Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Integracja sensoryczna. Wyłudzanie pieniędzy czy prawdziwa pomoc dla dziecka?

EAST NEWS
Udostępnij

Mózg dziecka jest bardzo plastyczny i rozwija się przez ruch, który – przy odpowiednim ukierunkowaniu – może wspomóc rozwój niektórych struktur.

Janek od urodzenia miał chyba wszystkie cechy dziecka „trudnego”. Jako niemowlę dużo płakał, bardzo mało spał, miał problemy ze ssaniem. Rozwój malca mieścił się w lekarskich normach, choć rodzicom wydawał się zastanawiający, np. chłopiec nie raczkował, ale bardzo wcześnie (w 10. miesiącu życia) zaczął chodzić.

Później był zawsze ponadprzeciętnie ruchliwy – ciągle podskakiwał, kręcił głową, zwieszał się z krzesła. Histerycznie prostował przeciwko niektórym ubraniom czy potrawom. Nie sposób było zainteresować go takimi zajęciami jak rysowanie, lepienie z plasteliny czy czytanie książeczek. Jedynym sposobem na zatrzymanie go choć na chwilę w miejscu było włączenie mu bajki. A ponieważ wycieńczona mama musiała czasem ugotować obiad albo zająć się jego starszą siostrą, niestety spędzał sporo czasu przed telewizorem.

Kiedy Jaś poszedł do przedszkola, wychowawczyni podpowiedziała jego rodzicom, że warto byłoby zrobić mu diagnozę integracji sensorycznej. Po dwóch latach terapii chłopiec funkcjonuje zupełnie inaczej niż dawniej. Nadal jest energiczny i raczej należy do niejadków, ale teraz potrafi się skupić, dużo lepiej mówi, polubił zajęcia manualne, a nawet zaczął czytać. „Janek nie sprawia już wrażenia, jakby ciągle siedział na bombie, która może w każdej chwili wybuchnąć” – podsumowuje Monika. Uważa, że chłopiec zawdzięcza to zajęciom.

Terapia integracji sensorycznej dzieci (SI – od ang. sensory integration) jest w Polsce bardzo popularna. W każdym miasteczku powiatowym można znaleźć przynajmniej jednego terapeutę, a w największych miastach mamy do wyboru dziesiątki gabinetów i setki rehabilitantów. Polska jest światową potęgą terapii SI – w żadnym kraju nie prowadzi się tych zajęć na taką skalę (choć w niektórych, np. w USA, metody SI są używane włączone do innych metod terapeutycznych).

Zajęcia nie są tanie – za 45 minut ćwiczeń trzeba zapłacić od 50 do 100 zł. Niektóre poradnie prowadzą terapię w ramach NFZ, ale trudno je znaleźć i trzeba długo czekać. Dziecko musi chodzić na zajęcia raz w tygodniu co najmniej przez rok i dodatkowo jeszcze codziennie ćwiczyć w domu. Czasem terapeuta zaleca też masaż specjalną szczotką, noszenie kamizelki z obciążeniem albo inne metody.

Integracja sensoryczna budzi też nieco kontrowersji. Wielu pediatrów i terapeutów reaguje na ten termin wzruszeniem ramion. Uważają, że zajęcia są budowane na wątłych podstawach naukowych i nieadekwatne do kosztów. Owszem, każdy ruch jest dobry i rozwijający, może nawet zlikwidować wiele deficytów rozwojowych, ale równie dobrze można zabrać malucha na basen albo plac zabaw. Jaka jest prawda?

Integracja sensoryczna to pojęcie wprowadzone w latach 60. przez amerykańską psycholog rozwojową prof. Annę Jean Ayres. W skrócie oznacza organizowanie na poziomie centralnego układu nerwowego informacji płynących z różnych zmysłów.

Może nie wszyscy to wiedzą, ale człowiek ma 6 zmysłów – nie tylko wzrok, dotyk, smak i węch, ale również zmysł proprioceptywny (kinestetyczny), odpowiedzialny za rejestrowanie zmian pozycji ciała, i zmysł przedsionkowy, dostarczający mózgowi informacji o ruchu ciała. Zdarza się, że jeden albo kilka zmysłów wykazuje zawyżoną albo zaniżoną wrażliwość. Drobiazg? Czasem tak, ale czasem ma to wpływ na całe życie.

Na przykład dziecko z nadwrażliwością dotykową odczuwa niektóre ubrania jako nieznośne (zbyt szorstkie, zbyt śliskie, uciskające), a przypadkowe potrącenie odbiera jako brutalne. Robi więc wszystko, żeby nie mieć do czynienia z tym, co dostarcza mu negatywnych odczuć – za żadne skarby nie pozwoli sobie założyć rajstop, ciągle usiłuje się rozebrać albo unika przebywania w tłumie itp. Obcięcie mu paznokci albo włosów to wyczyn.

W sumie to normalne zachowanie – nikt z nas nie byłby w stanie dobrze funkcjonować, gdyby atakowały go nieznośne bodźce. Maluch z nadwrażliwością reaguje więc standardowo. Problem w tym, że jego zmysł dotyku działa niestandardowo.

Skutki nadwrażliwości i podwrażliwości zmysłów:

  • nadwrażliwość na dźwięki – zakrywanie uszu, lękowe albo agresywne reakcje na niewielki nawet hałas
  • podwrażliwość na dźwięki – głośne mówienie, upodobanie do ciągłego nucenia
  • nadwrażliwość dotykowa – niechęć do niektórych tkanin i faktur, przesadne reakcje na dotyk
  • podwrażliwość dotykowa – wysoki próg odczuwania bólu, problem z uświadomieniem sobie Brudzeń na ciele oraz zimna i gorąca
  • nadwrażliwość wzrokowa – unikanie mocnego światła, złe samopoczucie w słoneczne dni, nieprzeciętna spostrzegawczość w dostrzeganiu detali
  • podwrażliwość wzrokowa – problemy z analizą wzrokową, np. rozróżnianiem twarzy, słaba spostrzegawczość
  • nadwrażliwość smakowa i zapachowa – awersja do niektórych potraw albo zapachów, niechęć do jedzenia
  • podwrażliwość smakowo-zapachowa – nadmierne doprawianie potraw, upodobanie do nietypowych smaków
  • nadwrażliwość przedsionkowa – „niezgrabność” i ociężałość ruchowa, podatność na chorobę lokomocyjną
  • podwrażliwość przedsionkowa –duża ruchliwość, poszukiwanie ekstremalnych form aktywności fizycznej
  • nadwrażliwośc proprioceptywna – aktywność fizyczna wywołuje dyskomfort
  • podrważliwość proprioceptywna – potrzeba częstego ściskania przedmiotów, poszukiwanie kontaktu fizycznego (przytulanie się albo uderzanie)

Odnalazłeś się w tym zestawieniu? Oczywiście, nikt z nas nie jest idealnie zintegrowany sensorycznie. Z wiekiem uczymy się – lepiej lub gorzej – jak radzić sobie z tymi problemami. Dziecko jeszcze tego nie potrafi, więc reaguje rozdrażnieniem albo strachem. W szkole skupienie się na zajęciach wymaga od niego olbrzymiego wysiłku i skutkuje zwiększoną męczliwością.

Jak rysować szlaczki, kiedy nie można usiedzieć w ławce dłużej niż 10 minut? Jak bawić się z innymi dziećmi i nawiązywać przyjaźnie, skoro każdy głośniejszy dźwięk wywołuje przerażenie? Ponieważ problemy trwają od zawsze, mogą kształtować charakter dziecka – staje się ono lękliwe, impulsywne albo agresywne.

Nie wiemy dokładnie, z czego wynikają. Przyczyną mogą być problemy w życiu płodowym i niedotlenienie przy porodzie, ale też odziedziczony po rodzicach model funkcjonowania nerwowego. Na pewno pogłębiają to czynniki cywilizacyjne: nadmiar cukru i środków chemicznych w pożywieniu i mała aktywność ruchowa dzieci.

Pytanie brzmi: czy można to zmienić zajęciami SI? Kiedy chodziłam z moimi dziećmi na diagnozy i terapie, na początku miałam poważne wątpliwości, czy to ma sens. Zajęcia polegają na robieniu ćwiczeń w formie zabawy, trwają ok. 45 minut. Jednak po kilku tygodniach widać było zmiany – jedno dziecko raptownie przyspieszyło z samoobsługą, mową i ogólnym rozwojem, a drugie stało się mniej lękliwe. W poczekalni usłyszałam historię Jasia i kilkorga innych dzieci.

„Ćwiczenia są dobrane do potrzeb dziecka z konkretnymi trudnościami. Sprzęty, których używamy w terapii integracji sensorycznej, są bardzo urozmaicone i dostarczają wielu różnych bodźców” – tłumaczy Jarosław Krasnodębski, terapeuta, który prowadzi poradnię Centrum Terapii Dziecka w Otwocku. Mózg dziecka jest bardzo plastyczny i rozwija się przez ruch, który – przy odpowiednim ukierunkowaniu – może wspomóc rozwój niektórych struktur.

Terapię integracji sensorycznej można robić przez całe życie, ale z czasem efekty są coraz słabsze i wymagają coraz więcej pracy. Dlatego Krasnodębski prowadzi zajęcia SI dla dzieci do 7-8 roku życia, a później proponuje inne metody. Podkreśla jednak, że terapia integracji sensorycznej w gabinecie nie daje zadowalających rezultatów, jeśli rodzice nie ćwiczą z dzieckiem w domu i nie przestrzegają innych zaleceń.

Poważny zarzut jest taki, że zbyt łatwo można zostać terapeutą integracji sensorycznej, np. po trzytygodniowym intensywnym kursie. „Rozumiem krytykę pod tym kątem, bo jest ona uzasadniona” – przyznaje Jarosław Krasnodębski. Dodaje, że problemem jest nie tylko wątpliwa jakość niektórych kursów, ale też brak późniejszej superwizji. „Po egzaminie terapeuci są zostawieni sami sobie. Początkującej osobie trudno jest nie popełniać wtedy błędów” – mówi. Niestety rodzice, którzy szukają dobrego terapeuty SI, nie mogą liczyć na rekomendacje jakichś instytucji. A więc jak szukać? Najlepiej popytać rodziców, których dzieci korzystały z takich zajęć.

Gdzie szukać informacji?

Maria Borkowska, Kinga Wagh „Integracja sensoryczna na co dzień”, PZWL

Polskie Towarzystwo Integracji Sensorycznej

Polskie Stowarzyszenie Terapeutów Integracji Sensorycznej – SI
(stowarzyszenie prowadzi nieodpłatne konsultacje w Warszawie)