Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ta dziewczynka o mały włos nie utonęła. To, że przeżyła, lekarze nazwali cudem

Udostępnij

Rodzice małej Joy są przekonani, że ocalenie córki to dowód na potężną moc modlitwy.

Pod koniec zeszłego roku, podczas wizyty u dziadków w Phoenix, Kristin i Matt Leboda wybrali się ze swoimi dziećmi na basen. 19-miesięczna Joy niepostrzeżenie oddaliła się od rodzeństwa i jakoś przemknęła przez bramki prowadzące na basen. Zaniepokojony zniknięciem dziewczynki ojciec zaczął jej szukać. Znalazł Joy w basenie, pływającą twarzą w dół, jej ciałko było sztywne i zimne. Matt natychmiast rozpoczął reanimację, żarliwie modląc się do Boga, by przywrócił jego córce oddech.

Reanimacja nie przynosiła efektu. Serce dziewczynki ruszyło znowu dopiero w szpitalu, jednak lekarze nie robili rodzicom zbyt wielkich nadziei… Joy została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej, co miało zwiększyć jej szanse na przeżycie. Pierwsze dwie doby były decydujące.

Ruszyła sztafeta modlitwy. Ojciec Ignatius Mazanowski, brat Kristin, przez siedem dni odprawiał przy łóżku Joy msze święte. Powiedział potem Catholic News Agency o jednej szczególnej Eucharystii – w święto Świętej Rodziny. Zdaniem duchownego wtedy uzdrowienia doznała nie tyle Joy, co Kristin, która obwiniała się i potępiała za wypadek córki. Dzięki modlitwie przebaczyła samej sobie i mogła się skupić na Joy, co na pewno miało wpływ na polepszenie stanu dziewczynki.

Matt i Kristin Loboda są przekonani, że modlitwy zanoszone przez rzesze ludzi miały ogromne znaczenie dla zdrowia ich córki. Już po niespełna dwóch tygodniach od wypadku Joy była w stanie reagować na bodźce i samodzielnie oddychać. Trwająca rehabilitacja przynosi bardzo dobre efekty – teraz dziewczynka już sama siada, je, uśmiecha się, rozpoznaje i przywołuje członków swojej rodziny.

Czasem przyjmuje też gości, którym rodzice mogą osobiście podziękować za modlitwę.

Wszyscy są bardzo zaskoczeni tym, że Joy w ogóle przeżyła wypadek, a co więcej – że dalej się rozwija. Jak stwierdziła jedna z pielęgniarek, to bardzo rzadko się zdarza w przypadku ofiar utonięć. „Tymczasem – jak powiedział Matt Laboda 12News w Phoenix – nic nie wskazuje na to, żeby Joy miała po wypadku jakieś uszkodzenia”.

Niedawno na profilu na Facebook Pray for Joy Kristin napisała, że kolejni lekarze i pielęgniarki potwierdzają, że powrotu dziewczynki do życia i zdrowia nie da się wytłumaczyć medycznie. „Bogu niech będą dzięki!” – konkluduje mama Joy.

Tekst ukazał się w angielskiej edycji portalu Aleteia

Tłumaczenie: Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail