Aleteia

Ks. Michał: Dlaczego poszedłem do domu publicznego po kolędzie?

EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

„Już cztery miesiące modlę się, by tu wejść i powiedzieć wam ważne rzeczy”, przyznałem – opowiada Aletei ks. Michał Misiak.

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Dlaczego zdecydował się ksiądz wejść do domu publicznego podczas wizyty duszpasterskiej?

Ks. Michał Misiak*: Zawsze kiedy zaczynam pracę w nowej parafii robię na początku tzw. rozeznanie terenu. Chodzę po ulicach, rozmawiam z ludźmi, modlę się do Ducha Świętego. Już od września wiedziałem, że mam „u siebie” sklep z dopalaczami, kilka melin i dom publiczny. Przed kolędą dwa razy próbowałem się do niego dostać. Chyba sutanna była dla niektórych przeszkodą.

Nie dziwię się! Ale z „kolędą” się udało?

Tak, dopiero wizyty duszpasterskie otworzyły furtkę. To jest konkretna misja i dostałem na nią błogosławieństwo proboszcza. Pani, która mnie wpuściła, już w progu zapytała, czy wiem, że tu jest agencja towarzyska. Odpowiedziałem, że wiem. „Już cztery miesiące modlę się, by tu wejść i powiedzieć wam ważne rzeczy” – przyznałem.

Co było dalej? Nie obawiał się ksiądz, że ta wizyta może wywołać kontrowersje albo, że może się księdzu coś stać?

Weszliśmy do różowego pokoju z rurką do tańca na środku. Przyszły dwie panie. Czuć było smutek grzechu wiszący w powietrzu. „Doskonałe miejsce” – pomyślałem. I zapytałem, czy możemy się tu pomodlić. Zaśpiewaliśmy kolędę, uwielbiłem Boga Ojca w tych kobietach i w tym miejscu, odmówiłem egzorcyzm mniejszy.

Jak zareagowały te kobiety?

Były łzy wzruszenia i szczera rozmowa. Ogłosiłem im kerygmat. Czułem wewnętrznie prawdę słów o tym, że Bóg bardzo chce przytulić te kobiety, czułem jak przeżywają prawdę o swojej grzeszności. Widziałem nadzieję w ich oczach, gdy mówiłem o Jezusie. To była bardzo dobra kolęda.

Będzie jakiś ciąg dalszy tej historii?

Ustaliliśmy nieformalną współpracę. Na wypadek, gdyby któraś z pań chciała zacząć nowe życie lub zwyczajnie porozmawiać, prosić o modlitwę w stanie depresji czy nękań myślami samobójczymi, zostawiłem swój numer telefonu.

Ma ksiądz jeszcze inne, równie ekstremalne, doświadczenia kolędowe?  

Chodząc po kolędzie spotykam się z różnymi innymi trudnymi sytuacjami. Rozmawiam z osobami homoseksualnymi, przeżywam z rodzinami dramaty śmierci ich bliskich lub rozłąki z powodu osadzenia w więzieniu. Staram się pomóc moim wiernym w taki sposób, jak uczy Ewangelia. Homoseksualista po wysłuchaniu kerygmatu o ludzkiej grzeszności poprosił o modlitwę o uwolnienie, tam gdzie żałoba przynosiła smutek, opowiadałem o miłosierdziu Bożym i o Niebie. Staram się odwiedzać osadzonych w aresztach i więzieniach. To w końcu moi parafianie!

Wiem, co te kolędy wnoszą w życie ludzi, których ksiądz odwiedza. A co wnoszą w życie księdza?

Są takie, które budują moją wiarę. Często przychodzę z błogosławieństwem do osób, które mają tak piękną i głęboką relację z Jezusem, że sam czerpię od nich i z radością przebywam z nimi choćby te 10 minut, by nasiąknąć miłością, wiarą i pokojem. Uczę się od starszych osób szacunku do tradycji, miłości do różańca i Matki Bożej oraz pokornego znoszenia cierpień. Gdy świadectwo życia moich wiernych jest budujące, pytam czy mogę podzielić się naszym spotkaniem z innymi? Jeśli otrzymuję zgodę, wrzucam na swoje konto na Facebooku świadectwa, które mnie najbardziej poruszyły.

Czyli kolęda to nie tylko „5 minut rozmowy o niczym i koperta”?

W ciągu całego roku pracy w parafii, kolęda jest najbardziej owocnym czasem ewangelizacyjnym. W tym czasie zapraszamy małżeństwa do nowych kręgów Domowego Kościoła, chłopców do służby liturgicznej czy młodzież na siłownię parafialną. Zapraszamy wiernych, by bliżej poznali Jezusa. Nie licząc kolęd ekstremalnych, tych trudnych i tych budujących, muszę powiedzieć, że większość wizyt obnaża jednak smutną prawdę o powierzchownej wierze polskich katolików.

To znaczy?

Kiedy zadaję pytanie o relację osobistą z Jezusem, o modlitwę i czytanie Pisma Świętego, moi gospodarze często milczą. Kolęda to doskonały czas weryfikacji swojej wiary. Religijność, pobożność i przyjmowanie księdza po kolędzie nie zbawiają. Zbawia tylko sam Jezus. My kapłani o tym przypominamy i pomagamy każdemu się zbawić.

*Ks. Michał Misiak – wikariusz w parafii Przemienienia Pańskiego w Łodzi

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail