Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czemu ciągnie człowieka do człowieka?

Udostępnij

Mówisz drugiej osobie: twoje życie nie minie niepostrzeżenie, bo ja je dostrzegę. Nie minie niezauważone, bo ja będę jego świadkiem.

Dlaczego ludzie są razem? Dlaczego stajemy w pochodach, biesiadujemy z okazji rodzinnych uroczystości, spełniamy masowe toasty u popularnych lipcowych solenizantów, gromadnie zagrzewamy biało-czerwonych do walki o puchary na stadionach i przed wielkimi  ekranami. Istota społeczna – powie każdy, kto zaliczył choćby semestr psychologii. Czemu ciągnie człowieka do człowieka?

Viktor Frankl w słynnym eseju „Człowiek w poszukiwaniu sensu” zapisał, że „szczęście to ja, a sens to my„. Twórca logoterapii, który wierzył, że najgłębszym popędem człowieka jest poszukiwanie sensu, utożsamił go nie z jednostką, a ze społecznością. Choćby i najmniejszą.

Wszak dwoje to już wspólnota. Jak to bardzo w poprzek współczesnego, modnego myślenia, które na piedestał wynosi wszelkie przejawy ja. Z tylu stron słyszymy: dbaj o rozwój osobisty, bądź samowystarczalny, kochaj siebie, zostań swoim przyjacielem, wszystko dla mnie, o mnie, dzięki mnie… Nie twierdzę, że spalanie się li tylko na rzecz drugiego człowieka to główny sens i cel naszego życia, że w imię tego spalania ja w ogóle nie ma znaczenia. Upieram się jednak, że rację ma Aronson, i że tak naprawdę bez drugiego moje życie nie jest pełne.

Marek Kamiński, podróżnik, zdobywca biegunów, po powrocie z camino (Santiago de Compostela nazwał zresztą trzecim biegunem) przytaczał powiedzenie Majów: ty jesteś drugi ja. Jakby chciał podkreślić, że właśnie w tych najprostszych, prymitywnych wręcz warunkach, dostrzec można istotę własnego człowieczeństwa, bo przeglądamy się w oczach i duszach przygodnie napotkanych ludzi. Nawet jeśli wędruje się samotnie, to są obok ci drudzy. Punkty odniesienia.

Bo jak bez drugiego człowieka powiedzieć o sobie, że jest się prawdomównym bądź kłamcą, uczciwym lub oszustem, oddanym albo zdrajcą, prostodusznym bądź szują, dobrym albo złym? Ktoś powie, że takim punktem odniesienia jest nasze wnętrze, sumienie, przykazania czy prawo naturalne. Fakt, nasz głos wewnętrzny po to jest nam dany, żeby umieć nazywać rzeczy po imieniu i odróżniać dobro od zła. Prawda jest jednak też taka, że każdy z nas to mistrz świata w pielęgnowaniu swojego obrazu stworzonego na własne potrzeby. Dobrze więc (przecież doskonale sobie z tego zdajemy sprawę!), jeżeli staniemy przed lustrem – drugim człowiekiem i ten swój wizerunek poprawimy jak przekrzywiony krawat.

W okołosylwestrowym czasie znów usłyszałam jedno z najpiękniejszych wyjaśnień, dlaczego ludzie są razem, dlaczego potrzebujemy choćby jednej bliskiej osoby w życiu. To nie było kazanie, ani żaden wykład. Ani filozoficzny esej. Po raz kolejny obejrzałam uroczy film z gatunku kino popularne.

„Zatańcz ze mną” – Richard Gere w roli głównej tym razem nie odmienia życia upadłej pretty woman, ale postanawia odmienić nieco swoje biorąc lekcje tańca. Jego żona (znakomita Susan Sarandon) zaczyna podejrzewać go o romans i wynajmuje prywatnego detektywa. Po jakimś czasie rezygnuje jednak z jego usług, ale to właśnie do niego wypowiada te genialne słowa: Potrzebujemy świadka naszego życia. Na ziemi są miliardy ludzi… Co w tej perspektywie oznacza pojedyncze życie? A w małżeństwie składamy obietnicę, że wszystko będzie ważne. Dobre rzeczy, złe, okropne, przyziemne… Wszystko, cały czas, każdego dnia. Mówisz drugiej osobie: twoje życie nie minie niepostrzeżenie, bo ja je dostrzegę. Nie minie niezauważone, bo ja będę jego świadkiem.

A my, w gruncie rzeczy, chcemy wierzyć, że nic nie mija bez śladu – żadna miłość, żadne zdanie, żadna decyzja. Że coś dla kogoś znaczymy. Nawet jeśli w połowie jesteśmy nie do życia, a w drugiej – nie do zniesienia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail