Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy wiecie, dlaczego w Mosulu, chrześcijanie spacerowali z przewieszoną przez ramię ścierką?

Monseigneur Nicodemus Daoud Sharaf, archevêque syriaque orthodoxe de Mossoul, du Kurdistan et de Kirkouk © Alexandre Meyer
Udostępnij

Rozmową z Jego Ekscelencją Nicodemusem Daoudem Sharafem, arcybiskupem Syriackiego Kościoła Prawosławnego w Mosulu, Kurdystanie i Kirkuku.

Jego Ekscelencja Nicodemus Daoud Sharaf  był zmuszony pozostawić insygnia swej godności arcybiskupiej – krzyż i medalion z ikonami, w Mosulu, który dostał się w ręce bojowników walczących w szeregach Państwa Islamskiego. I jak na razie wciąż nie ma niestety żadnych wieści ze swego miasta rodzinnego, za którym odczuwa coraz głębszą tęsknotę. Coraz trudniej mu żyć z dala od ziemi ojczystej, w oderwaniu od jego bogatej, niezwykłej historii, z którą jeszcze niedawno miał przecież codzienny kontakt. Zdecydowanie mniej brakuje mu natomiast obecnych mieszkańców Mosulu…

Alexandre Meyer: Czy Wasza Ekscelencja niepokoi się o los mieszkańców, którzy pozostali w Mosulu?

Abp Nicodemus Daoud Sharaf : Wszyscy chrześcijanie uciekli z miasta w roku 2014, w związku ze zbliżaniem się oddziałów Daesh. Ci, którzy wówczas pozostali, przyjęli islamskich bojowników, niekiedy czyniąc to z aż nadto szeroko otwartymi ramionami. Trzeba bowiem wiedzieć, że mieszkający w Mosulu muzułmańscy arabowie obrządku sunnickiego są do tego stopnia fanatyczni, że Saudyjczycy mogliby się od nich uczyć! Nie akceptują nikogo, kto nie podziela ich poglądów. Warto w tym kontekście przypomnieć, że nazajutrz po nieudanym wojskowym zamachu stanu, który miał miejsce w roku 1959 i którego epicentrum był właśnie Mosul, chrześcijanie zaznali najgorszych upokorzeń*. W mieście ogarniętym porachunkami pomiędzy różnymi frakcjami plemiennymi i pogrążonym w coraz bardziej wyczuwalnym klimacie islamskiego radykalizmu, który był wtedy odpowiedzią na „świeckie zagrożenie”, chrześcijanie spacerowali z przewieszoną przez ramię ścierką. Ścierkę tę podawali swoim muzułmańskim współmieszkańcom, którzy mieli zwyczaj wycierania sobie rąk w ubrania chrześcijan. Albowiem w czasach, o których mowa wszyscy innowiercy, czyli wszyscy nie-muzułmanie, określani deprecjonującym mianem „koufar”, nie mogli liczyć na większy szacunek ze strony swych islamskich rodaków. I trzeba przyznać, że sytuacja pod tym względem nie jest dziś dużo lepsza niż wtedy.

Czy Wasza Ekscelencja chce przez to powiedzieć, że sytuacja jeszcze się pogorszyła ?

Proszę pozwolić, że dla porównania posłużę się autentycznym przykładem z mojego dzieciństwa. Do czasu, kiedy ukończyłem dwanaście lat moim ulubionym towarzyszem zabaw był pewien chłopiec mieszkający w naszym sąsiedztwie. Spotykaliśmy się codziennie, a śmiechom i radościom nie było końca. Nawet nie wiedziałem wtedy, że jest muzułmaninem, a jego zapewne nic a nic nie obchodziło, że ja jestem chrześcijaninem. Pewnego dnia, jego ojciec wrócił z pielgrzymki do Mekki i odtąd nasze wspólne zabawy się skończyły. „Nie wolno mi się bawić z innowiercą” – zwierzył mi się wtedy mój kolega…

I nie mówię o tym ot tak sobie. Należy bowiem sobie uświadomić, że fakt, iż iracka armia rządowa wspierana przez międzynarodową koalicję wciąż jeszcze nie może odzyskać całkowitej kontroli nad Mosulem, wynika w dużej mierze z przychylności, jaką pozostała w mieście część lokalnej ludności okazuje bojownikom islamskim. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że zaledwie 800 terrorystów Daeshu było w stanie „przekonać” 50 tys. mężczyzn do wstąpienia w ich szeregi, po to, aby wraz z nimi dopuszczali się najbardziej ohydnych okrucieństw, takich jak pozbawianie kobiet i dzieci dachu nad głową i skazywanie ich na uliczną tułaczkę, ucinanie głów, dokonywanie gwałtów, branie niewinnych osób w niewolę. Innymi słowy, gdyby bojownicy Państwa Islamskiego nie trafili w Mosulu na podatny grunt, nie byłoby im przecież tak łatwo przekonać tylu osób do przystąpienia do wspólnej walki o ich sprawę.

Czy w tej sytuacji międzynarodowa koalicja ma realne szanse na to, aby wykorzenić Państwo Islamskie z zajmowanych przez nie obszarów?

Na chwilą obecną trudno jednoznacznie wyrokować, niemniej jednak jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że państwa zachodnie prowadzą swoją politykę w sposób iście diabelski, realizując niekiedy wręcz diametralnie sprzeczne interesy, można uznać, że szanse powodzenia są raczej niewielkie. Zresztą, my domagamy się jedynie stosowania prawa i poszanowania naszej godności. Za czasów Saddama Husseina, obowiązujące w Iraku prawo było stosowane, dzięki czemu czuliśmy się mimo wszystko bezpieczni. W zamieszkałym przecież w przeważającej mierze przez ludność muzułmańską irackim Kurdystanie prawo również zapewnia nam ochronę, co więcej ochrona ta jest lepsza niż w jakiejkolwiek innej części Iraku, czego wymownym przykładem jest fakt, iż chrześcijanie z Mosulu właśnie wokół kurdyjskiego miasta Erbil znaleźli dla siebie bezpieczne schronienie. Dlatego też oczekujemy i mamy nadzieję, że wspólnota międzynarodowa podejmie wreszcie stosowne decyzje, które zapewnią nam po prostu bezpieczeństwo, w szczególności dzięki odpowiednim regulacjom wypracowanym i uchwalonym na forum ONZ.

Czy pokojowe współistnienie chrześcijan i muzułmanów zamieszkujących na tym samym terenie jest możliwe ?

My przecież nie żywimy nienawiści do muzułmanów. W przypadku racjonalnego i sprawnie działającego systemu prawa, możemy wspólnie żyć i pracować, tak jak tu, w Kurdystanie. Jedynie islam w wersji stosowanej przez Daesh budzi w reakcji nienawiść i potępienie. Bo jeśli tak dobrze się zastanowić, to trudno nie dojść do wniosku, że ich Bóg musiałby być bardzo słabym i tchórzliwym Bogiem, jeżeli rzeczywiście wymagałby od nich, aby bronili go i chronili w sposób, w który to czynią, powołując się na jego imię. Nasz Bóg chroni nas i zawsze będzie nas chronił. Często mawiam: „Bóg przecież nie potrzebuje ludzi uważających się za wykonawców sprawiedliwości czynionej w jego imię, uważających się za jego ramię zbrojne. Jeśli sądzisz, że ktoś zasługuje na śmierć tylko dlatego, że wyznaje inną wiarę, to może pozwól raczej działać samemu Bogu i nie wyręczaj go w zabijaniu. Jeśli Bóg uzna, że to konieczne, sam go zabije. I wtedy zobaczymy, kogo pierwszego powoła na swoje łono.

Czy Wasza Ekscelencja chciałaby skierować jakieś przesłanie do chrześcijan żyjących na zachodzie ?

Tak, i brzmi ono następująco: obudźcie się! Nie zgadzajcie się na przyjmowanie u siebie uchodźców, którzy z nas uczynili uchodźców tutaj, czyli w naszym własnym domu. Chciałbym jednocześnie poddać refleksji zachodnich chrześcijan taki oto fakt: 24 listopada ubiegłego roku w Londynie, w obecności Jego Królewskiej Wysokości Księcia Karola, poświęcono nowy kościół dla chrześcijan obrządku syriackiego. Jednakże ambasada Wielkiej Brytanii odmówiła mi wydania wizy wjazdowej na tę uroczystość, uzasadniając to istnieniem ryzyka, że nie będę chciał potem już wrócić do Iraku. Dla pełnego obrazu, wspomnę tylko, że mam na przykład prawo stałego pobytu w Australii, posiadam też wizy pozwalające mi na wjazd do Stanów Zjednoczonych, Kanady i Francji. Więc gdzie w tym wszystkim jest logika? Co niby, zdaniem urzędników brytyjskiej ambasady, miałbym robić w Anglii, kiedy mój naród jest tutaj i cierpi?

 

* Nacjonalistyczny ruch arabski o charakterze świeckim, kierowany przez generała al-Shawafa, był obiektem surowych represji ze strony komunistycznego rządu irackiego powiązanego z ZSRR. Na czele rządu stał wówczas Abd al-Karim Kasim, który został wkrótce obalony w wyniku irackiego zamachu stanu z 8 lutego 1963 roku, zwanego też Rewolucją 14 Ramadana. W następstwie tych wydarzeń do władzy doszła socjalistyczna, panarabska partia Baas, a po pewnym czasie na scenie politycznej Iraku znaczącą rolę zaczął odgrywać Saddam Hussein.

 

Artykuł ukazał się we francuskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail