Aleteia

Ludzie, którzy nie mówią o problemach, wcale nie są od nich wolni. Nie wstydź się pójść na terapię!

Udostępnij
Komentuj

Ci, którzy chodzą na terapię, powiedzą, że warto. Ci, którzy boją się o tym mówić, na pewno to odkryją. Ci, którzy jeszcze nie spróbowali, zawsze mają szereg wymówek.

Nie ten czas, za dużo obowiązków, za dużo się teraz dzieje. Nigdy nie ma idealnego momentu, w którym można stwierdzić, że jest się na 100 proc. gotowym. Lęk i niepewność będą nam towarzyszyć zawsze. W życiu też nie nie ma co liczyć na „święty spokój”, nie mówiąc już o braku czasu, bo ten się zawsze znajdzie, gdy tylko ustalimy swoje priorytety. Wiem, że nawet z takim podejściem można wysłać maila z prośbą o konsultację, świat się wtedy nie zawali. Znam z autopsji.

Dobra zmiana

Kiedy jestem chora, idę do lekarza, bo chcę wyzdrowieć. Potrafimy iść do kilku specjalistów i wydać dużą sumę pieniędzy, byle tylko dobrze nas zdiagnozowano. Dlaczego, jeśli nasze życie emocjonalne i psychiczne nie funkcjonuje w pełni, jeśli wiem, że noszę w sobie ciężar, który ledwo dźwigam, nie decydujemy się na  to, żeby zawalczyć o siebie?

Nadal funkcjonuje przekonanie, że na terapię chodzą ludzie, którzy mają ze sobą problem. Tylko kto nie ma problemów? Lepiej więc się nie wychylać, nie szukać rozwiązań, bo sam sobie poradzę. Poza tym, co sobie inni pomyślą?! Mało kto patrzy na terapię, jako możliwość przepracowania różnych sytuacji ze swojego życia po to, by być wolnym i szczęśliwym człowiekiem.

Kiedyś się tego wstydziłam. Dlaczego? Bo niby jak w dobie powszechnego parcia na sukces, bycia perfekcyjnie zorganizowanym i nieskażonym błędami, miałam okazać się słaba, niepoukładana, potrzebująca wsparcia? Nikt nie chce publicznie okazywać swojej słabości, to przecież brzmi jak porażka. Jednocześnie czułam satysfakcję, że podjęłam jakieś działanie, że nie stoję w miejscu. Skoro wiedziałam, że nie do końca wszystko funkcjonuje tak, jak powinno, to dlaczego miałam się na to zgadzać? Podjęłam decyzję, że chcę lepszego życia, że nie chcę, żeby moja przyszłość była zdeterminowana przez to, co mnie spotkało.

Wszyscy jesteśmy słabi

 Z drugiej strony, nie wiedziałam jak to będzie: czy mówienie o swoich przeżyciach będzie mnie dużo kosztowało? Czy zaufam tej osobie? Czy może będę płakać na każdej sesji? Było i tak, że płakałam, że nie chciałam przychodzić, bo to było za trudne. Musiałam się zmierzyć z gniewem, żalem i poczuciem straty, ponieważ nie miałam domu, o jakim marzyłam. Jak żyjesz w swoim poukładanym świecie, to nie chcesz, żeby nagle wszystko się rozpadło. Tylko na terapii okazuje się, że on wcale taki poukładany nie jest. Dzięki terapii układałam swój świat na nowo, z zupełnie innej perspektywy, z nowymi pomysłami i nadzieją, że dam sobie radę. Nigdy nie żałowałam swojej decyzji.

Każdy z nas gdzieś w środku jest połamany. Każdy ma problemy. Ci, którzy nie mówią tego głośno, nie są wcale od tego wolni. Nie trzeba pochodzić z rodziny dysfunkcyjnej, żeby tego doświadczyć. Tyle rodzin pod przykrywką sztucznego uśmiechu, luksusu i zdjęć na Facebooku skrywa w sobie mnóstwo żalu, zranień i samotności.

Wychodzimy z takich rodzin, potem udajemy, że nic się nie wydarzyło, że to normalne, tak już jest – nie ma sensu tego rozdrapywać. Przecież radzę sobie w dorosłym życiu, zarabiam dobre pieniądze, może nawet udało mi się założyć całkiem szczęśliwą rodzinę. Czy aby na pewno? Potrzebujemy mówić o tym, że nie wszystko jest ok. Potrzebujemy łamać przekonanie, że jesteśmy niezniszczalni i idealni. Nie jesteśmy.

Najlepsza inwestycja

Terapia nie zmieni wszystkich wokół, nie zmieni środowiska w jakim żyjesz, nie zmieni nawet przeszłości, ale zmieni ciebie. Zmieni twoje podejście tak, byś mógł żyć swoim życiem, żeby lęk nie miał w nim ostatniego słowa. To najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić dla siebie, a w przyszłości dla swojego męża, żony i dzieci.

To inwestycja, nie kolejny problem i niepotrzebny wydatek. Psycholog nie jest od tego, aby ciebie naprawiać – jest od tego, by towarzyszyć ci w pójściu drogą, która jest trochę mniej kręta niż ta, którą do tej pory szedłeś.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail