Aleteia

Brakuje Ci pieniędzy? Oddaj Bogu 10% swojej wypłaty i… załóż 6 kont

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

To może brzmieć dziwnie, ale zastosowanie tej metody sprawiło, że dziś nie ma już dziur w naszym budżecie domowym, a oszczędności nie są kołem ratunkowym, kiedy za bardzo poszalejemy.

Pan Jezus nawoływał, byśmy się nie martwili o sprawy materialne. Nie było to jednak wezwanie do leżenia plackiem. Jako nowożeńcy, po wielu miesiącach niekontrolowanych wydatków na zasadzie “widzimisię”, doszliśmy z żoną do wniosku, że tak naprawdę nie wiemy, ile wydajemy i wolimy nie wiedzieć, ile mogliśmy przez ten czas beztroski zaoszczędzić. Istotnie, nie martwiliśmy się wtedy o sprawy materialne, ale chyba nie o to Panu Jezusowi chodziło. Myślę, że świadomość , ile pieniędzy realnie jest mi co miesiąc potrzebnych do życia, jest tu pewnym kluczem.

 

Zbieraj faktury  i paragony

Dlatego właśnie pewnego pięknego dnia zaczęliśmy zbierać wszystkie paragony i faktury związane z naszymi wydatkami i zapisywać widniejące na nich kwoty, a na koniec miesiąca je sumować, porównując z kwotą, jaką zarobiliśmy. Na początku było to nieudolne, nieregularne i wydawało się bezsensowne, ale gdy po mniej więcej sześciu miesiącach udało się zrobić z tego nasz nawyk, zobaczyliśmy, że nie kosztuje to zbyt wiele wysiłku, a może być pierwszym krokiem, by nie marnować naszych comiesięcznych “talentów” otrzymywanych od Pana Boga. Nie muszę chyba dodawać, że w momencie, gdy zapisywanie paragonów weszło nam w krew, zobaczyliśmy na własne oczy, jak ogromne w naszym pojęciu sumy co miesiąc wydajemy i niemal zawsze są to sumy większe niż nasze zarobki.

Do łatania dziur służyło konto oszczędnościowe. A przecież nie taka jest jego rola. Dziś dziur już nie ma, a oszczędności nie są kołem ratunkowym. Co się stało?

 

Załóż sześć kont

Postanowiłem samodzielnie wkroczyć do akcji i zainspirowany książką „Bogaty albo biedny? Po prostu różni mentalnie” T. Harva Ekera zsumowałem na początku miesiąca nasze zarobki i 10% przeznaczyłem na wsparcie jakiejś Bożej inicjatywy (ten element praktykowałem już dużo wcześniej, a zwie się on dziesięciną – Ml 3,10 wyjaśnia tu wszelkie wątpliwości).

Kolejne 10% wydzieliłem na cele długoterminowe (czyli po prostu odłożyłem je na konto oszczędnościowe, choć możliwości jest cała masa: lokaty, różnego rodzaju fundusze zabezpieczające przyszłość dzieciaków, nowy samochód za dwa lata itp.). Następnie 10% przeznaczyłem na nasz rodzinny budżet rozrywkowy (mobilizuje, by spędzać rodzinnie czas!). Kolejne 10% zaplanowałem pod kątem naszych rodzinnych celów edukacyjnych (materiały plastyczne dla dzieciaków, jakieś czesne, taki czy inny kurs). Z ostatnich 10% zrobiłem naszą osłonę finansową czyli, tzw. „w razie czego” (pęknięta szyba w samochodzie, góra leków z powodu choroby, cieknący kaloryfer).

Ktoś pomyśli: mój budżet już dawno by nie wytrzymał… Dlaczego? Przecież na razie rozdysponowałem dopiero 50% naszych miesięcznych zarobków. Drugie 50% idzie na życie (żywność, rachunki, paliwo, bilety autobusowe itd.). Wydaje Ci się, że 50% na życie to skandalicznie mało? Spójrz na pięć kont opisanych w powyższym akapicie i pomyśl, jakie wydatki Ci zostają. Naprawdę się da. Po stworzeniu odpowiedniej tabelki wpisuję w odpowiednie konta odpowiednie paragony od mniej więcej pół roku i za każdym razem jakaś drobna suma na koniec miesiąca nam zostaje mimo, tego że już wcześniej odkładamy 10% na konto oszczędnościowe.

 

Promocja? Niekoniecznie!

1. To by się nie udało, gdybyśmy z żoną najpierw nie przyjrzeli się naszym wydatkom i nie wyeliminowali z nich rzeczy niepotrzebnych, które nic nie wnoszą, są niezdrowe i wymuszone hasłami reklamowymi typu „musisz to mieć” czy „promocja -70%”.

2. Zbieranie i zapisywanie paragonów nie jest uciążliwe, jeśli wejdzie w nawyk, a jest podstawą prowadzenia swoich sześciu kont.

3. Sześć kont nie tylko uporządkowało nasz budżet, ale przyczyniło się do uporządkowania życia (więcej czasu razem, zauważenie potrzeb edukacyjnych, dzielenie się tym, co mamy, kupowanie tego, co potrzebne, a nie tego, co w promocji, zabezpieczenie przyszłości).

4. Jako mężczyzna mam wielką frajdę, prowadząc nasz budżet domowy, choć nim w to wszedłem, bałem się tego jak ognia. Panowie! My naprawdę to potrafimy!

Wiem, że to wszystko może wyglądać na dość skomplikowane, bo dla mnie tak właśnie na początku się jawiło. Potem podjąłem wraz z żoną wyzwanie, a z czasem przejąłem stery. Dzięki temu po pierwsze wiem, że Bóg zatroszczy się, by moja rodzina miała co włożyć do garnka, bo zapewnił mnie o tym w swoim Słowie, a po drugie wiem, że potrafię tą „Bożą troską” zarządzać tak, by jej nie marnować.

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail