Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego Benedykt XVI zrezygnował? Czy na ten krok miała wpływ afera Vatileaks?

Udostępnij

Zaskakująca, a wręcz szokująca decyzja papieża weszła w życie 28 lutego 2013 roku.

Decyzja Benedykta XVI o rezygnacji z urzędu, którą ogłosił światu 11 lutego 2013 roku, wstrząsnęła całym Kościołem. Głosy krytyki pod adresem papieża mieszały się z głosami zrozumienia i wsparcia. Jednak ich wspólnym mianownikiem było pytanie: Dlaczego?

Na szczegółową odpowiedź musieliśmy poczekać ponad trzy lata. We wrześniu 2016 roku ukazała się bowiem książka będąca zapisem spotkań dziennikarza Petera Seewalda z Benedyktem XVI. Jeden z rozdziałów „Ostatnich rozmów” został poświęcony właśnie abdykacji, którą Seewald określił jako „historyczne wydarzenie” i „rewolucyjny akt”.

Oto kilka faktów i wypowiedzi zaczerpniętych z powyższej książki, które warto znać w kontekście decyzji papieża Ratzingera.

 

Co było powodem ustąpienia Benedykta XVI?

W skrócie: brak sił do dalszego pełnienia posługi. Papież – po pielgrzymce do Meksyku i na Kubę w marcu 2012 r. – wiedział już, że Światowe Dni Młodzieży w Rio de Janeiro, zaplanowane na 2013 r., absolutnie przekraczają jego możliwości.

Stało się dla mnie oczywiste, że muszę się wycofać w takim terminie, żeby następca miał czas na przygotowanie. Tak więc po wizycie za Wielką Wodą stopniowo „dojrzewałem”. (…) Jeśli nie da się właściwie wypełniać zleconej misji, staje się jasne, że nie dysponuje się zdolnością, więc należy – dla mnie to oczywiste, ktoś inny ma pewnie odmienne zdanie – zwolnić miejsce.

 

Czy rezygnacja papieża Ratzingera była ucieczką od krzyża?

„Nie porzucam krzyża, lecz pozostaję w nowy sposób przy ukrzyżowanym Panu” – powiedział w swoim oświadczeniu odczytanym 11 lutego 2013 r.

Zapytany przez Petera Seewalda o to, czy chciał po prosu uniknąć publicznego przeżywania swojej niemocy, co było doświadczeniem Jana Pawła II na końcowym etapie jego pontyfikatu (i co interpretowano właśnie jako wytrwanie na krzyżu do końca), Benedykt XVI odpowiedział:

Mój poprzednik miał swoją własną misję. Jestem przekonany, że kiedy po tak dynamicznym początku wziął poniekąd na swoje ramiona całą ludzkość, przez dwadzieścia lat znosząc z niezwykłą siłą boleści oraz strapienia naszego wieku i przepowiadając Dobrą Nowinę, to do jego pontyfikatu przynależała też faza cierpienia stanowiąca również swoiste przesłanie. Ludzie też tak to ocenili. (…) Z drugiej strony uważam, że nie da się tego dowolnie powtarzać.

 

Czy spodziewał się, że wstrząśnie Kościołem?

Tak, spodziewał się tego, choć był nieco zaskoczony, że wywołał aż taką konsternację i rozczarowanie wśród niektórych osób. Miał przy tym świadomość, że część ludzi poczuła po prostu zagubienie i doświadczyła chwilowego opuszczenia.

Ale, jak sam mówi: Było jasne, że muszę podjąć ten krok, i to była najwłaściwsza chwila. Ludzie też się z tym pogodzili. Wielu jest wdzięcznych, że kolejny papież wyszedł ku nim w nowym stylu. Inni pewnie trochę się smucili, ale po pewnym czasie znajdowali słowa podziękowania. Wiedzieli, że moja godzina minęła i to, co mogłem dać, dałem.

 

Czy ogłoszenie decyzji było dla papieża trudne?

Wiedziałem, że muszę to zrobić – wyznał Seewaldowi. Ta pewność nie była jednak wynikiem żadnego mistycznego doznania – bo takie spekulacje także się pojawiały – ale żmudnego, gruntownego procesu rozeznawania, czego w tej określonej sytuacji oczekuje od niego Pan.

Dla opinii publicznej, jak się okazało, był to oczywiście nowy i niezwykły krok. Ja zmagałem się z nim wewnętrznie od dłuższego czasu, więc najgorsze miałem za sobą. Tym samym nie przeżywałem szczególnie intensywnych niepokojów.

 

Czy na ten krok miała wpływ afera Vatileaks?

Benedykt XVI stanowczo temu zaprzeczył, dodając:

Nie wolno ustępować, pozostawiając niezałatwione sprawy, tylko trzeba doprowadzić je do końca. Mogłem odejść, ponieważ sytuacja się unormowała. Unik pod presją czy też ucieczka w obawie, że się nie podoła wyzwaniu – nic takiego nie miało miejsca.

 

Czy papież emeryt nie żałuje swojej decyzji?

Nie! Absolutnie nie! Każdego dnia coraz silniej utwierdzam się w przekonaniu, że podjąłem słuszną decyzję.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail