Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kochasz mnie? To kłóć się ze mną!

Udostępnij

Uczynność, życzliwość, nawet uśmiech? Nie ma sprawy. Po prostu jestem miłym człowiekiem. A że wewnątrz kipi? No cóż, w końcu przestanie...

Kiedy ukochany mówi Ci: „Lubię, kiedy się złościsz”, niekoniecznie ma na myśli, że jesteś wówczas urocza i tak ślicznie marszczysz nos (choć może to też prawda). Twój mądry ukochany chce Ci powiedzieć: „Lubię, kiedy jesteś prawdziwa, kiedy nie tłumisz swoich emocji. Skąd mam wiedzieć, co cię boli, czego nie lubisz, co mógłbym zmienić, jeżeli chowasz przede mną swoją złość?”

Takie zdanie może oczywiście usłyszeć i kobieta, i mężczyzna. Taka kobieta i taki mężczyna, którzy wywodzą się z domu, gdzie naczelnym hasłem było „Nie kłóćmy się!”. Rzucone często po żołniersku, w rzeczywistości oznacza coś zupełnie innego, niż nawołanie do pokoju – „To mnie macie się słuchać! Nie kłóćmy się, czyli zróbmy tak, jak mówię ja. Koniec dyskusji”.

Udowadnia to w książce „Antymatki” Grzegorz Łęcicki przywołując wiele przykładów pokazujących, jak krzywdząca dla całej rodziny jest taka postawa matki. Świadomie bądź nie, wywiera ona w ten sposób ogromną presję na domowników. Dlatego nieokazywanie złości może być rezultatem wykształcenia w sobie blokady na jakąkolwiek konfrontację albo nasiąknięcia argumentami w stylu „co ludzie powiedzą” czy „nie psujmy sobie świąt”…

Myślę, że zasada unikania konfliktu za wszelką cenę może być też mechanizmem obronnym. Jeśli doświadczyłem jawnej niechęci, wybuchów agresji, przemocy, braku nadziei na poprawę, nieustannego niepokoju („będzie awantura czy nie”), to lepiej, jak przeczekam, jak wycofam się na z góry upatrzone pozycje. W dzieciństwie to mógł być swój pokój albo „idę do koleżanki się pouczyć”. Będąc dorosłym można zamknąć się w garażu (zawsze jest coś do naprawienia), albo rzucić do sprzątania od piwnicy po strych, albo po prostu zamilknąć. Uciąć temat. Mówią, że mężczyzna potrzebuje swojej jaskini. Śmiem twierdzić, że i kobiety całkiem nieźle radzą sobie z organizowaniem jaskiń dla siebie.

Jaskinie, w których się chronimy są jakby zrobione z tej nowoczesnej membrany, która pokrywa sportową odzież – przepuszcza wilgoć na zewnątrz, a nie dopuszcza do przesiąknięcia z zewnątrz. Tyle że nasz emocjonalny goretex zakładamy na siebie na odwrót: wszystkie czynniki zewnętrzne doskonale odczuwamy, wywierają na nas wpływ, powodują dyskomfort (kto lubi chodzić w przemokniętych butach?), a produkowane przez nas reakcje, emocje nie mogą wyparować (jak te buty bez wentylacji). Ale na zewnątrz przybieramy oczywiście pokerową twarz. Uczynność, życzliwość, nawet uśmiech? Nie ma sprawy. Po prostu jestem miłym człowiekiem. A że wewnątrz kipi? No cóż, w końcu przestanie…

Na szczęście – zwykle – ludzkie radary nie zawodzą. Bo czy życie w nieustannej „życzliwości”, „miłej” atmosferze, bez wybuchów, bez ekstremów to coś, co naprawdę nam odpowiada i nas pociąga? Czy nie stajemy się podejrzliwi, kiedy ktoś jest niezmiennie uśmiechnięty, spokojny, opanowany? „Każdy, kogo spotykam, jest taki przyzwoity, taki uprzejmy i pełen dobrych chęci. Nikt nie przeklina ani się nie złości (…). Jak to możliwe, po ludzku biorąc? Kłamiecie? I to nawet przed sobą?” – takie pytanie w usta swojego bohatera – imigranta wkłada południowoafrykański noblista J. M. Coetzee w powieści „Dzieciństwo Jezusa”. Refleksji o upiorności takiego świata zresztą nie brakuje, by przywołać choćby Huxleya czy filmowy „Matrix”.

Świat bez złości, gniewu, konfliktów niejednemu się marzy. Ofiarą wprowadzenia takiego konceptu w życie stajemy się jednak sami. Bo majstrowanie przy ujarzmianiu wyskoków to kij o dwóch końcach – odcinając porywy i wybuchy, odrzucamy też namiętności. Nie ma ekstremów. Jest stonizowana, ucywilizowana, sprowadzona do poprawności politycznej rzeczywistość, która staje się nie do zniesienia. W człowieku coraz mniej człowieka. Jakbyśmy aspirowali do miana cyborgów. To o takich mówią: strzeż się ludzi, którzy się nie gniewają. A przecież nie chcę, żeby ukochany się mnie wystrzegał. To już lepiej podarować mu swoją złość.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail