się jakiś dżentelmen, co to wręczy jej tulipana co najmniej w komercyjnych celach jakiejś sieci supermarketów.

Dziewczyny po drodze wstąpiły do znajomych zakonnic, które podarowały im jakąś książkę, a że książka była jedna, a koleżanek – dwie, postanowiły zmienić cel podróży. Teraz po Warszawie wędrowały już po to, żeby znaleźć ochotnika, który ten podarunek przyjmie.

Los chciał jednak, że wszyscy potencjalni obdarowani chodzili tego dnia parami, a właścicielki książki nie chciały zrzucić na nich swojego dylematu. W końcu ulicą szedł jakiś kleryk. Monika podbiegła do niego, krzycząc coś, że to prezent-niespodzianka i powinien się cieszyć, jak dobry ma dzisiaj dzień.

Klerykowi ze wzruszenia prawie odebrało głos. Książki, którą właśnie dostał, szukał od trzech miesięcy! W wolnych chwilach odwiedzał więźniów i jeden z nich potrzebował dokładnie tej konkretnej pozycji.

Koleżanka sprawiła komuś radość, ale co z jej marzeniem? Kiedy tak szła, uśmiechając się od ucha do ucha, zobaczył ją dawny kolega i… podarował jej kwiatek.

W taki dzień i z takim Bogiem nie mogło się skończyć inaczej.

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
bógcodziennośćcudamodlitwaprośbawiara
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
OJCIEC SERAFIM
Łukasz Kobeszko
Przepięknie śpiewa i modli się w języku Jezus...
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
GIULIA MICHELINI
Silvia Lucchetti
Świadectwo włoskiej aktorki, która urodziła j...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail