Aleteia
niedziela 25/10/2020 |
Św. Chryzanta i św. Darii
Sztuka i podróże

Wyspa stulatków. Ziemia omijana przez śmierć

fliegender/Flickr

Łukasz Kobeszko - publikacja 23.02.17

Niewielka wyspa od lat zadziwia długowiecznością swoich mieszkańców. Widok stulatków uprawiających winnice i pijących kawę po niedzielnym nabożeństwie nie jest tam niczym nadzwyczajnym.

Brzmi jak reklama z biura podróży? Niekoniecznie. Przyjrzyjmy się bliżej greckiej Ikarii na Morzu Egejskim.

Według mitologii w okolicach wyspy miał spaść do morza lecący na zbudowanych przez siebie skrzydłach Ikar. Dzisiaj stanowi ona nie tylko obiekt westchnień turystów, ale również obiekt zainteresowania profesorów medycyny, psychologów i teologów. Do dzisiaj nie znaleźli oni jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co decyduje o tak dobrej jakości życia na Ikarii.

Powrót do korzeni, który uleczył

W 2013 roku media obiegła wieść o śmierci liczącego 103-lata rolnika i mieszkańca Ikarii Stamatisa Moraitisa. W samym wydarzeniu, biorąc pod uwagę specyfikę wyspy nie było nic niecodziennego. Liczące blisko 8,5 tysiąca stałych mieszkańców terytorium posiada jedną z najwyższych populacji stulatków na świecie. W ostatnich latach życia Moraitisa, wywiady z  nim wyemitowały największe stacje telewizyjne świata, m. in. BBC i CNN.  Rolnik, który po zakończeniu II wojny światowej wyemigrował do USA, otworzył tam własny warsztat i założył rodzinę. Po kilku latach pracy dorobił się całkiem sporego domu w stanie Nowy Jork z ogrodem i nowoczesnym jak na tamte czasy samochodem marki Chevrolet.

Amerykańską idyllę Moraitisów przerwała brzmiąca jak wyrok diagnoza lekarska, którą Stamatis usłyszał w 1976 roku. Złośliwy i nieoperacyjny rak płuc z czasem przeżycia kilku miesięcy. Grek niemal od razu zamknął miejsce utrzymania swojej rodziny i popadł w głęboką depresję. Przez prawie dwa miesiące nie wstawał już z łóżka, czekając na zbliżający się koniec. W tym czasie jego rodzina napisała list do krewnego na Ikarii, który był duchownym w jednej z cerkwi prawosławnych na wyspie z prośbą o modlitwę – już nie tyle o uzdrowienie, ale o łagodną i spokojną śmierć.

Odpowiedź duchownego przyszła dość szybko, choć były to przecież jeszcze czasy komunikacji listownej.  Obok zapewnień o modlitwie, zaproponował on, aby pochować Stamatisa w rodzinnej ziemi. Umierający imigrant zgodził się na ten pomysł, przewidując jednak, że tuż po pogrzebie rodzina powróci za Ocean. Po niecałych czterech miesiącach od feralnej diagnozy, Moraitisowie znaleźli się na Ikarii i zamieszkali w niewielki domu u podnóża góry, na której znajdowała się świątynia, w której posługiwał krewny. Przez pierwsze tygodnie stan chorego w zasadzie nie ulegał poprawie, spędzał on całe dnie w łóżku. Gdy jednak minęło wskazane przez lekarzy sześć miesięcy, Stamatis żył dalej. Co więcej, wstał z łóżka i zaczął chodzić na krótkie spacery, najpierw wokół domu, a później, coraz dalej. Mimo, że w Stanach miał już poważne kłopoty z oddychaniem, postanowił pewnego dnia wspiąć się krętą, kamienistą drogą prowadzącą do cerkwi. Tam po raz pierwszy od prawie 40 lat wyspowiadał się i przystąpił do Eucharystii (żyjąc w USA stał się człowiekiem obojętnym religijnie). Od tego czasu uczęszczał do świątyni regularnie w każdą niedzielę i święta, aż do swojej śmierci.

Wino, oliwki i tavla zamiast chemioterapii

Grek zaczął czuć się coraz lepiej. Udał się do miejscowych lekarzy, którzy po szczegółowej diagnostyce stwierdzili cofanie się zmian nowotworowych i nieobecność przerzutów. Aby osiągnąć dobre rezultaty, zaproponowano chemioterapię, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej w Ameryce uznano za pozbawioną efektów przy tak zaawansowanej formie choroby. Co ciekawe, Stamatis nie zdecydował się na tego rodzaju leczenie.

Obok pogłębionego życia religijnego, zaczął przebywać sporo w miejscowych winnicach i doglądać liczne na wyspie plantacje drzew oliwkowych. Spotykał się z sąsiadami przy pieczeniu na świeżym powietrzu jagnięciny i produkcji serów. Po niedzielnej liturgii spędzał dużo czasu w „kafenionie” znajdującym się nieopodal cerkwi – tradycyjnej kawiarni, gdzie mężczyźni grali w popularną grę tavla oraz pijąc kawę i wino dyskutowali do wieczora o życiu i polityce. Minęło dobrych kilka lat, a Grek zaczął sam uprawiać niewielką winnicę i produkować z żoną i dziećmi sery. Przeżył tak kolejne dekady, nie uskarżając się kłopoty zdrowotne. Wywiady przeprowadzone dla telewizji na rok przed jego śmiercią (Stamatis zmarł z przyczyn naturalnych i nie związanych z chorobą nowotworową) pokazują dziarskiego staruszka obcinającego gałęzie drzew, zbierającego do kosza oliwki i bez problemu korzystającego samodzielnie z drabiny.

Wszyscy żyjemy razem

Mieszkańcy wyspy, z którymi rozmawiali naukowcy i dziennikarze podkreślają, że na Ikarii panują bliskie więzi przyjacielskie. Niemal wszyscy widują się co tydzień w kilku istniejących na wyspie parafiach. Niedziela to nie tylko okazja do modlitwy, ale również do spotkań w kawiarniach i pikników na świeżym powietrzu w sąsiedzkim kręgu. Mieszkający blisko siebie często mają klucze do domów sąsiadów i w razie potrzeby doglądają wzajemnie swojego dobytku. Na wyspie od wielu lat nie było rozwodów i większych przestępstw, a blisko 90 proc. ankietowanych ocenia swoje życie rodzinne jako satysfakcjonujące i dające poczucie bezpieczeństwa.

„Razem pracujemy, modlimy się i bawimy, czy to śpiewając przy posiłkach na powietrzu, czy wspólnie oglądając telewizję. Wiemy o sobie prawie wszystko, nikt nie ma przed sobą wielkich tajemnic. Poza przyziemnymi sprawami nie mamy też w zasadzie o co się poważnie kłócić, chyba, że o sposób wyrabiania sera” – powiedziała jednej z telewizji 89-letnia mieszkanka Ikarii.

Być może właśnie w połączeniu tych elementów tkwi tajemnica dobrego życia na Ikarii?


SHIGEAKI HINOHARA

Czytaj także:
Jak żyć długo i szczęśliwie? Radzi 105-letni japoński lekarz. Specjalista od…długowieczności




Czytaj także:
8 fizycznych symptomów depresji – obserwuj uważnie siebie i swoich najbliższych


SUPLEMENTY DIETY

Czytaj także:
Na zdrowie czy wręcz przeciwnie? Suplementy diety

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
Grecja
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
OJCIEC SERAFIM
Łukasz Kobeszko
Przepięknie śpiewa i modli się w języku Jezus...
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
GIULIA MICHELINI
Silvia Lucchetti
Świadectwo włoskiej aktorki, która urodziła j...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail