Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Z piekła do nieba. Modelka Anna Golędzinowska dzieli się historią swojego życia i nawrócenia

Udostępnij

Historia Ani to opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno, aby zacząć życie od nowa i – parafrazując tytuł jej bestsellerowej książki „Ocalona z piekła” – powrócić z największych mroków do światła.

Kilka lat temu niezwykłe losy Ani Golędzinowskiej, polskiej modelki, aktorki i prezenterki telewizyjnej we Włoszech, były gorącym tematem w wielu mediach społecznościowych, a także w wywiadach, w prasie czy programach telewizyjnych.

W Polsce po raz pierwszy w programie „Rozmowy w toku”, w odcinku „Handel żywym towarem”, opowiedziała o piekle, jakie zgotowali jej handlarze dziewczętami, łudząc ją szybką karierą we Włoszech. Dopiero po wielu dramatycznych przeżyciach na skraju życia i śmierci Ania zaczęła stopniowo realizować swoje marzenia. Jej historia to zapewne historia wielu dziewcząt, szukających lepszego życia…

Iwona Flisikowska: Aniu, jak wspominasz swoje dzieciństwo i swój dom rodzinny?

Anna Golędzinowska: Niestety nie mam miłych wspomnień. Ojciec pogrążony w alkoholizmie, którego ktoś znajduje po trzech dniach leżącego gdzieś na ulicy, bo przecież nawet jak ktoś zasłabnie, to pijanemu się nie pomaga… Matka, która z powodu pijaństwa taty, jego tragicznej śmierci i po prostu biedy popada w silną depresję. Jej metodą wychowawczą było wymierzenie kary kablem mnie lub młodszej siostrze z byle jakiego powodu… Poza tym po śmierci taty zaczęła sprowadzać do naszego domu co rusz nowych „wujków”. Często też zostawiała nas same. Nie miałyśmy poczucia bezpieczeństwa. Teraz wiem, że moja matka była głęboko nieszczęśliwą kobietą. A ja tęskniłam za normalnym domem.

Czy ta tęsknota do normalności, o której wspominasz, rodziny, w której znalazłabyś miłość i poczucie bezpieczeństwa, spowodowała, że próbowałaś odebrać sobie życie?

Zanim postanowiłam z sobą skończyć, miałam epizody kradzieży, np. bułeczek kajzerek… których nie było w domu. Buntowałam się, że koleżanki miały fajne dżinsy i inne ciuchy na topie, a ja nie, więc „wzięłam” pierścionek mamy i sprzedałam. A za te pieniądze kupiłam sobie wreszcie wymarzone dżinsy i modną bluzę. Miałam w sobie dużo buntu, żeby nie powiedzieć: agresji… Ale tak naprawdę chciałam zwrócić na siebie uwagę. Cała moja osoba wołała o miłość i akceptację. Swoją śmiercią chciałam wszystkich ukarać, żeby mieli poczucie winy, że stracili taką fajną osobę jak ja. A miałam wtedy tylko 13 lat… Na szczęście moje plany „nie wypaliły”, powróciłam do życia.

Ale już nie chciałaś mieszkać w domu rodzinnym ani w Warszawie.

Trzy lata później po tej dramatycznej historii, mając 16 lat, wygrałam casting do pracy w agencji modelek w Mediolanie. Zapowiadało się, że moje marzenia zaczynają się realizować. Ale byłam tam tylko miesiąc, bo jako nieletnia musiałam powrócić do Polski po pozwolenie od mojego opiekuna, że mogę oficjalnie pracować jako modelka.

Ale powrót do wymarzonej Italii, już z oficjalnym pozwoleniem, nie okazał się szczęśliwy…

Niestety nie… Zamiast w ekskluzywnej agencji w Mediolanie, znalazłam się w obskurnym night clubie, znajdującym się w garażu. Totalny szok. Próbowano mnie i inne dziewczyny przymuszać do „usług”, które można po prostu nazwać prostytucją. Myślałam o ucieczce. Ale zanim uciekłam, zostałam brutalnie zgwałcona. Mój i tak ledwo trzymający się świat roztrzaskał się na drobne kawałeczki.

W książce „Ocalona z piekła” opowiadasz o tym wszystkim odważnie i w detalach. Czy jej pisanie było dla Ciebie formą terapii?

Te wszystkie cierpienia, upokorzenia zakopałam gdzieś głęboko w swojej podświadomości, bo musiałam zwyczajnie w świecie przetrwać. Kiedy zaczęłam pisać „Ocaloną z piekła” i wydobyć na światło dzienne choćby scenę gwałtu, to był to moment wyruszenia w stronę uzdrowienia i niejako pogodzenia się z tym, że takie brutalne sytuacje miały miejsce w moim życiu. Po prawie 10 latach zeznawałam w polskim sądzie przeciwko tym, którzy mnie wywieźli. A we Włoszech aresztowano ich wspólników. Trudno w to uwierzyć, ale jeden z nich okazał się inspektorem policji, związanym z mafią kalabryjską.

Pomimo tych trudnych doświadczeń szybko udało Ci się zawędrować na szczyty kariery – byłaś modelką, gwiazdą telewizji włoskiej, również aktorką. Gigantyczny przeskok. Wielkie szczęście, sława i bogactwo?

Patrząc tak po ludzku, to rzeczywiście miałam wszystko: mogłam samolotem w każdej chwili polecieć do Paryża, aby np. kupić najnowszą kolekcję ciuchów, czy w każde inne wymarzone miejsce. Codziennie świetne restauracje, ekskluzywne kluby i wielbiciele wokół mnie. Często zmieniałam partnerów, bo nie potrafiłam zbudować prawdziwych relacji z jednym mężczyzną. Bycie modelką stopniowo okazywało się byciem niewolnikiem projektantów mody, sponsorów czy producentów. Byłam przez 3 lata narzeczoną siostrzeńca premiera Włoch Silvo Berlusconiego. Wydawałoby się, że świat miałam u stóp. Ale tak naprawdę nie czułam się szczęśliwa, można śmiało powiedzieć, że była to droga donikąd.

Na szczęście opatrzność czuwała…

Oj tak, czuwała. Zresztą tak było przez całe moje życie, wystarczyło to tylko dostrzec. Dosłownie. Włoski wydawca mojej książki powiedział mi, że wyda „Ocaloną z piekła”, ale zanim to zrobi, mam pojechać z nim do Medjugorje. Dodał: „Aniu, zobaczysz, że po powrocie będziesz chciała w swojej książce coś pozmieniać”. Nie tylko „coś” pozmieniałam w książce, ale też dosłownie porzuciłam całe swoje dotychczasowe życie, zrezygnowałam z pracy w telewizji, z kilkuletniego narzeczeństwa. Właściwie zostawiłam wszystko. Zamieszkałam na 3 lata w zakonie z siostrami i wiodłam takie życie jak one. À propos Bożej opatrzności, o której wspominasz, to ubierałam się i jadłam to, co przywozili do sióstr pielgrzymi. Mój narzeczony przyjeżdżał do mnie do Medjugorje i zabiegał o to, abym powróciła z nim do Włoch. Ale ja nie chciałam wracać do starego, bujnego życia. Czułam się szczęśliwa w moim nowym, skromnym życiu, bo co z tego, że zyskasz cały świat, kiedy twoje życie wieczne stoi pod znakiem zapytania?

Założyłaś we Włoszech Ruch Czystych Serc, który cały czas się rozwija i skupia coraz więcej młodych osób. Co takiego porywającego jest w tym ruchu? Czystość wyszła z mody?

Modna to chyba nigdy nie była, choćby dlatego, że w jakimś sensie jest narzucana młodym, a wiadomo jak ludzie młodzi reagują na to, jak im się cokolwiek narzuca… A tak naprawdę to chodzi o to, aby czystość przedmałżeńską, czyli rezygnację z seksu, zacząć postrzegać jako wartość, a nie jako jakieś trudne do zniesienia jarzmo. Serię zakazów i nakazów. Dla mnie osobiście czystość przed moim ślubem to była też forma oczyszczenia z przeszłości i przyjęcia tej ukochanej osoby jako coś bardzo wyjątkowego.  I na ten moment warto było czekać. Może to zabrzmi niecodziennie, ale z moim mężem zapoznały mnie siostry… Razem z Michele założyliśmy Ruch Czystych Serc, który bardzo rozwija się we Włoszech. Jest nas teraz ponad 9 tysięcy i to chyba jest odpowiedź na to, że tęsknimy za odwiecznymi wartościami. Staramy się promować w ruchu czystość przedmałżeńską i jej symbolem jest tzw. obrączka czystości.

Jesteś dziś szczęśliwa?

Staram się żyć pełnią życia i tak, naprawdę czuję się szczęśliwa. A najbardziej przełomowym momentem w moim życiu były słowa, które wypowiedziałam po raz pierwszy w Medjugorie: „Przebaczam wszystkim, którzy mnie w życiu zranili i skrzywdzili. Przebaczam też sobie”. Z mamą wpadłyśmy sobie w ramiona i wypłakałyśmy swoje żale. Przebaczyłyśmy sobie nawzajem wszystko. To było takie uwalniające i uzdrawiające. Mogłam na nowo kochać. To był prawdziwy początek nowej drogi. Bardzo szczęśliwy.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail