Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Nigdy bym nie przypuszczał, że zobaczę coś takiego na koncercie rockandrollowym!

Unsplash
Udostępnij

W głośnikach słychać już intro kapeli, która za chwilę wyjdzie na scenę, odpali przesterowane gitary, zadudni w bębny. Tymczasem dzieje się coś czego w życiu bym się nie spodziewał.

W życie muzyka, szczególnie rockowego, wpisane są liczne wyjazdy na koncerty. Miejsca, które się odwiedza można zaliczyć do tych sympatycznych, czystych i miłych, ale zdarzają się też miejsca przypominające mroczne zaułki. Jeżdżąc po różnych klubach, domach kultury czy plenerowych imprezach widzi się różnych ludzi. Widzi się dobrze bawiącą się młodzież, mniej zainteresowanych gapiów.

Widzi się również i samych muzyków. Tych eleganckich i ładnie uczesanych, i tych w skórzanych spodniach, kraciastych koszulach z oldschoolowymi fryzurami i brodami. Na tak zwanych backstage’ach (w garderobach) też się dzieje. Pośród gitarowych futerałów oraz pokrowców perkusyjnych, między butelkami różnego sortu, gdzieś wśród dymu tytoniowego przewijają się muzycy rockowi. Niektórzy zdystansowani, spokojni, inni ekscentryczni i nabuzowani. Są ci świecący przykładem, ale też budzący zastrzeżenia. Można tam spotkać tzw. mieszankę wybuchową.

Jak zawsze

Ostatni koncert też miał wyglądać podobnie. Został zorganizowany w ostatniej chwili. Na scenie miały wystąpić dwie lokalne kapele, a na widowni zebrać się grupa znajomych, sympatyków rockowego grania. Na backtage’u wszyscy się witają. W końcu znają się od dawna, spotykają się przy okazji różnych imprez. Jest organizator, akustyk, próby nagłośnienia. Niektórzy muzycy uśmiechają się, na twarzach innych maluje się zmęczenie po całym dniu pracy.

Nadchodzi czas samego koncertu. Siedzę za sceną i trochę znudzony czekam na wejście poprzedzających nas muzyków. Co nowego miałoby mnie tu spotkać? – myślę. Do tej pory znany scenariusz sprawdza się jak zawsze. Jest jedno ale. Kiedy w głośnikach słychać już intro kapeli, która za kilkadziesiąt sekund ma wejść na scenę, odpalić przesterowane gitary, zadudnić w bębny i zaaplikować kawał porządnego rockowego grania, dzieje się coś czego w życiu bym się nie spodziewał.

Muzycy, młodzi panowie świeżo po maturze, tworzą małe kółko i… robią znak krzyża, zaczynają wspólnie odmawiać Ojcze Nasz. Szczęka mi opadła. Kiedy zobaczyłem, jak zbierają się do kupy myślałam raczej, że coś tam sobie razem łykną na odwagę. Grubo się myliłem. Nie doceniłem tych młodych!

Chłopaki później odmówili Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu i Wieczne odpoczywanie. Kiedy za drzwiami już huczało i grzmiało, kiedy zebrani słuchacze z niecierpliwością patrzyli na drzwi od garderoby, oni najnormalniej w świece prosili Boga, żeby był z nimi podczas grania.

Może nie jest to wydarzenie nie wiadomo jakiej rangi. Może większości czytelników to nie zadziwi. Mnie zadziwiło. W mojej krótkiej karierze lokalnego muzyka rockowego zagrałem niejeden koncert, byłem na niejednym backstage’u. Nie widziałem, aby któraś z kapel razem się modliła.

Lekcja pokory

Światek rockowy jest specyficzny. Hasło „Sex, drugs & rock’n’roll” zna chyba każdy. Modlitwa przed koncertem nie pasuje do tych słów. A może to mit? Mit lat 60-tych wyjęty z życiorysów znanych muzyków, po którym został tylko slogan. Gitarzysta z naszej kapeli uwielbia czytać biografie legend rocka. Przeczytał ich już dziesiątki. Bohaterowie tych książek zatracali się do tego stopnia, że nie wiedzieli, na jakim kontynencie się znajdują. Takie obrazy kojarzą się z muzyką rockową. Ale to chyba łatka, która przykleiła się do tej muzyki i negatywnie ją szufladkuje.

Większość biografii legend rockowych kończy się podobnie. Człowiek sięga dna, odnajduje Boga i zaczyna nowe życie. Wielkie gwiazdy rocka nieraz dopiero po pięćdziesięciu latach dochodzą do prawdy, którą znają dwudziestoletni bohaterowie wspomnianego koncertu. Wszystko co robimy, trzeba robić z Bogiem, wtedy jest łatwiej.

Ostatnio byłem na ślubie kuzynki. Ksiądz mówił młodym, że Boga trzeba zapraszać do naszego życia każdego dnia. Zapraszać Go na śniadanie, iść z Nim do pracy, słuchać z Nim muzyki czy zagrać z Nim koncert. W ten sposób cały dzień się modlimy – ofiarując Mu każdą sytuację i wydarzenie.

To niebywałe, jak Pan Bóg prowadzi nasze ścieżki. Tam na backtage’u nikogo nie było oprócz mnie. Bóg chciał powiedzieć wtedy do mnie: „Ty, panie pyszny, popatrz pan na tych młodzieniaszków i ucz się pan od nich”. Cóż… znów Bóg przypomina mi, bym zrzucił ociężały płaszcz pychy i przyodział się pokorą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail