Aleteia

Bóg uzdrowił bezdomnego Mirka rękami „zwykłych” katolików [wideo]

Udostępnij

Doświadczył uzdrawiającej mocy Jezusa na jednej z krakowskich ulic, dzięki wierze i ufności pary narzeczonych.

Niedawno pisaliśmy o traktowaniu bezdomnych jak powietrze, zbywanych często przez nas najmniejszymi wymówkami. W internecie pojawił się film z Krakowa, na którym bezdomny Mirek chodzi po ulicy trzymając się za głowę, płacząc i mówiąc: „Coście mi zrobili?”. Ktoś go pobił? Jeśli to, co zrobił Jezus ze św. Pawłem pod Damaszkiem można nazwać pobiciem, to tak – został pobity.

Film wstawił Krzysiek, który był na miejscu razem ze swoją narzeczoną, Mają. To przez ich zasłuchanie w Boga, Mirek mógł doświadczyć spotkania z Jezusem. Tak, narzeczeni podczas spaceru po Krakowie po prostu odczuli zachętę do modlitwy za Mirka. Kiedy spytałem Maję, czy często im się to zdarza, mówi, że dużo zależy od otwartości na głos Ducha Świętego. – Czasem to taki subtelny szept, że łatwo go przeoczyć. Albo nawet, jeśli się go usłyszy, to jest jeszcze kwestia przełamania siebie, żeby podejść.
Czasami taka modlitwa na ulicy zdarza się kilka razy w tygodniu. Po prostu, w czasie dnia i przemieszczania się po mieście – mówi dziewczyna.

Podeszliśmy do niego. Zaczęliśmy rozmawiać. Zaproponowaliśmy modlitwę. Pomodliliśmy się, jednak żadnych zmian nie było. Mirek nie mógł ani chodzić bez kuli, ani podnieść ręki.
Duch Święty znowu podsunął mi myśl – że Mirek cierpi na to, na co cierpi z powodu ochroniarzy, którzy go pobili. Spytałem go o to.
„Skąd to wiesz?” Spytał Mirek lekko w szoku.

To fragment z wpisu Krzyśka na portalu społecznościowym. Maja zapytana o zdziwienie i zaskoczenie ludzi, którym proponują modlitwę, mówi, że pojawia się ono zawsze. – A kiedy mówimy, że wiemy, że Jezus czyni cuda dzisiaj i że chcielibyśmy się pomodlić, bo widzimy, że coś dolega, ludzie albo dziękują i są zamknięci albo przeciwnie – otwierają się i chcą. Mirek był w szoku, że w ogóle kogoś obchodzi jego stan – kończy Maja potwierdzając tylko, że dla bezdomnych czasami największą wartością jest potraktowanie ich po prostu po ludzku.

Oglądając ten film przypomniałem sobie kolejne punkty kerygmatu, na których opiera się głoszenie Kościoła od samego początku, a w ostatnich latach szczególnie zwracają na nie uwagę Szkoły Nowej Ewangelizacji. Ostatnim punktem, po głoszeniu Dobrej Nowiny i przyjęciu Jezusa jako Zbawiciela, jest zaproszenie do wspólnoty Kościoła. Zapytałem więc Maję o to, co stało się dalej z Mirkiem? Co dzieje się z osobami, nad którymi modlą się na ulicy? – Rozmawialiśmy z nim później, co czuje, co się dzieje. Płakał i nie rozumiał. Potrzebował czasu i rozmowy. Mówiliśmy, że Jezusowi na nim zależy. Był tak wzruszony, że postanowił pójść prosto do kościoła. Krzyś zaproponował, żeby poszedł do spowiedzi. Nie mamy z nim kontaktu – wyjaśnia Maja.

Każde spotkanie jest inne. Jak sama mówi: Sprawa kontaktu zależy od sytuacji. Czasami samo wychodzi z rozmowy, że następuje wymiana telefonów, adresu i terminów spotkań wspólnoty. Często jednak jesteśmy po prostu jak słudzy, którzy zrobili to, co do nich należało i wierzą, że Bóg już sam działa i nie ma potrzeby pociągać za wszystkie sznurki. 

Spotkanie z Jezusem zawsze przemienia i nie pozwala na zatrzymywanie tego daru tylko dla siebie. Maja i Krzyś pokazują tym prostym filmem, że nawet najbardziej niespodziewane chwile dnia są przesiąknięte Bożą obecnością, a słowa Jezusa o posłaniu i uzdrawianiu w Jego imię trzeba traktować poważnie.

https://www.facebook.com/bertonez/videos/1614643275269179/