Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy Jezus chce, żebyśmy jedli mięso? Największy „meat” świata

Udostępnij

Z ogromną troską wynoszę za okno wszystkie zbłąkane robaczki, bo mam głębokie poczucie, że w istnieniu każdego zwierzęcia tkwi niepojęta dla nas tajemnica.

Wielka awantura o mięso

Doszłam ostatnio do wniosku, że cokolwiek by o moim życiu towarzyskim mówić, wcale nie przepadam za stołowaniem się w obliczu nowych znajomych. Zawsze, gdy tylko na jaw wyjdzie mój wegetarianizm, wybucha wielka afera. Dużo większa, niż gdybym zechciała odkryć przed światem niechęć do bananów. Albo do brukselki.

Mięsa nie jem już od szesnastu lat, więc nie jestem w temacie świeża jak poranna rosa, ale po usłyszeniu po raz tysięczny zawsze tych samych pytań (zadanych tonem nieznoszącym sprzeciwu, jakby padały z ust pani z telezakupów „Rozumiem, że mogę zająć chwilę, prawda?”), gotowam zasnąć z twarzą na stole, jak po szesnastu tabletkach Melatoniny.

Kiedy już jednak wyjaśnię, że nie – nie choruję na anemię, nie chodzę głodna, tak, jem coś więcej niż sałatę, a dieta wegetariańska od dawna uznawana jest już za zdrowszą niż mięsna – dzieje się coś niebywałego. Wszyscy interlokutorzy z miejsca uznają Chrystusa za swojego Pana i Zbawiciela i sięgają po argument ostateczny: „Ale przecież Jezus jadł ryby!”.

 

Czy katolik może nie jeść mięsa?

I tu zaczynają się schody. Prawdziwe, jeśli – mówiąc już całkiem poważnie – spędzam popołudnie wśród rzeczywiście zdeklarowanych katolików, a tam bezmięsna zazwyczaj jestem tylko ja. Jeśli dobrze trafię, moja wstrzemięźliwość będzie owiana jedynie milczeniem. Jeżeli trafię gorzej – nazwą mnie heretyczką, antyteistką, liberałką (niepotrzebne skreślić).

Bo z jakiegoś niezrozumiałego powodu niejedzenie mięsa brane jest niebywale często za niechrześcijańskie. Do tego stopnia, że – jak potwierdza mi wielu znajomych – bywa wykpiwane w katolickich środowiskach (z podobną reakcją spotykają się też ci, którzy publicznie przyznają się do działalności na rzecz dręczonych zwierząt)

Ale czy naprawdę Bóg, który jest czystą Miłością, mógłby się czuć obrażony, bo… postanowiłam nie zabijać któregoś z Jego stworzeń? Czy mógłby mieć mi za złe, że w warunkach, w których jedzenie mięsa nie jest mi niezbędne do życia, a w dodatku wegetarianizmem ani siebie, ani nikogo nie krzywdzę, postanawiam iść za swoją wrażliwością i jak najmniej krzywdzić powierzoną mi naturę?

Nie potrafię wyobrazić sobie takiej sytuacji.

 

Czy Jezus jadł mięso?

Owszem – Jezus jadł ryby, ale robił to adekwatnie do okoliczności, w jakich się znalazł. Nie mamy pewności, czy dziś też by je wybrał, gdyby miał przed sobą całą półkę eko-produktów, ale mam wrażenie, że urządzanie rzezi jakiemukolwiek z Jego istnień nie miałoby żadnego rozsądnego wytłumaczenia.

Z wielką pieczołowitością wynoszę więc za okno każdego najmniejszego robaczka, który przybłąkał się do mojego mieszkania, żeby tylko go nie zdeptać, bo mam głębokie poczucie, że choćbym była świętym tureckim, nie mam prawa pozbawiać żadnej istoty jej niezbywalnego prawa do życia. W istnieniu każdego żuczka czy świnki tkwi niepojęta dla nas tajemnica, której nie powinniśmy deptać, choćbyśmy nie wiem jak bardzo byli przez Boga w historii zbawienia uprzywilejowani.

Ta wrażliwość na ich lęk i ból nie jest zresztą wynalazkiem XXI wieku. Mięsa nie jadł już Tomasz z Akwinu, Desmond Doss, ograniczają je franciszkanie.

Co na to wszystko Biblia? Nie da się powiedzieć, że wzmianki o stosunku człowieka do zwierząt z Księgi Rodzaju, Wyjścia czy Daniela mogą być przesłanką do stworzenia na ten temat jakiejkolwiek doktryny.

 

Świat bez agresji

Wiele jednak wskazuje na to, że pierwotnym pomysłem Boga był świat pozbawiony agresji, w którym żadne ze zwierząt nie było drapieżnikiem. Kłopoty zaczęły się dopiero, gdy człowiek sprzeciwił się Bogu, a grzech zepsuł dotychczasowe porządki świata.

Jezuita o.Dariusz Kowalczyk SJ w jednym ze swoich artykułów stawia nawet tezę (którą wcześniej lansował rabin Abraham Isaak Kook), że Bóg przymknął oko na ludzi jedzących mięso ze względu na ich słabość po dokonaniu się grzechu. „Wtedy nasza moralna wrażliwość – wyjaśniał to zagadnienie Tyson Herberger – mimo że w chaosie życia staliśmy się bezwzględni i nieczuli, mogła po raz kolejny ożywić serce.”

Ale po pierwsze – jak zauważa John Baker w książce „Man and Nature” – chociaż Pismo święte uznaje zabijanie zwierząt przez człowieka jako fakt, to opisuje ten fakt jako znak odejścia od pierwotnego zamysłu Boga względem człowieka. Po drugie – ważne – nigdzie w Biblii nie znajdziemy wzmianki o tym, że „jeść mięso jest po Bożemu”, a bycie wegetarianinem to zwykła herezja. Stary Testament w żadnej mierze nie usprawiedliwia bowiem eksploatacyjnego i egoistycznego stosunku człowieka do natury.

Wszystko zresztą ma wrócić do poprzedniego ładu zaraz po paruzji, jak w poemacie mesjańskim zapowiada Izajasz.

„Dlatego – pisze o.Kowalczyk – kiedy zabijamy zwierzęta dla naszego użytku, warto niekiedy zadać sobie pytanie, jakie sformułował Karl Barth: <Kimże ty jesteś, człowieku, jeśli twierdzisz, że musisz to czynić, aby utrzymywać, podtrzymywać, wzbogacać i upiększać swoje własne życie? Co takiego jest w twoim życiu, ze czujesz się zmuszony do uciekania się do takiej agresji, by odnieść jakąś korzyść?> Można [zatem] nie zgadzać się z różnymi wegetariańskimi ideami, ale nie można całkowicie lekceważyć stawianych przez wegetarianizm pytań”.

 

Wegetarianizm a katolicyzm

Wegetarianizm a katolicyzm to zagadnienie, na które nie można znaleźć prostej odpowiedzi – i może i dobrze.

Kiedy pisałam ten tekst, niezwykle przekonana do swoich wegetariańskich racji, momentami czułam coś w charakterze żalu do Jezusa. No bo skoro troska o zwierzęta jest kwestią tak oczywistą i płynącą po prostu z obowiązku miłości, dlaczego On podczas tylu lat nauczania w ogóle o tym nie wspomniał? Przecież gdyby to zrobił, jednym słowem załatwiłby mi nie tylko ten felieton, ale i oszczędził hektolitry przelanej zwierzęcej krwi.

Potem tak jakby zaczęłam rozumieć. Wiara to nie zestaw precyzyjnych wytycznych na temat moralności, ale opowieść o miłości, która przyłożona do konkretnych pytań, daje w miarę jasne odpowiedzi. Jak bowiem pisał Szymon Hołownia w „Tabletkach z krzyżykiem” (właśnie w kontekście troski o zwierzęta): „Kościół nie wkracza tam, gdzie wystarczy czyjś zdrowy rozsądek

Ks. Jacek Bolewski w „Odrodzeniu dzięki religii” w pewnym sensie wyjaśnia ten brak konkretów: „W Ewangelii znajdujemy wskazówki, że w Jezusie rzeczywiście odnawia się całe stworzenie, nie tylko ludzie (…) Z objawieniem się Boga w Jezusie możliwa staje się znowu pierwotna harmonia w stworzeniu”

Święty Paweł pytany o kwestię mięsożerności już w pierwszych latach po Chrystusie odpowiadał dyplomatycznie, że grunt to żeby bez względu na dietę wzajemnie się szanować.

Od siebie dodałabym jeszcze jedną poradę. Jeżeli rezygnacja z mięsa w czyimś mniemaniu póki co nie wchodzi z rachubę, może warto chociaż trochę je ograniczyć. Będzie to wielkie zwycięstwo miłości, jeśli szacunek dla czyjegoś życia choć odrobinę pokona nasz egoizm.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail