Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

C.S. Lewis tego nie wymyślił! Narnia istnieje naprawdę

Udostępnij

Pochodzi stamtąd bł. Łucja, która była pierwowzorem bohaterki "Opowieści z Narni".

Być może dla wielbicieli twórczości C.S. Lewisa nie będzie to aż tak wielkie zaskoczenie, ale Narnia istnieje naprawdę. Jest to małe miasteczko i gmina w regionie Umbria w środkowej części Włoch. Po włosku miasto nazywa się Narni, ale po łacinie brzmi już ono Narnia i jest niemal pewne, że Lewis inspirował się właśnie tą miejscowością, tworząc „Opowieści…”. Skąd to wiemy? Pisze o tym Roger Lancelyn Green, uczeń i biograf brytyjskiego pisarza:

„Gdy Walter Hooper (doradca literacki Lewisa – przyp. red.) zapytał go skąd wziął słowo Narnia, Lewis pokazał mu Mały Klasyczny Atlas Murraya z 1904 roku (…). Na 8 stronie atlasu znajdowała się mapa starożytnych Włoch. Lewis zwrócił uwagę te małe miasto, zwane Narnią, po prostu dlatego, że ładnie dla niego brzmiało”.

Co ciekawe, istnieją także podejrzenia, że jedna z postaci „Opowieści z Narni” wzorowana była na bł. Łucji, pochodzącej z tej włoskiej miejscowości. Nie ma co do tego jednak pewności, choć historia żyjącej na przełomie XV i XVI wieku tercjarki dominikańskiej jest chyba nawet bardziej emocjonująca, niż Łucji Pevensie.

Urodzona w 1476 roku Lucia Brocadelli była najstarszym z jedenaściorga dzieci Bartolomea i Gentiliny Brocadellich. Mówi się, że ta wychowywana w religijnej atmosferze dziewczynka już od najmłodszych lat miewała mistyczne wizje, spotykając w nich Matkę Bożą i św. Dominika.

Będąc nastolatką, straciła ojca i przeszła pod kuratelę wuja, który próbował za wszelką cenę wydać ją jak najszybciej za mąż. Łucja natomiast miała w tej materii nieco odmienne zdanie, głównie z powodu ślubu czystości, jaki złożyła w wieku 12 lat. Uległa w końcu nie namowom wuja, lecz zaleceniom… Maryi, św. Dominika i św. Katarzyny ze Sieny, którzy zasugerowali, by dziewczyna wzięła ślub z młodym hrabią Pietro di Alessio, tworząc jednak białe małżeństwo – tak, by dotrzymać swojego przyrzeczenia.

Hrabina wsławiła się swoją ofiarnością w pomocy ubogim, nie tylko materialnej, ale także poprzez swoją własną pracę – wieczorami piekła chleby, które następnego dnia rozdawała potrzebującym. Służba wielokrotnie donosiła hrabiemu, że Łucja spotyka się w swoich komnatach z różnymi osobami, często mężczyznami, którzy ostatecznie okazali się być nawiedzającymi ją świętymi. Pietro miał już jednak dość dziwnych wydarzeń w jego otoczeniu i zamknął Łucję w odosobnieniu na okres Wielkiego Postu. W okresie wielkanocnym hrabina jednak zbiegła i wstąpiła do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego.

Mogłoby się zdawać, że od tego momentu jej, nazwijmy to, kariera potoczyła się pomyślnie. Uzyskawszy zaufanie przełożonych, a według niektórych doniesień nawet samego papieża Aleksandra VI, z powodzeniem założyła wspólnoty dominikańskich tercjarek w Viterbo i Ferrarze. W 1496 roku otrzymała stygmaty, które oprócz bólu i cierpienia przysporzyły jej wiele kłopotów. Wraz z rosnącą popularnością jej osoby wzrastała także niechęć współpracowników i współsióstr. Ponadto otwarcie popierała ona reformatorskie postulaty Hieronina Savonaroli, który był w konflikcie z papieżem. Wszystko to złożyło się na nałożenie w 1505 r. przez jej przełożonego pokuty, poprzez zamknięcie Łucji w odosobnieniu. Znowu.

W tak zwanym międzyczasie jej mąż, który początkowo próbował przekonać ją do powrotu, powziął spektakularną decyzję. Rezygnując z hrabiowskich tytułów wstąpił do franciszkanów i został sławnym kaznodzieją.

Łucja natomiast spędziła ostatnie lata swojego życia w odosobnieniu – zmarła 15 listopada 1544 r. w Ferrarze. Niektórzy dowiedziawszy się o jej śmierci dziwili się, że… jeszcze w ogóle żyła.

Okazało się jednak, że mimo odosobnienia pamięć o Łucji nie zaginęła. Tak wiele osób chciało złożyć jej hołd przy trumnie, że ceremonię pogrzebową trzeba było przełożyć o trzy dni. Co ciekawe, gdy 4 lata po pochówku otworzono jej trumnę, znaleziono jej zwłoki w idealnym stanie.

Łucja została beatyfikowana przez papieża Klemensa XI 1 marca 1710 roku.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail