Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ks. Gurgacz, jednen z Niezłomnych: „Na śmierć pójdę chętnie”

RYNGRAF NA PIERSI
Spot z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych/TVP
Udostępnij

„Moje czyny były zgodne z tym, o czym myślą miliony Polaków, tych Polaków, o których obecnym losie zadecydowały bagnety NKWD. Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to jest zresztą śmierć?”.

„Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę” – tak w ostatnim słowie ks. Władysław Gurgacz zwrócił się do sędziów Wojewódzkiego Sądu Rejonowego w Krakowie, którzy 14 sierpnia 1949 roku skazali go na śmierć.

 

Ks. Władysław Gurgacz w PPAN 

Ksiądz Gurgacz był postacią wyjątkową. Młody jezuita, przesiąknięty duchowością ignacjańską i radykalizmem św. Andrzeja Boboli. Dzięki nierozpoznanej chorobie, objawiającej się silnymi bólami żołądka, został na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego odesłany do Gorlic, gdzie w miejscowym szpitalu (był tam i pacjentem, i kapelanem) poznał „chłopców z lasu”, dziś wspominanych jako Żołnierze Niezłomni.

Do wstąpienia do konspiracyjnego oddziału zmusiła w pewnym sensie ks. Gurgacza… milicja. W Krynicy, gdzie pełnił posługę od 1947 r., zasłynął z płomiennych, patriotycznych kazań. Wieść o tym dotarła do organów bezpieczeństwa, które dwukrotnie podjęły próbę zamordowania kapłana.

Ks. Gurgacz, w obawie przed utratą życia, postanowił dołączyć do konspiracyjnej organizacji Polska Podziemna Amia Niepodległościowa – jednej z dziesiątek organizacji, które nie zgadzały się na zaprowadzenie komunistycznych rządów w Polsce i poprzez walkę starały się doprowadzić do odzyskania przez kraj niepodległości.

 

Ks. Gurgacz, pseudonim „Ojciec” lub „Sem”

Początkowo organizacja koncentrowała się na kształceniu młodzieży i była w założeniu organizacją cywilną, jednak w miarę działania w jej szeregach powstał również pion zbrojny, tzw. „Żandarmeria”, który ochraniał jej przywódców oraz poprzez akcje konfiskacyjne zdobywał fundusze na działalność konspiracyjną.

Kierujący oddziałem Stanisław Pióro „Emir” przywiązywał ogromna wagę do edukacji i etycznego prowadzenia działalności konspiracyjnej. Ksiądz Gurgacz nadawał się więc doskonale do posługi wśród członków tej tajnej grupy. „Chłopcy”, jak o nich mówił, odmawiali różaniec, uczestniczyli we mszach św., słuchali wykładów z historii starożytnej, filozofii i teologii. Jezuita miał pseudonim „Ojciec” i „Sem”. Ten drugi przydomek najprawdopodobniej pochodził od słów „Servus Mariae” – sługa Maryi.

Polska Podziemna Amia Niepodległościowa prowadziła działalność w iście robinhoodowskim stylu. Żołnierze podziemia unikali starć zbrojnych, nie przeprowadzali akcji, które byłyby uciążliwe dla miejscowej ludności, a rekwizycji dokonywali głównie wobec instytucji państwowych.

Już po aresztowaniu ks. Gurgacz tak opisywał tamten czas:

Do tego zagadnienia podchodziłem analogicznie jak za czasów okupacji niemieckiej, kiedy to partyzanci utrzymywali się na skutek dokonywanych napadów na mienie znajdujące się we władaniu okupanta. Ponieważ nasza organizacja PPAN, do której ja należałem, działała nie z pobudek osobistych i nie z chęci zysku, lecz na skutek impulsu natury i przekonania, że obecny rząd polski nie jest wyrazem opinii większości społeczeństwa polskiego i nie stara się o interesy wszystkich obywateli, dlatego też uważałem, że zabierając mienie państwowe czy spółdzielcze, nie popełniamy przestępstwa.

 

Ks. Gurgacz usunięty z zakonu

Posługa kapelana oddziału stała jednak w sprzeczności z posłuszeństwem wobec władz zakonnych, które bezskutecznie starały się nakłonić ks. Gurgacza do powrotu. Kapłan pisał: „Znalazłem się, może po raz pierwszy w życiu, w bardzo trudnej sytuacji, gdyż z jednej strony winieniem to, co ślubowałem, a więc bezwzględne posłuszeństwo swoim przełożonym, z drugiej strony dręczyła mnie obawa, że skoro pozostawię bez opieki moralnej i bez właściwego nadzoru tę grupę partyzantów, do której werbowano mnie na kapelana, to ludzie znajdujący się w tej grupie mogą zejść na manowce”.

28 czerwca 1948 roku ks. Gurgacz został „z zakonu usunięty dla niesubordynacji”. Władze zakonne nie dopełniły jednak formalnych warunków zwolnienia (m.in. nie było śladów doręczenia pisma informującego o dymisji). Prowincja zakonu musiała brać jednak pod uwagę, że działalność jezuity może dać władzom świeckim pretekst do uderzenia w zgromadzenie. W późniejszym śledztwie ks. Gurgacz przyznawał, że opuścił zakon bez zgody przełożonych, jednak nie był zbiegiem w znaczeniu prawa kościelnego.

Znacznie uszczuplony akcjami Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego oddział ks. Gurgacza 2 lipca 1949 dokonał próby rekwizycji pieniędzy bankowych, które miały umożliwić członkom grupy rozpoczęcie nowego życia na Ziemiach Zachodnich. Akcja nie powiodła się jednak i członkowie organizacji zostali schwytani. Nie było wśród nich ks. Gurgacza. Mógł uciec z Krakowa, ale oddał się w ręce władz. Tłumaczył później, że nie chciał pozostawić członków swej organizacji i tak samo jak oni chciał ponieść odpowiedzialność.

 

Proces bandy ks. Gurgacza

Ujęcie ks. Gurgacza wykorzystano propagandowo. Jego obecność w oddziale wykorzystywano, aby pokazać szkodliwą działalność Kościoła. Fabrykowano kompromitujące materiały, oskarżano go o wpajanie członkom „Żandarmerii” nienawiści do ustroju i próbę obalenia go.

Jego proces przeszedł do historii jako „proces bandy ks. Gurgacza”. Był szeroko i kłamliwie relacjonowany przez ówczesną prasę i radio. Ksiądz Gurgacz bronił się sam i musiał czynić to bardzo zręcznie, skoro protokoły z rozpraw były fałszowane. 14 sierpnia 1949 roku został skazany na karę śmierci. Wraz z nim taki sam wyrok otrzymali też Stefan Balicki „Bylina” i Stanisław Szajna „Orzeł”.

Skazanych osadzono w bloku śmierci Centralnego Więzienia przy Montelupich w Krakowie. Wyrok został wykonany 14 września 1949 r., czyli w Święto Podwyższenia Krzyża, na podwórku więzienia. Podobno odprowadzanych na miejsce egzekucji żegnał śpiew więźniów „Pod Twoją obronę…”. Zapytany o ostatnią wolę, ks. Gurgacz poprosił, aby mógł wysłuchać pieśni do końca. Gdy pieśń umilkła, padł strzał.

 

 

Korzystałem z artykułu Dawida Golika i Filipa Musiała „Maluczko i skończy się ścieżka zarośnięta cierniem…”, Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 1-2 (108-109) styczeń – luty 2010 r.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail