Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Święci, którzy wesprą Cię w trakcie matury

Wikipedia
Udostępnij

Pamiętajmy, że w czasie naukowych zmagań mamy w Niebie potężnych orędowników. Nie krępujmy się prosić ich, żeby wymodlili nam sukces, drobną pomoc czy – mówiąc wprost – zaliczenie egzaminu.

Lubię myśleć o świętych jako o osobach, które nade wszystko były nieidealnymi ludźmi. W tym fetyszu nie chodzi o to, żeby ich (zdrowo pokręconymi czasem) życiorysami usprawiedliwiać swoje braki, ale o to, że świętość to nie dążenie do ideału, ale oddanie swoich braków Komuś, kto muł i wodorosty potrafi zmienić w złoto.

Takie myślenie pomaga jednak nie tylko w chwilach porywczego buntu przeciwko swojej szczególnej niemocy. O świętych, którym nie zawsze się udawało, warto pamiętać zwłaszcza w okresie matury czy studenckiej sesji egzaminacyjnej. Było wśród nich bowiem wielu, którym w dzisiejszych czasach przysługiwałyby wielogodzinne zajęcia wyrównawcze.

 

Bł. Chiara Luce Badano

Taka Chiara Luce Badano na przykład – włoska, zmarła młodo na nowotwór błogosławiona – aż dwa lata spędziła w trzeciej klasie gimnazjum klasycznego w Savonie, bo nie zdała z matematyki. Początkowo martwiła się tym okropnie, bo problemy w szkole nałożyły się na sprzeczki z rodzicami, z którymi ciężko jej było dojść do kompromisu, ale ani jedno ani drugie nie przeszkodziło jej w zagłębianiu się w Ewangelię.

Chiara jeździła na spotkania ze swoją imienniczką, założycielką ruchu Focolare Chiarą Lubich, na których to stopniowo zaczęła odkrywać, że kluczem do pełnej jedności z Chrystusem jest okazanie Mu troski w chwilach, w których był opuszczony.

Potem, gdy usłyszała tragiczną diagnozę, nie załamała się, tylko zarażała uśmiechem wszystkich odwiedzających ją w szpitalu w Turynie. Jej lekarz Fabio Marzi zachwycał się w listach do niej: „Nigdy nie spotkałem nikogo w twoim wieku, kto byłby aż tak dojrzały!”.

Chiary nie obchodzi więc już pała z matematyki czy niezdany póki co egzamin dojrzałości. „Zrozumiałam, jak ważne jest wypełniać wolę Bożą, to znaczy zaangażować się w grę, którą On prowadzi… – mówi swoim rodzicom – Czeka na mnie inny świat i nie pozostało mi nic innego, jak mu się oddać. Czuję się teraz wciągnięta we wspaniały plan, który powoli się przede mną odkrywa. Tak bardzo lubiłam jeździć na rowerze, a Bóg zabrał mi nogi, ale dał mi skrzydła…”.

 

Św. Jan Maria Vianney

Mniej więcej sto pięćdziesiąt lat przed Chiarą do francuskiej szkoły niedaleko Lyonu chodził niejaki Jan Maria Vianney. Jako że dorastał w czasach narodowej rewolucji, nie mógł chodzić do parafialnej szkoły i pisać nauczył się dopiero w wieku siedemnastu lat. To na dobre pogrzebało jego szansę na wysokie wykształcenie.

Szkołę średnią wprawdzie jakoś skończył, ale kiedy wstąpił potem do seminarium, był na tyle opóźniony wobec kolegów z roku (a do tego w słabej formie zdrowotnej i źle przygotowany do tak intensywnej nauki), że sugerowano mu rezygnację. Nie poddał się jednak i mimo że już jako ksiądz wciąż miał problemy z czytaniem i mówieniem (jąkał się wszak na każdym kazaniu) z braku innych kandydatów został proboszczem w parafii w Ars.

Ta miejscowość w połączeniu z jego trudnościami okazała się zresztą strzałem w dziesiątkę. Vianney – jako pierwszy ksiądz w parafii, gdzie na mszę przychodziło wówczas po kilka osób – nawiązał świetny kontakt z prostą lokalną ludnością, po czym zdobył międzymiastową sławę jako świetny, rozumiejący penitentów i przepowiadający przyszłość spowiednik.

Jego historia pokazuje, jak łatwo z naszych słabości Bóg potrafi wyhodować coś cennego. Wystarczy tylko, doszedłszy do ściany, poddać się i zaufać, że wszystko, co się dzieje, ma głęboko ukryty cel.

 

Św. Stanisław Papczyński

Nie od wszystkich jednak Bóg oczekuje niemej akceptacji, że coś im nie wychodzi. Czasami chce wręcz, żebyśmy prosili o natchnienie.

Tak stało się w przypadku świętego Stanisława Papczyńskiego, któremu tak słabo wiodło się w szkole, że rodzice odesłali go na pole, żeby pasł owce (podczas gdy jego brat mógł z powodzeniem kontynuować edukację). Smutna historia dziecka, w którego nie wierzą opiekunowie, skończyła się jednak, gdy Staś uparł się, że nie da się dorosłym i wymknął się z pastwiska, żeby pobiec do szkoły nadrobić zaległości.

Jego trudy – jak twierdzi ks. Tadeusz Rogalewski, autor biografii świętego – doceniła wówczas Bogurodzica i zesłała na Stasia natchnienie, dzięki któremu cały alfabet pojął już pierwszego dnia.

Niedługo później stał się wzorowym uczniem, wyróżniającym się wielkimi zdolnościami studentem, a w konsekwencji błyskotliwym mówcą, cenionym nauczycielem i znakomitym pisarzem.

 

Św. Józef z Kupertynu

To wielkie pragnienie sukcesu (mimo miernych możliwości) załatwiło pomyślność nie tylko Papczyńskiemu. Podobne kłopoty miał święty Józef z Kupertynu – dzisiejszy słynny patron studentów.

On od dziecka miał problemy z nauką, którym winna była pewnie jego skłonność do chorób (z tej później wyleczyła go Matka Boża, z którą blisko się kumplował). Józef ledwie potrafił czytać i pisać, więc kiedy wstąpił do zakonu kapucynów, szybko wyleciał z niego z hukiem. Powodem była jego nieporadność. Przełożeni twierdzili, że ktoś, kto nie potrafi przenieść talerza bez potłuczenia kilku innych po drodze, nie nadaje się do kontaktów z wiernymi. Na ratunek przyszli mu wtedy franciszkanie, którzy przyjęli go do siebie, bo właśnie szukali kogoś do opieki nad zwierzętami.

Józef doskonale odnalazł się w tej roli, a swoich podopiecznych traktował z wielkim namaszczeniem. Nie przestał jednak marzyć o roli duchownego i w końcu osiągnął cel. Jedna z wersji jego życiorysu głosi nawet, że Józef stosowne egzaminy zdał wyłącznie dlatego, że wylosował pytanie o jedyny fragment Ewangelii, o którym w ogóle umiał coś opowiedzieć. Wierzę w to całkowicie – też tak kiedyś miałam.

 

 Orędownicy w Niebie

Morały z tych opowiastek są co najmniej dwa. Matura, egzaminy na studiach, kolokwia, oceny – to tylko drobne przeszkody na drodze do dużo większego celu. Jeśli mają nam do czegoś służyć, będziemy się z nimi mierzyć. Jeżeli nie – przejdziemy przez nie i szybko o nich zapomnimy.

Pamiętajmy też, że w czasie studenckich zmagań mamy w Niebie naprawdę potężnych orędowników. Siła świętego polega bowiem na tym, że ten będąc już po tamtej stronie, doskonale wie, jak jest nam tutaj trudno. Nie krępujmy się więc prosić, żeby wymodlili nam sukces, drobną pomoc czy – mówiąc wprost – wpis do indeksu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail