Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jola Szymańska: Poszłam do kina na „La la land”. I nie uwierzycie, co się stało

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Widziałam „La la land”. Zamiast oglądania starych filmów Woody’ego Allena czy „Kochanych kłopotów” na Netflixie, wybrałam kino. Zamiast dramatów, poszłam na musical. I dzięki Bogu skończyłam popcorn jeszcze w czasie reklam.

Wiem, wiem, wszyscy dyskutują teraz o poważnych filmach, poruszających społeczno-historyczne dylematy, wpływające na świat i społeczeństwo. Zastanawiałam się, czy też tego nie zrobić. To byłoby coś – wreszcie być na bieżąco. Ale nie. Postanowiłam zrobić coś niekonwencjonalnego i popłakać się na musicalu. A potem stanąć twarzą w twarz z trzema faktami.

 

1. Zawsze będę idealizować

Nie spojlerując, “La la land” to opowieść o bajkowej miłości, która okazała się mniej ważna niż marzenia. I chyba dlatego na koniec filmu złapałam depresję, z której nie wyprowadziło mnie nawet futomaki z tatarem z łososia. Moje wnętrze wyglądało jak pole walk z Władcy Pierścieni. Albo nawet z Ogniem i Mieczem. Naprawdę. Wiecie dlaczego? Zrozumiałam, że ja po prostu zawsze będę wierzyć w bajki. Ale… im szybciej sobie to uświadomię, tym lepiej.

Chcę wierzyć, że życie będzie piękne i szczęśliwe, moje wybory będą dobre i że wszystko się uda. I to jest całkowicie okej. Ale chcę też wierzyć, że będę miała idealną kuchnię, mąż nigdy nie będzie chrapał i że będę dostawała regularnie kwiaty. A to wcale nie jest już takie ważne. I wcale nie jest (no, może poza kwiatami) do szczęścia potrzebne.

 

2. Bycie dorosłym to decyzja (której nie musisz podejmować)

Zabrzmiało grozą, ale to nic strasznego. Po prostu, w życiu każdej kobiety (oho!) nadchodzi moment, w którym staje twarzą w twarz z życiem. Moja mama mówi, że wtedy zaczynasz się czuć “kobietą”, a nie “dziewczyną”. I nie ma to nic wspólnego z pierwszym nieudanym związkiem, pierwszym własnym mieszkaniem, ani z żadnym innym pierwszyn razem. To coś więcej.

To moment, w którym dojrzewasz do decyzji: czy chcesz zamknąć się w swoim idealnym świecie, czy jesteś gotowa żyć w realu i konfrontować się z innymi istotami ziemskimi, a także (szokujący news!) przyjmować je takimi, jakie są. A prowadzi to do dalece kosmicznych pytań: co jeżeli mój mąż będzie człowiekiem i będzie miał wady? Co jeżeli moje dziecko nie będzie idealne? I jak ma się do tego moja ambicja? Śmiejcie się, może to naiwne pytania. Ale co, jeśli wcale nie?!

Na szczęście, albo nieszczęście, można w to nie wchodzić. I czekać na idealne życie.

 

3. Życie wewnętrzne ma blaski i cienie

Słuchający godzinami modern jazzu i chowający się pod namiotem swetrów i wełnianych pledów marzyciele, romantycy i introwertycy tego świata – wiecie, o czym mówię. Życie wewnętrzne potrafi nas całkowicie pochłonąć. Kiedy zamykamy się w świecie wyobraźni i duszy, zapominamy o jedzeniu i całym Bożym świecie. Wkręcamy się w swoją pasję i rozkoszujemy się każdym małym, wewnętrznym przełomem.

“La la land” jest idealnym filmem dla nas. Nie tylko dlatego, że jest po prostu jednym z najlepszych filmów w historii wszechświata z powalającym scenariuszem, postaciami, w które się wierzy i choreografią, na którą nie da się napatrzeć. Także dlatego, że wytrąca nas z pustej gonitwy za marzeniami. Bo oderwanie od świata na dłuższą metę może nam nie służyć, a bazując wyłącznie na marzeniach, oczekiwaniach i uczuciach, sami siebie krzywdzimy.

 

Brudny kubek

Po “La la land” odkryłam kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, najlepsza dla mnie inwestycja to inwestycja w sukienki. Po drugie, bardzo dobrze, że zapuszczam włosy. Po trzecie, lubię filmy, po których doceniam zwyczajną, nieidealną, codzienną miłość.

O tak, miłość, która widzi w nas więcej niż własne marzenia, jest bezcenna.